Statystyki nie kłamią: Lech Poznań
fot.: Paweł Kot
Jacek Magiera w odróżnieniu od swojego poprzednika w roli trenera Śląska zdążył rozegrać tylko jeden mecz przeciwko Lechowi Poznań. Dwóch ostatnich opiekunów wrocławian łączy jednak słabe punktowanie w starciach z Kolejorzem – dość powiedzieć, że niemoc piątkowych gospodarzy trwa już blisko trzy lata.
Śląsk do piątkowego meczu 27. kolejki ekstraklasy przystąpi z serią pięciu spotkań bez zwycięstwa z Lechem Poznań. W tym czasie zielono-biało-czerwoni zanotowali trzy remisy i dwie porażki, a z poprzedniego kompletu punktów cieszyli się w sierpniu 2019 roku przy okazji pamiętnej wygranej 3:1 przy Bułgarskiej. W dwóch ostatnich występach przeciwko Kolejorzowi Śląsk nawet nie zdobył bramki (0:1 i 0:4), od jego poprzedniego trafienia minęło już 219 minut. Ostatnim strzelcem gola dla wrocławian w starciach z wielkopolskim rywalem pozostaje Robert Pich (strzałem z rzutu karnego ustalił wynik na 3:3 we wrześniu 2020), zaś domowe remisy Śląska z Lechem to nic nadzwyczajnego. Dość powiedzieć, że trzy ostatnie mecze obu drużyn we Wrocławiu zakończyły się właśnie podziałami punktów, a przed wspomnianą strzelaniną było też 1:1 i 2:2. Zielono-biało-czerwoni na Pilczycach po raz ostatni wygrali z Kolejorzem we wrześniu 2017 roku (2:0 za kadencji Jana Urbana).
DO NIEDAWNA DERBY
Osobiste wspomnienia związane z Lechem ma również trener Piotr Tworek, dla którego starcia z tym rywalem na ławce Warty oznaczały oczywiście derby Poznania. W obu meczach poprzedniego sezonu Kolejorz ogrywał ówczesnego beniaminka, jednak dwukrotnie działo się to rzutem na taśmę po bramkach w doliczonym czasie gry (1:0 przy Bułgarskiej i 2:1 w Grodzisku Wielkopolskim). W poprzedniej kolejce z udziałem ekipy Tworka już po upływie podstawowych 90 minut również działo się co niemiara, a bramka Fabiana Piaseckiego w Płocku (2:1) zapewniła Śląskowi pierwsze zwycięstwo od 27 listopada. Dzięki temu wrocławianie powiększyli przewagę nad strefą spadkową do sześciu punktów, a biorąc pod uwagę bilanse dwumeczów tak naprawdę siedmiu. W czterech ostatnich spotkaniach stracili raptem dwa gole, tak dobrej serii nie mieli od roku. Wrocławianie w przerwie na kadrę błysnęli też w ofensywie pokonując w sparingu 5:2 rewelację I ligi Chrobrego Głogów.
WYJAZDOWE HAMOWANIE
Lech zimował jako lider ekstraklasy i wydawał się głównym kandydatem do zdobycia mistrzostwa Polski, jednak do Wrocławia przyjedzie już jako trzeci zespół tabeli. O punkcik wyprzedza go lider ze Szczecina, zaś Raków dzięki korzystniejszemu dwumeczowi, a wiosenne hamowanie Kolejorza spowodowane jest głównie meczami wyjazdowymi. Dość powiedzieć, że zespół Macieja Skorży, który w marcu 2021 roku był poważnie łączony ze Śląskiem, w tej rundzie wygrał zaledwie jeden z czterech meczów poza Poznaniem (3:0 w Szczecinie), a przegrana zdarzyła mu się też przy okazji ostatniej jesiennej podróży do Radomia (1:2). Lech ciągle ma jednak mnóstwo atutów – w tym sezonie zdobył już 52 bramki, najwięcej w lidze, a stracił tylko 19, czyli najmniej (Śląsk dokładnie dwa razy więcej). Poznaniacy 21 trafień zanotowali też na wyjazdach i pod tym względem są najskuteczniejsi wspólnie… ze Śląskiem. Ich napastnik Mikael Ishak z 14 golami zajmuje zaś pozycję współlidera klasyfikacji strzelców obok Iviego Lopeza z Rakowa Częstochowa.