TAKTYCZNIE: 15 minut chwały, 75 do zapomnienia (Śląsk 1:1 Wisła Kraków)

TAKTYCZNIE: 15 minut chwały, 75 do zapomnienia (Śląsk 1:1 Wisła Kraków)

fot.:

W kontekście walki o utrzymanie mecz z Wisłą był dla Śląska prawdopodobnie ważniejszym sprawdzianem, niż poprzednie starcia z Lechem czy Rakowem. Wrocławianie poniedziałkowy egzamin zaliczyli na solidną tróję.



 

Na wstępie warto zaznaczyć, że przy ocenie tego spotkania trzeba brać pewną poprawkę na problemy zdrowotne w kadrze WKS-u. Drużyna zmagała się z tajemniczymi chorobami, które zmusiły trenera Piotra Tworka do zastosowania pewnych rozwiązań. 

“Za nami trudny, niełatwy mecz. Na przestrzeni ostatniego tygodnia dotknęło nas wiele ciężkich sytuacji, dlatego jestem wdzięczny zespołowi, że dotrwał do końca nie przegrywając. (...) Diogo Verdasca nie trenuje z nami od jakiegoś czasu z powodów zdrowotnych, dlatego nie było go dziś w kadrze. Krzysztof Mączyński zgłosił naciągnięcie mięśnia w przerwie, zaś z powodu choroby na drugą połowę nie wyszedł Łukasz Bejger. Nie był w stanie dać z siebie już sto procent, dlatego musieliśmy reagować” 

- mówił na pomeczowej konferencji nowy szkoleniowiec Śląska.

WEJŚCIE Z PRZYTUPEM

W pierwszych minutach Wisła zaskoczyła wrocławian szybkością oraz bezpośredniością przeprowadzanych ataków. Trener Jerzy Brzęczek podkreślał, że taki był plan na to spotkanie, a trener Piotr Tworek stwierdził, że drużyna była na to przygotowana, lecz tego przygotowania nie przełożyła na mecz. Jeśli jednak spojrzymy na straconego już w 6. minucie przez Śląsk gola, to trudno mieć zastrzeżenia do szkoleniowca WKS-u. Jego tercet środkowych obrońców po prostu za bardzo przywiązał się do faktu, że spotkanie odbywało się w lany poniedziałek i całkowicie olał pozornie niegroźny atak krakowian. 

Pierwszym problemem przy akcji bramkowej wrocławian było nieudane wyjście z linii w wykonaniu Marka Tamasa. Przez absencję Węgra w defensywie powstała luka, którą uzupełnić próbował Wojciech Golla z Victorem Garcią. Wtedy jednak wcale nie było jeszcze groźnie - Wisła atak prowadziła prawą stroną, ale to Śląsk miał wyraźną przewagę liczebną na własnej połowie. 

W dalszej fazie akcji Tamas zdołał dotrzeć na swoją pozycję, lecz zrobił to niedostatecznie szybko, co umożliwiło Wiślakom posłanie prostopadłego podania na wolną przestrzeń w pole karne. Uwagę warto zwrócić jednak na strzelca gola - Elvisa Manu. Jego pozycję teoretycznie kontroluje Łukasz Bejger, ale w obliczu powrotu Tamasa na swoją pozycję, bezrobotny pozostaje asekurujący wcześniej Węgra Wojciech Golla. 

Konrad Gruszkowski bez większych problemów zdołał zagrać piłkę do Manu, który ostatecznie nie był kryty przez żadnego z obrońców WKS-u. Na powtórkach trudno znaleźć moment, w którym Golla z Bejgerem komunikowaliby się ze sobą w jakiś sposób, więc tym bardziej dziwny jest fakt, że młodzieżowiec odpuścił krycie zawodnika Wisły, myśląc, że zajmie się tym jego bardziej doświadczony partner. Obrona Śląska zwyczajnie zaspała i straciła gola po akcji, którą zażegnać można było na tysiąc różnych sposobów. 

POWINNO BYĆ JESZCZE GORZEJ

Sytuacja z 6. minuty nie oznaczała jednak końca problemów WKS-u. Wisła sytuacji bramkowych miała więcej, lecz partaczyła je w fatalny sposób. Po kwadransie gry w bardzo łatwy sposób piłkę pod nogi przeciwników oddał Bejger, a krakowianie powinni prowadzić już 2:0. Na poniższych grafikach widzimy początek omawianej akcji, a także jej koniec. Jak do tego doszło? Kombinacje, piętki i inne bajery - tylko to uratowało wrocławian przed stratą kolejnego gola. 

RATUNEK Z ZAGRANICY

Losy meczu Śląskowi udało się odwrócić w ostatnim kwadransie pierwszej połowy, kiedy to jak za dotknięciem magicznej różdżki z bezzębnej i niemrawej drużyny wrocławianie stali się groźną ofensywną maszyną. Warto zaznaczyć, że w meczu z Rakowem scenariusz meczu wyglądał podobnie - podopieczni Piotra Tworka przez pierwsze pół godziny skupili się raczej na defensywie, aby później zaatakować uśpionego przeciwnika przez ostatnie 15 minut połowy. W ofensywie wyróżnić można z pewnością aktywnego Caye Quintanę, który regularnie szukał sobie okazji strzeleckich, Patricka Olsena, który wziął się za rozegranie i zanotował kilka ważnych podań progresywnych, a także Victora Garcię, który popisał się z kolei kilkoma bardzo ładnymi dośrodkowaniami. 

To właśnie ta trójka odegrała kluczowe role przy akcji bramkowej WKS-u. Najpierw wrocławianie odzyskali piłkę za sprawą świetnego pressingu Krzysztofa Mączyńskiego i Roberta Picha na połowie Wisły. Futbolówka trafiła pod nogi Olsena, a ten w dwóch kontaktach odwrócił się i popisał się fantastycznym podaniem zewnętrzną częścią stopy do Victora Garcii.

Hiszpan na lewej flance miał zadanie z jednej strony proste, a z drugiej jednak dosyć trudne. Teoretycznie miał on jedynie dobiec do piłki, przyjąć ją i dośrodkować, lecz do tego ostatniego trzeba było naprawdę dużych umiejętności. Te Garcia posiada, co potwierdził doskonałą wrzutką wprost na nogę Quintany. Jego rodak, będąc tak dobrze obsłużonym, jedyne co mógł zrobić, to wpakować futbolówkę do siatki. 

WIDOWISKO GODNE PONIEDZIAŁKU

Poniedziałki przez wiele osób są najbardziej znienawidzonym dniem tygodnia i trzeba przyznać, że zawodnicy Śląska i Wisły nie zrobili zbyt wiele, aby to zmienić. O drugiej połowie można powiedzieć mniej więcej tyle, że się odbyła, choć byłoby to delikatnie krzywdzące wobec Michała Szromnika, który przy jedynej okazji krakowian popisał się fenomenalną interwencją na linii. Mimo wszystko, to Śląsk w ostatniej minucie doliczonego czasu miał piłkę meczową. Na koniec analizy poniedziałkowego meczu przygotowaliśmy wobec tego dla Was krótki quiz.

Co w powyższej sytuacji zrobił Dennis Jastrzembski?

a) dośrodkował 
b) strzelił w bramkę
c) przyjął piłkę
d) wykopał futbolówkę na samą górę trybuny D

 

 

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.