TAKTYCZNIE: Sposób na zwycięstwo! Wisła Płock 1:2 Śląsk Wrocław
fot.: Mateusz Porzucek
Piłka nożna jest pokrętnym sportem, którego poziom abstrakcji zwiększa się jeszcze bardziej, gdy mówimy o naszej rodzimej ekstraklasie. Jedna z najlepszych drużyn pod względem meczów domowych uległa zespołowi, który był prawdopodobnie największym rozczarowaniem rundy wiosennej. Jak do tego doszło? Ja akurat wiem, a Was zapraszam na analizę taktyczną!
Na wstępie warto zaznaczyć, że nie były to wielkie zawody w wykonaniu wrocławian. Wisła zdominowała Śląsk w pierwszej połowie, grała ładną i atrakcyjną piłkę, podczas gdy podopieczni trenera Piotra Tworka mieli spore problemy nawet z wyjściem za linię środkową. W drugiej części meczu obraz gry stał się nieco bardziej wyrównany, lecz swoje szanse na strzelenie gola miały obie drużyny - wydarzenia boiskowe nie zwiastowały pierwszego od dawna zwycięstwa WKS-u. Śląsk 3 punkty zdołał jednak wydrzeć i zrobił to sposobem, za który warto pochwalić nowego szkoleniowca.
ZAKORKOWANE CENTRUM
Dominacja Wisły z pierwszych 45 minut brała się przede wszystkim z ogromnej przewagi w środku pola. Gospodarze byli bardziej agresywni w odbiorze, a dzięki spokojowi potrafili długo utrzymywać się przy futbolówce. Wiązało się to poniekąd z planem Śląska, który miał opierać swoje ofensywne poczynania na kontrach, lecz po zepchnięciu do głębokiej defensywy tych było jak na lekarstwo. Aby brać czynny udział w grze, do defensywy cofać się musiał Erik Exposito, w akcjach obronnych często widywaliśmy również Caye Quintanę. Za ambitną postawę obu Hiszpanów należy oczywiście pochwalić, lecz nie da się ukryć, że wolelibyśmy oglądać ich poczynania bardziej w ofensywie.
Śląsk niby starał się zagęszczać pole gry - zgodnie z zapowiedziami trenera Tworka widzieliśmy podwajanie, a czasem nawet i potrajanie krycia przeciwnych zawodników, lecz nie przynosiło to praktycznie żadnych wymiernych skutków. Najlepszym przykładem problemów WKS-u w pierwszej połowie była akcja Wisły z ósmej minuty.

Na powyższej grafice widzimy moment, w którym gospodarze atakowali lewą stroną boiska. Zawodnicy Śląska przy linii bocznej pozornie wszystko robią dobrze - każdy z nich stoi bardzo blisko przeciwnika, starając się uniemożliwić podejście bliżej pola karnego. Pozornie, bo jak okazało się chwilę później, Wisła z łatwością stworzyła groźny atak. Źle zachował się przede wszystkim Diogo Verdasca - zamiast asekurować kolegów i kontrolować swojego zawodnika, wpuścił przeciwnika za swoje plecy. Rywali kryjemy tak, aby być od nich bliżej własnej bramki, panie Verdasca!

Jakub Iskra przegrał pojedynek 1 na 1, lecz to jest rzecz, która czasem po prostu się zdarza. Przy odpowiedniej asekuracji nie powinno być to aż tak dużym problemem, ale jak wcześniej wspomnieliśmy, duży błąd w ustawieniu popełnił pewien Portugalczyk. W efekcie zarówno wahadłowy, jak i prawy środkowy obrońca są spóźnieni, co kończy się groźnym dośrodkowaniem. Na tym jednak nie kończą się problemy Śląska - spójrzmy, co dzieje się w okolicy szesnastego metra przed bramką Michała Szromnika. Ogromna pusta przestrzeń, spowodowana absencją środka pola i znów - wciąż jednym i tym samym błędem Verdaski. Portugalczyka próbował asekurować Wojciech Golla, a w jego miejsce wbiegł Petr Schwarz. Zawodników do pokrycia szesnastki już niestety zabrakło.
Defensywa WKS-u cierpiała na efekt kuli śnieżnej - jeden prosty błąd powodował całą lawinę zdarzeń, które skutkowały groźnymi sytuacjami dla Wisły. Jeśli spojrzymy na gola dla gospodarzy, to zobaczymy to samo. Nieskuteczny odbiór w środku pola, wyjście z linii Diogo Verdaski i nieudane przerwanie akcji Rafała Wolskiego, oznaczało pozostawienie Jakuba Iskry samego z dwoma zawodnikami. Wahadłowy próbował zablokować uderzenie Piotra Tomasika, lecz musiał kontrolować również obiegającego go Kristiana Vallo. Koniec końców młodzieżowiec zrobił coś po środku - niby stanął na drodze strzału, lecz nie kontrolował w pełni tej sytuacji i po rykoszecie piłka wpadła do siatki wrocławian. Można mówić o dużym pechu Iskry, ale zawodnicy WKS-u powinni zatrzymać tę akcję dużo wcześniej.

SZTUKA REAGOWANIA
Kluczowym wydarzeniem dla dalszych losów meczu była dobra reakcja w przerwie Piotra Tworka. W Śląsku ewidentnie coś nie grało, a źródłem problemu wydawała się nieumiejętność wyprowadzenia piłki z własnej połowy, więc tym bardziej zaskakująca była zmiana ofensywnego pomocnika. Wejście Waldemara Soboty za Patricka Olsena okazało się jednak strzałem w dziesiątkę.
“Patrick mocno się napracował w pierwszej połowie i było widać u niego, że w tej fazie po odbiorze piłki nie mieliśmy takiego zaczepienia z przodu. Daliśmy wypoczętego zawodnika, a Waldek Sobota dobrym wejściem wypracował pierwszą bramkę. Wszystko nam się udało w tej zmianie, zarówno jeden, jak i drugi popracował po 45 minut dla zespołu. To jest dla nas ważne, że każdy pracuje dla zespołu, nie dla siebie”
- skomentował na pomeczowej konferencji trener Piotr Tworek.
Omawiana zmiana dała Śląskowi nie tylko świeże siły, ale przede wszystkim zawodnika o zupełnie innym profilu. Atutami Olsena są technika użytkowa oraz zaciekła walka w defensywie, podczas gdy Sobota lepiej czuje się przy dynamicznych atakach szybkich akcjach z piłką przy nodze. Doświadczony pomocnik pokazał to po części przy pierwszym golu dla wrocławian. Po części, bo ostatecznie przegapił dobry moment na zagranie do Exposito, a Hiszpan dopadł do piłki nieco szczęśliwie. Mimo wszystko, Sobota sprawił, że Śląsk w ofensywie stał się bardziej dynamiczny i lepiej wykorzystywał powstałe po zmianie stron wolne strefy.
CZASEM WYSTARCZY SPOSÓB
W minionym tygodniu na łamach “taktycznie” pisaliśmy, że od trenera Tworka oczekujemy wyraźnej poprawy przy stałych fragmentach gry. O ile w defensywie na tej płaszczyźnie Śląsk dalej nie jest zbyt pewny, o tyle z przodu wrocławianie coś po zagraniu ze stojącej piłki zrobili. W dodatku nie byle co, bo przecież gol Fabiana Piaseckiego w końcówce dał tak długo wyczekiwane zwycięstwo. Sam schemat rzutu rożnego był całkiem prosty - zagranie na bliższy słupek do Golli, przedłużenie do zamykającego akcję Piaseckiego i mamy gola. Oczywiście, nie popisała się tu również defensywa rywali, ale Śląsk w końcu dał szansę przeciwnikom się pomylić. Niby nie jest to nic wielkiego, lecz jeśli przypomnimy sobie te wszystkie przekombinowane krótkie warianty… Czasem piękno tkwi w prostocie!
NIE POPADAJMY W HURRAOPTYMIZM
Mecz z Wisłą Płock był dla Śląska niezwykle ważny. Długo wyczekiwane zwycięstwo, upragnione trzy punkty i oddalenie się od strefy spadkowej dają pewien psychiczny komfort, którego tak bardzo brakowało przecież wrocławianom. Po takim spotkaniu ważne jest jednak, aby zachować chłodną głowę. Podopieczni trenera Tworka wygrali na bardzo trudnym terenie i chwała im za to, lecz starcie to mogli równie dobrze przegrać. W Płocku widzieliśmy kilka dobrych elementów, widzieliśmy również, że Śląsk pod wodzą nowego szkoleniowca w pewien sposób ewoluuje. Oprócz tych dobrych znaków było jednak też kilka mniej ciekawych - bardzo słaba pierwsza połowa, przegrany środek pola, zła asekuracja w wykonaniu obrońców i mizerne bronienie się przed stałymi fragmentami. Wygrana z Wisłą może być świetnym początkiem odbudowy Śląska, lecz nie zapominajmy o tym, że do zrobienia jest wciąż bardzo dużo.