WSTYD! ŻENADA! KOMPROMITACJA!

Śląsk Wrocław w kompromitującym stylu uległ beniaminkowi z Dobrzenia Wielkiego. Indywidualne błędy Ignasiaka i Lisa przełożyły się bezpośrednio na dwie utracone bramki. Jednak mecz przegrała cała drużyna, ci którzy biegali po boisku oraz ci, którzy odpowiadają za taktykę i koncepcję gry. Wydaje się, że po tym meczu należą się przeprosiny tym wszystkim, którzy tworzyli historię Śląska. Bo takiej plamy nie da się nigdy usunąć...
Sam mecz rozpoczął się planowo. Już w 11 minucie po ładnym dograniu piłki przez Kowalczyka, w polu karnym Ulatowski ośmieszył obrońców z Dobrzenia i z 10 metrów wpakował piłkę do siatki. Przy tym strzale bramkarz gości był bezradny. 6 minut później Kowalczyk mógł podwyższyć wynik na 2:0 i, jak się później okazało, zapobiec jednej z największych kompromitacji w historii Śląska Wrocław. Niestety, minąwszy wszystkich obrońców oraz bramkarza, Marek Kowalczyk z 3 metrów nie trafił do pustej bramki. Jeśli ktoś chce szukać usprawiedliwienia i będzie twierdził, że ‘kąt był zbyt ostry’, to owszem można się z nim zgodzić, pod warunkiem, że takiego babola zaprezentowałby nam trampkarz.
W pierwszych 45 minutach Śląsk mógł zaimponować liczbą strzałów z dystansu. Efektywność tych prób była jednak marna. Warto wspomnieć kilka słów o arbitrze, który owszem popełniał głupie błędy i stał się automatycznie ulubieńcem publiczności, ale każdego kto będzie twierdził, że to sędzia jest winny tego co stało się w sobotnie popołudnie we Wrocławiu – można śmiało nazwać KŁAMCĄ. Bo i owszem, pan Sebastian Jarząbek wraz z dwójką swych pomagierów był kiepskim aktorem „spektaklu przy Oporowskiej” ale w porównaniu do piłkarzy Śląska za taki występ należy mu się Oskar. Bo to piłkarze i trener Śląska zasłużyli na miano SKOMPROMITOWANYCH!
To co stało się w drugiej części meczu trudno nawet skomentować. Ale spróbujmy... Śląsk rozpoczął od serii strzałów z dystansu. Rosiński, Wielgus i Ulatowski strzelali, ale najczęściej panu Bogu w okno. W 58. minucie w zupełnie niegroźnej sytuacji na piłce potknął się Ignasiak. Nie było by w tym nic nadzwyczajnego gdyby nie uczynił tego w okolicy 16 metrów od bramki strzeżonej przez Janukiewicza. Goście z Dobrzenia Wielkiego przejęli piłkę i wykładając po kolei wrocławskich defensorów na murawę spokojnie umieścili futbolówkę w siatce. To było jak zły sen! Po utracie gola Śląsk rzucił się do odrabiania strat. Jednak myśli i koncepcji starczało jedynie na przebijanie się środkiem pola przez gąszcz nóg obrońców TOR-u, lub strzały z dystansu. Przejawiający sporą ochotę do gry Wielgus oddał piękny strzał w okienko bramki Krupy. Niestety bramkarz z Dobrzenia zaczął bronić jak natchniony. Paradoksalnie dobry strzał Cinka był jego pożegnaniem z boiskiem. Trener Kowalski nie widział w swej ‘koncepcji’ miejsca dla Marcina.
W 78. minucie za wyprowadzanie akcji wziął się Rafał Lis. Strata piłki w środku pola, szybka kontra TOR-u i Sławomir Sienczewski zdobywa drugą bramkę dla swego zespołu. To nie mieściło się w głowie! TOR Dobrzeń Wielki prowadził ze Śląskiem Wrocław 2:1.
Ostatnie minuty spotkania to totalny bałagan w szykach WKS-u. Brak pomysłu, nadziei i woli walki. Jeszcze tylko strzały Ulatowskiego i Lisa (głową), które fantastycznie wybronił Krupa, mogły zmniejszyć poczucie wstydu jaki towarzyszył obserwacji poczynań zawodników Śląska. Jeśli dodać do tego kompromitujące zachowanie sędziego (np. akcja zamiany rzutu rożnego na sędziowski) to... można na tym zakończyć relację z jednej z największych w historii kompromitacji Śląska Wrocław.
Bramki:
1:0 Ulatowski (11.min)
1:1 Pierskalla (58.min)
1:2 Sienczewski (78.min)
Śląsk: Janukiewicz – Wołczek (86. Szczot), Lis, Ignasiak, Rudolf – Wielgus (65.Filipczak), Szewczyk, Rosiński, Kasprzycki (75. Małecki) – Ulatowski, Kowalczyk (68. Ostrowski)
Sędzia: Sebastian Jarząbek (WS Śląski ZPN)
Żółte kartki: Białek, Dudek, Sienczewski (TOR), Szewczyk, Ulatowski, Filipczak (Śląsk)
źródło: własne