Wzmocnienie obrony z rezerw? Mateusz Stawny (SYLWETKA)
fot.: Rafał Sawicki
Po Konradzie Poprawie i Szymonie Lewkocie zawodnika, który byłby w stanie wybić się z drużyny rezerw i wskoczyć na dłużej do wyjściowego składu pierwszego zespołu, dawno w Śląsku nie było. Czy kimś takim może stać się Mateusz Stawny?
Powiedzieć, że młody zawodnik spędził z WKS-em pół swojego życia, to nie powiedzieć nic, bowiem karierę urodzonego w 2003 roku Mateusza Stawnego w Akademii Piłkarskiej Śląska Wrocław można było śledzić już od kiedy skończył on pięć lat. We wrocławskiej drużynie pokonywał kolejne szczeble rozwoju, aż do sezonu 2021/2022, kiedy zadebiutował w II lidze. Szansę w rezerwach dał mu trener Krzysztof Wołczek, co nie jest przypadkiem. Stawny stanowił ważny element prowadzonej przez tego szkoleniowca drużyny, która sięgnęła po brązowy medal mistrzostw Polski Centralnej Ligi Juniorów U-18.
PRACA POPŁACA
Płynny rozwój, zaangażowanie na treningach oraz po prostu umiejętności Stawnego poskutkowały tym, że w lipcu 2021 roku klub zaoferował młodemu zawodnikowi przedłużenie kontraktu. W komunikacie na oficjalnej stronie Śląska podkreślono ważną rolę, jaką pełnił w zespole juniorów U-18 - obrońca miał na koncie najwięcej minut w drużynie.
"Jestem szczęśliwy, że mogę kontynuować grę w klubie, w którym jestem od dziecka. Mam nadzieję, że nadal pozostanę na dobrej drodze. Przede wszystkim chciałbym grać, rozwijać się i pokonywać kolejne etapy, aż do pierwszego zespołu"
- mówił po podpisaniu umowy Mateusz Stawny.
OSTOJA DEFENSYWY
Na drugoligowych boiskach młody zawodnik dał się poznać przede wszystkim z solidności. Niewiele było spotkań, po których można było wskazać go jako winowajcę przy straconych golach. Często, mimo licznie traconych przez rezerwy goli, to właśnie Stawny wyróżniał się na tle kolegów. Występuje on głównie na środku defensywy złożonej z trójki stoperów, choć rola półprawego i półlewego obrońcy nie jest mu obca. Jego dużym atutem jest umiejętność wyprowadzania piłki spod własnej bramki. Jeśli rozważamy go w kontekście pierwszego zespołu, to trzeba uczciwie powiedzieć, że nie rozwiąże problemów z warunkami fizycznymi - 184 cm wzrostu to oczywiście nie jest mało, ale w drużynie Ivana Djurdjevicia możemy znaleźć praktycznie samych obrońców bazujących, podobnie do Stawnego, na swojej szybkości, skoczności i zwinności. Próbując porównać młodzieżowca do któregoś ze stoperów w obecnej kadrze WKS-u, to najbliżej byłoby mu chyba do Łukasza Bejgera.
ZAUWAŻONY PRZEZ TRENERA
To, że Stawny wyróżnia się w rezerwach, nie jest jedynie naszą subiektywną oceną. Praca młodego defensora została dostrzeżona również przez sztab szkoleniowy pierwszej drużyny Śląska. Ivan Djurdjević zaprosił Stawnego do treningów z “jedynką”, a młodzieżowiec znalazł się już nawet w kadrze na pucharowy mecz z Lechem Poznań. Co prawda, nie udało mu się jeszcze zadebiutować, ale patrząc na to, w jakim tempie oraz, co ważniejsze, jak regularnie czyni progres, powinno być to tylko kwestią czasu. Nie jest to oczywiście już teraz materiał na podstawowego zawodnika w ekstraklasie, wciąż przydarzają się mu błędy, lecz jest to naturalne na tym etapie kariery. Dużym atutem Stawnego jest z pewnością dojrzała gra i umiejętność szybkiej oraz poprawnej oceny ryzyka, natomiast wciąż pracować musi nad sylwetką i ogólnie pojętą fizycznością. Mając na uwadze to, że Śląsk zaczął grać w formacji z trzema środkowymi obrońcami, a ławka na tej pozycji nadzwyczaj szeroka nie jest, można jednak się spodziewać, że bohatera naszej sylwetki ujrzymy w pierwszym zespole jeszcze w bieżącym sezonie.