Zdarzyło się wczoraj: Śnieżny mecz z Wisłą Kraków
fot.: Paweł Kot
Kolejny tekst w ramach naszego cyklu zaserwuje nam całkowitą zmianę pogody za oknami, która z kolei zaskoczyła wrocławskich piłkarzy wczoraj w Łęcznej, gdzie zremisowali 1:1. Obecna sytuacja zespołu prowadzonego przez Jacka Magierę do złudzenia przypomina ostatnie lutowe podrygi Vitezslava Lavicki w roli trenera Śląska. Wrocławianie prezentowali styl, który dzisiaj nazwalibyśmy boringball, jednak meczem w śniegu z Wisłą udowodnili, że nie wszystko jeszcze stracone.
12 lutego 2021 roku przepełniony był atmosferą dziwactwa. Śląsk fatalnie rozpoczął rok, najpierw bezbramkowo remisując w Mielcu ze Stalą, a później wyraźnie ulegając przy Okrzei gliwiczanom (0:2). W tym całym marazmie i początkach upadku Vitezlava Lavicki największym paradoksem był fakt, że zawodnicy ze stolicy Dolnego Śląska byli na o niebo lepszej lokacie niż teraz, bowiem zajmowali 4. miejsce. Kto tamtego piątkowego wieczora pomyślałby, że najpierw przyjdzie zmiana trenera, która ożywi zespół, a ostatecznie Śląsk ukończy ligowe zmagania na pozycji dającej przepustkę do eliminacji europejskich pucharów najniższej kategorii?
NIECH CZAS ZWERYFIKUJE NAS...
Szalone były to czasy, kiedy na ławce Wisły zasiadał jeszcze awanturnik Peter Hyballa, którego ekipa na początek ligowej wiosny przegrała po jednym z lepszych meczów tamtego sezonu 3:4 z Piastem. Do Wrocławia Biała Gwiazda przyjechała jednak pokrzepiona zwycięstwem nad Jagiellonią (2:0) i nie bez kozery ostatnie wyniki Śląska połączone z okazałą formą krakowian budziły przed meczem 17. kolejki respekt w szeregach drużyny prowadzonego przez sympatycznego Czecha.
Sytuacja kadrowa nie przedstawiała się w kolorowych barwach, a niech najlepszą definicją upływu roku czasu w futbolu będzie fakt, jakie nazwiska pojawiały się w propozycjach do pierwszej jedenastki w naszej zapowiedzi kolejki. Pisaliśmy tak.
“W tym wszystkim nie pomaga absencja Marka Tamasa, który wykartkował się na piątkowe spotkanie. Możliwe, że będzie to szansa na debiut któregoś z nowych zawodników Bejgera lub Wilusza. Znając jednak zapał do zmian trenera Lavicki bardziej prawdopodobne jest, że obok Puerto wystąpi Pawelec. Przy ostatniej dekoncentracji Puerto, asekuracja jaką zapewnia Pawelec może być przydatna.” -
Czas najlepiej weryfikuje piłkarzy i tak było i tym razem. Puerto przeniósł się na Podlasie, Bejger dzisiaj z powodzeniem występuje w podstawowym składzie, a Wilusz nie rozegrał żadnego spotkania w Śląsku, a już machaliśmy mu chusteczką na pożegnanie. Jakie było zaskoczenie na naszych twarzach, gdy w wyjściowym garniturze na spotkanie z Wisłą znaleźli się odkurzony i wyciągnięty z szafy Mathieu Scalet czy chociażby Marcel Zylla.
POLSKI BIEGUN ZIMNA
Jak się okazało, Polak z francuskim obywatelstwem okazał się brakującym elementem wrocławskiej drużyny. Scalet najlepiej odnalazł się w zamieszaniu po rzucie rożnym i płaskim strzałem dał gospodarzom prowadzenie, a co najważniejsze, zdobył pierwszego gola w 2021 roku dla WKS-u. Dla obecnego gracza Podbeskidzia było to drugie, a jednocześnie ostatnie trafienie w zielono-biało-czerwonych barwach. Wiślacy długo nie zwlekali z wyrównaniem i już 7 minut później Yaw Yeboah oddał strzał zza pola karnego, który jeszcze odbił się od próbującego interweniować Puerto, jednak Matus Putnocky nie miał szans zdążyć z odsieczą.

Nasi komentatorzy marzli na stanowiskach, sople lodu niemal zwisały im z nosa, a z boiska w przerwie ściągane były warstwy białego puchu. Śnieżyca zaatakowała Wrocław na kwadrans przed tym spotkaniem i wiadomo było, że ktoś sobie w tym warunkach nie poradzi. Tym pechowcem okazał się wspomniany już Zylla, który najpierw niefortunnie interweniował ręką we własnym polu karnym, a później zarobił bezmyślną drugą żółtą kartkę za faul. Przy pierwszej sytuacji upiekło mu się, bo będącego wtedy na fali Felicio Browna Forbesa zatrzymał specjalista od obrony rzutów karnych, Matus Putnocky, notując piękną paradę. Jego postawa została dostrzeżona w naszej stałej rubryce podsumowującej każde spotkanie Śląska.
“Gdyby nie Putnocky, Śląsk po kwadransie drugiej połowy przegrywałby już 1:2, jednak jego niezwykła umiejętność bronienia rzutów karnych kolejny raz dała o sobie znać. Wrocławianie w starciu z Wisłą Kraków potrzebowali solidności w bramce, a słowacki golkiper sprawdza się w tej roli od lat. Liczba pięciu strzałów, które miał do obrony dwa dni temu może nie jest oszałamiająca, poza tym było jednak piętnaście uderzeń niecelnych, które wymuszały ciągłe pozostawanie Putnockiego w maksymalnej koncentracji. Parada przy jedenastce Felicio Brown Forbesa wywindowała jego notę InStat Index do najwyższego wyniku spośród wszystkich piłkarzy, którzy w piątek pojawili się na murawie” -
- pisaliśmy po spotkaniu w „Plusach i minusach”.
Tamten śnieżny remis wlał choć jeszcze choć trochę nadziei w skołatane wrocławskie serca, szarpiące się między pozostawieniem Lavicki na stanowisku, a zrezygnowaniem z czeskiego trenera. Wrócimy teraz do punktu wyjścia - nie ma lepszego narzędzia weryfikacji niż upływający nieubłaganie czas. A tego trener Lavicka miał przed sobą bardzo mało. Nieco ponad miesiąc później miał już spakowane rzeczy i zdane mieszkanie w stolicy Dolnego Śląska...
Śląsk Wrocław 1:1 (1:1) Wisła Kraków
23’ Scalet - 30’ Yeboah
Śląsk Wrocław: Putnocky - Cotugno, Puerto, Pawelec, Stiglec - Pawłowski (65' Musonda), Praszelik, Pich, Scalet, Zylla - Exposito (73' Piasecki) Trener: Vitezslav Lavicka
Wisła Kraków: Lis - Burliga, Frydrych, Mehremić, Sadlok - Carlos Silva (73' Medved), Plewka, Savić (87' Starzyński), Żukow, Yeboah - Brown Forbes Trener: Peter Hyballa