''Djurdjević to nie jest trener na ekstraklasę'' (OPINIA EKSPERTA)
fot.: Paweł Kot
Jest wiele osób, które łączą Śląsk Wrocław i Lech Poznań. Jedną z nich jest Ivan Djurdejvić, który jako trener prowadził oba zespoły w ekstraklasie. O pracy 46-latka w Wielkopolsce, przyczynach zwolnienia i wspólnych zarzutach pod adresem Serba, by porównać jego przygody w obu klubach, porozmawialiśmy z Radosławem Laudańskim z Poznańskiego Expressu.
Śląsk ogłosił Ivana Djurdjevicia nowym trenerem na początku czerwca zeszłego roku. Czy ta informacja była szeroko komentowana w poznańskim w mediach zważywszy na przeszłość Serba?
Radosław Laudański: Myślę, że kiedy Ivan Djurdjević awansował z Chrobrym Głogów do baraży, wtedy ludzie z Poznania zaczęli oglądać te mecze, ale nie było tworzonych artykułów na ten temat. Kibice i dziennikarze byli bardziej ciekawi Ivana i wspierali go. Natomiast takie zachowania determinował fakt, że Djurdjević jest legendą Lecha i spędził w tym klubie kilka lat. Kiedy miał lepszy czas w swojej karierze trenerskiej, było to wtedy widoczne. Przejęcie Śląska również sprawiło, że zainteresowane osoby zaczęły ponownie przyglądać się jego poczynaniom we Wrocławiu, szczególnie temu, czy zauważalny jest u niego progres. W Kolejorzu nie wyglądało to ciekawie, potem poszedł do Głogowa, gdzie dostał więcej czasu by szlifować swój warsztat, natomiast teraz Ivan Djurdjević na pewno nie będzie już rozpatrywany jako potencjalny kandydat na szkoleniowca Lecha. Po prostu na ten moment to za wysokie progi dla niego.
Ivan Djurdjević w zakończonym już sezonie trzykrotnie zmierzył się z Lechem Poznań i za każdym razem wygrał. Jestem ciekawy jakie były reakcje w Wielkopolsce po tych meczach? Wojskowi za kadencji 46-latka grali mocno w kratkę, a tu udało się zanotować hat-tricka z mistrzem Polski.
W pierwszym meczu w sierpniu Lech Poznań był jeszcze przetrzebiony zmianą trenera i brakiem środkowych obrońców. Z kolei w Pucharze Polski John van den Brom przeszarżował z rotacjami, wystawiając w wyjściowym składzie między innymi Artura Rudko. Co do trzeciego meczu we Wrocławiu, Kolejorz również miał pewne braki kadrowe, zabrakło chociażby Ishaka, a dodatkowo był tuż po meczu w Lidze Konferencji. Samo spotkanie miało też szalony charakter. Na pewno nie można odmówić Śląskowi determinacji i gry z kontrataku w tych trzech rywalizacjach. Myślę, że sam Ivan Djurdjević był najbardziej zdeterminowany grając przeciwko Lechowi. Dobrze wiedział, że w Poznaniu ludzie śledzą jego poczynania i chciał zostawić po sobie dobre wrażenie, wygrywając aż trzy razy.
Cofnijmy się do początku pracy trenerskiej Ivana Djurdjevicia. Zaczynał od zespołu U-19, później przez prawie trzy lata był szkoleniowcem rezerw i dopiero później wskoczył do pierwszego zespołu, zmieniając Nenada Bjelicę. Wydaje się, że 46-latek był przygotowywany by w końcu objąć zespół Lecha. Natomiast, czy w Poznaniu nie wpuszczono zbyt szybko Djurdjevicia na głęboką wodę?
Zgadzam się, to było rzucenie na głęboką wodę. Te lata, które wspominany były okresem, o którym każdy chce jak najbadziej zapomnieć. Wystarczy popatrzeć na skład, który musiał kilkukrotnie desygnować trener Djurdjević i pojawiające się takie nazwiska jak Nikola Vujadinović, Maciej Orłowski, Maciej Gajos. Ten czas kojarzy się mocno kibicom Lecha z zaprzepaszczonym potencjałem, przegranym mistrzostwem i stagnacją, która według mnie trwała aż do wicemistrzostwa Polski z Dariuszem Żurawiem, stawiając na młodych graczy jak Moder i Puchacz. Szansa dana Ivanowi Djurdjeviciowi była pochopnym ruchem, który miał uspokoić fanów. Praca z pierwszym zespołem na pewno była trudnym doświadczeniem dla trenera, na które nie był gotowy. Mało kto będzie Pepem Guardiolą, trenując rezerwy, wskakując potem do seniorskiej drużyny i robiąc genialne wyniki. Reasumując, postawienie w 2018 roku na Ivana Djurdjevicia nie było dobrą decyzją, ale na pewno trener nie obraził się na Lecha za to zwolnienie, nie odwrócił się od klubu. Zawitał nawet na Bułgarską z okazji obchodów stulecia klubu. Mimo tej negatywnej przygody, Serb nadal jest pozytywnie odbierany.
Ivan Djurdejvić sezon 2018/19 rozpoczął od czterech zwycięstw w lidze. Później po odpadnięciu w europejskich pucharach z Genk rozpoczął się taki pierwszy kryzys, w którym Lech nie wygrał pięciu kolejnych spotkań, a przed własną publicznością przegrał aż 2:5. Jednak twoim zdaniem, alarmującym sygnałem sugerującą możliwą zmianę na ławce trenerskiej było odpadnięcie z Pucharu Polski po porażce z pierwszoligowym Rakowem Częstochowa?
Tak naprawdę ta posada była zagrożona już od samego początku. Genk był bardzo mocnym rywalem, a według mnie najlepszym dziedzictwem, które zostawił po sobie Djurdjević było przyjście Pedro Tiby i Joao Amarala, którzy dobrze prezentowali się na początku pracy z trenerem i później też stanowili o sile Kolejorza w kolejnych sezonach. Ruch z Ivanem Djurdjeviciem i pierwszym zespołem Lecha miał kupić kibiców, by załagodzić też nastroje w trakcie trudnego okresu w klubie. 46-latek był elementem tej układanki, ale mało kto twierdził, że w Poznaniu będzie to trener na lata.
We Wrocławiu trener Djurdjević od samego początku zmagał się problemami kadrowymi. Przykładowo, na pozycji lewego obrońcy miał do dyspozycji tylko Victora Garcię. Szkoleniwoiec początkowo wypowiadał się pozytywnie na temat liczebności i jakości piłkarzy, natomiast przed startem rundy wiosennej zrozumiał, że zespół wymaga wzmocnień. Jednak był świadomy tego, że w klubie nie ma po prostu pieniędzy na transfery. Czy w Poznaniu również zmagaliście się wówczas z podobnymi problemami, czy jednak zawiodły tu również wybory personalne na konkretne mecze?
W Lechu głównym zarzutem wobec trenera Djurdjevicia było to, że decydował się na grę trójką obrońców mimo tego, że w kadrze miał mało jakościowych stoperów. Ta obrona momentami mocno przeciekała i nie dało się zbudować dobrej formacji defensywnej z takimi piłkarzami jak Marcin Wasielewski, Maciej Orłowski, czy wspomniany już Nikola Vujadinović. Natomiast myślę, że z tamtej kadry żaden trener nie wyciągnąłby czegoś sensownego. W Lechu były tak mierne nazwiska, że aż dziwię się, że jeszcze kilka miesięcy wcześniej udało im się wygrać sezon zasadniczy. Jeśli popatrzymy sobie na Lecha z przełomu lat 2017 i 2018, a teraz, zobaczymy po prostu przepaść. Warunki naprawdę były trudne i może to być pewien element obrony dla Ivana Djurdjevicia.
Czy w Lechu nikt nie miał pretensji do trenera za prezentowany styl? W Śląsku defensywna piłka przynosiła efekty w meczach z silniejszymi rywalami jak Lech, czy Pogoń. Natomiast, kiedy trzeba było atakować od pierwszej minuty, wrocławianie wyglądali jak dzieci we mgle, nie wiedząc co mają zrobić z piłką.
Mam wrażenie, że trener Djurdjević trochę wyewoluował i kiedy przychodził do Lecha, to drużyna miała grać ofensywną piłkę, częściej się przy niej utrzymywać, tworzyć sobie sytuacje bramkowe, bo taka jest wieloletnia filozofia klubu. Dlatego też Serb był poniekąd zmuszony do takiej, a nie innej gry. Tak naprawdę trener przychodzący do Lecha z innym pomysłem, nie miałby racji bytu. Natomiast Ivan Djurdjević w 2018 roku trafił na kryzys tożsamościowy, a Kolejorz faktycznie miał problem, by stwarzać sobie te okazje i strzelać gole. Rywale z łatwością wyprowadzali kontry i myślę, że kiedy w późniejszych latach trener pracował w Chrobrym Głogów, niebędącym faworytem do awansu, zaczął właśnie wtedy budować swój zespół od defensywy, nastawiać się na kontrataki. Dlatego też korzeni takiego stylu gry szukałbym u niego od pracy w I lidze.
Kolejnym zarzutem kierowanym wobec Djurdjevicia było przygotowanie fizyczne zawodników, szczególnie przed rundą wiosenną. Co prawda w Poznaniu trener został zwolniony jeszcze przed przerwą zimową, ale czy zawodnicy już na początku sezonu mieli widoczny problem z kondycją?
Kto by nie był trenerem, w Lechu kwestia przygotowania fizycznego jest zawsze podnoszona. I za kadencji Ivana Djurdjevicia również były widoczne problemy natury kondycyjno-motorycznej. Rywale bardzo często wyglądają lepiej na boisku jeśli chodzi o intensywność gry, ale na pewno nie jest to kwestia za którą odpowiada tylko trener. Nie wiem jak to wyglądało w Śląsku, ale w Wielkopolsce Djurdjević jako początkujący trener powierzał dużo obowiązków sztabowi szkoleniowemu.
Przed naszą rozmową sprawdziłem jak w mediach społecznościowych zareagowano na zwolnienie Ivana Djurdjevcia z Lecha Poznań. Trafiłem na komentarze między innymi Damiana Smyka, czy Radosława Nawrota. Można z nich wywnioskować, że zakończenie współpracy z trenerem to był wówczas duży błąd zarządu Kolejorza. Myślisz, że po czasie zmieniliby swoje opinie?
W tym 2018 roku zarząd Lecha na pewno w nerwowy sposób. Oczekiwali, że trener zrobi lepszy wynik z pierwszą drużyną, patrząc przez pryzmat prowadzonych przez niego zespołów rezerw i juniorów starszych. Wydawało się, że może duch determinacji wystarczy i Lech będzie piął się ku górze. Rzeczywistość zweryfikowała te myśli, bowiem w wielu meczach styl gry pozostawał wiele do życzenia. Z tamtej perspektywy decyzja zarówno o zakontraktowaniu i szybkim zwolnieniu Djurdjevicia była kontrowersyjna, ale po czasie stwierdzam, że 46-latek po prostu nie miał potencjału, by być długoletnim szkoleniowcem w Poznaniu. Dziś tak naprawdę wypowiadając nazwisko serbskiego trenera, raczej pamięta się go jako piłkarza.
Człowiek sercem oddany Lechowi Poznań został zwolniony po niespełna pół roku pracy. Gdy - jak sam mówił - nawet nie zaczął wprowadzać zmian.
— Radosław Nawrot (@RadoslawNawrot) November 4, 2018
Zwolnienie Ivana Djurdjevicia to największa klęska w nowożytnej historii Lecha, nie mam co do tego wątpliwości.
Po zwolnieniu z Poznania Ivan Djurdjević na długo zadomowił się w Głogowie, gdzie spędził trzy lata. Wiadomo, że i tam początki nie należały do najlepszych, ale ciśnienie w klubie z Dolnego Śląska było również inne niż w pozostałych klubach, które prowadził. Natomiast zastanawiam się, czy po prostu dla trenera ten ekstraklasowy pułap to na razie za wysoka półka. Zgodzisz się z taką tezą?
Ivan Djurdjević w Chrobrym mógł w końcu pokazać w pełni swój warsztat, spokojnie popracować. To na pewno bardzo mu pomogło, ale decyzja Śląska o zatrudnieniu Serba mogła się bronić. W Głogowie wyglądał dobrze i wyciągnął z tej drużyny maksimum potencjału. Natomiast po pierwszych meczach we Wrocławiu zobaczyliśmy, że tak kolorowo nie było i mimo wszystko jest duży przeskok między ekstraklasą a I ligą i Djurdjević nie za bardzo potrafi wejść w te buty, a jeśli miał z tym problem po przepracowaniu trzech lat w Chrobrym, to myślę, że już nigdy w nie nie wejdzie. To raczej nie jest trener na ekstraklasę i będzie ciężko, by jakiś klub z najwyższej klasy rozgrywkowej zaufał mu. Ewentualnie jedyną drogą może być zrobienie awansu z zespołem pierwszoligowym i wtedy ta szansa może nadejść.
Na zakończenie chciałbym poznać twoją opinię na temat trenerskiej karuzeli w ekstraklasie. Po meczu Górnika ze Ślaskiem, Jan Urban powiedział, że jego zdaniem kluby powinny dać popracować szkoleniowcom dłużej pomimo niepisanej tradycji o zwalnianiu ich przy pierwszym kryzysie. Czy polityka polskich klubów w tym temacie powinna się zmienić?
Kluczową kwestią jest znalezienie takiego trenera, który zapewni rozwój i jest w stanie udźwignąć porażki i pojawiajace się przy tym kryzysy. Przykładów nie muszę szukać daleko, bo w zakończonym już sezonie John van den Brom zmagał się z krytyką po pierwszych kilku meczach i podnoszono głosy, że trzeba go zwolnić. Zarząd miał swoje zdanie i zostawił Holendra na ławce. Natomiast są też takie sytuacje, gdzie bez tego rozwiązania umowy klub poleciałby z ligi. Piotr Tworek w sezonie 2020/21 zrobił z Wartą Poznań piąte miejsce i wydawało się, że to fachowiec i trener na lata. Jednak w kolejnym sezonie został on przeczytany przez innych trenerów i taktycznie nie był to najwyższy poziom w ekstraklasie. Po odejściu między innymi Makany Baku zaczęło brakować argumentów. Gdyby nie dokonano rotacji i nie zakontraktowano Dawida Szulczka, Warta mogłaby już grać ligę niżej. Nie zabiorę głosu, czy warto dawać trenerom kolejne szanse, tylko każdy przypadek należy rozpatrywać indywidualnie i patrzeć na perspektywy z danym człowiekiem, a dodatkowo wprost szukać przyczyn porażek, czy są one spowodowane sytuacją kadrową, nerwowymi ruchami, czy po prostu trener nie ma już żadnego dobrego planu.
