Górnik Zabrze 2:1 (0:1) Śląsk Wrocław. Wielki niedosyt po inauguracji (RELACJA)
fot.: Paweł Kot
W maju 2025 roku WKS przegrał w Zabrzu z Górnikiem i tym samym pozbawił się szans na utrzymanie w Ekstraklasie. Los dał szansę Wojskowym, aby na inaugurację sezonu 2026/2027 odczarowali obiekt 14-krotnych mistrzów Polski. Beniaminek po obiecujących 45 minutach był bliski triumfu, ale ostatecznie trzy punkty zostały na Śląsku.
Stadion Górnika był jeszcze z jednego powodu pechowy dla zielono-biało-czerwonych. Klub ze stolicy Dolnego Śląska po raz ostatni wywiózł z tego terenu trzy punkty aż 15 lat temu. Wówczas w mistrzowskim sezonie Śląsk wygrał 2:0 po bramkach Piotra Celebana i Waldemara Soboty. Zrobiło się nostalgicznie, prawda?
Dla podopiecznych Ante Simundzy to pierwsza rywalizacja w trwającym sezonie. Górnik zdążył już dwa razy przegrać. Pierwsza porażka miała miejsce w Poznaniu z Lechem w ramach Superpucharu Polski 1:3 (1:1), a druga w Stambule z Fenerbache 0:1 (0:1) w II rundzie kwalifikacji Ligi Mistrzów. Warto odnotować, że gdyby nie sprowadzony z 3. Bundesligi golkiper Philipp Schulze, Zabrzanie mogliby się już nie podnieść w rewanżu z Turkami.
W składach obydwu drużyn szkoleniowcy nie zaskoczyli swoimi wyborami jedenastek. Michal Gasparik dał odpocząć prawemu obrońcy Michalowi Sackowi (jeden z najlepszych graczy Górnika w Turcji). Miejsce Czecha zajął sprowadzony latem ze Stali Rzeszów Patryk Warczak. W poprzednich rozgrywkach zaliczył asystę przeciwko WKS-owi. Rzeszów na Zabrze zamienił razem z nim Michał Synoś.
Co do składu gości, wątpliwości może budzić jedynie obsada bramki. Częściej w sparingach występował powracający do ojczyzny Karol Niemczycki, ale to Michał Szromnik dostał możliwość zaprezentowania się przed byłym pracodawcą.
Zabrzanie chcieli być „nonszalanccy”
Obrońcy Górnika w bardzo nierozważny sposób próbowali rozegrać piłkę we własnym polu karnym po jej przejęciu. Josema podał do ustawionego tyłem do bramki Rafała Janickiego, a rozgrywającego 17. sezon z rzędu na boiskach Ekstraklasy obrońcę uprzedził kapitan gości Piotr Samiec-Talar, który podał piętką do niepilnowanego Przemysława Banaszaka. Napastnik WKS-u w kliniczny sposób rozpakował prezent przygotowany przez defensywę Górników. Banaszak popisał się po trafieniu niecodzienną cieszynką. 29-latek wykonał gest kaczuszki, co było obietnicą wobec jednego z podopiecznych Fundacji Cancer Fighters.
Cieszynka Banaszaka była obietnicą, którą napastnik złożył jednemu z podopiecznych @fundacjacancer A że to słowny gość, to już po kilku minutach spełnił obietnicę🥹😍🦆@CANALPLUS_SPORT pic.twitter.com/WntsnjJtx9
— Śląsknet (@Slasknet) 25 lipca 2026
Dopiero po kwadransie gry faworyci po raz pierwszy zagrozili bramce Trójkolorowych. Sprowadzony z Legii Warszawa Kacper Urbański przełożył sobie futbolówkę na lepszą, prawą nogę i kropnął w kierunku krótkiego słupka, ale minimalnie chybił. Nieco ponad minutę później Yvan Ikia Dimi przygotował piłkę do uderzenia z dystansu. Na pierwszy rzut oka Francuz mógł mieć wrażenie, że nieznacznie chybił, ale jeśli odwinie tę sytuację na powtórkach, to dostrzeże, że do szczęścia zabrakło aż kilku metrów. Maksym Chłań nie chciał być gorszy od swoich partnerów i również spróbował swoich sił strzałem zza pola karnego. Najlepszy piłkarz Ekstraklasy w maju nie oddał celnego trafienia, ale był ku temu bliższy od kolegi z drugiego skrzydła.
Co się od momentu zdobycia bramki rzucało najbardziej w oczy w grze Śląska? Szromnik i jego nieumiejętność gry nogami. 33-latek od dłuższego czasu ma problemy z wycelowaniem piłki do tego dużego, zielonego prostokąta, zwanego murawą i w rezultacie wykopują ją na aut.
Odważny beniaminek zdominował wicemistrza
W 24. minucie dwukrotny mistrz Polski znów zagościł pod bramką przeciwnika. Zaczęło się od sprytnego podania z prawej flanki Michała Mokrzyckiego do Luki Marjanaca, ale Bośniak trafił tylko w boczną siatkę. Następne 10 minut to dominacja Wojskowych. Gracze z Wrocławia odważnie grali na połowie przeciwnika, wysoko przejmowali futbolówkę i gdyby w licznych sytuacjach zachowaliby więcej zimnej krwi, to mogliby prowadzić więcej niż jedną bramką.
Nie tylko w tym okresie, ale i w całej pierwszej połowie było widać dobre przygotowanie motoryczne Trójkolorowych. Za ten aspekt odpowiada trener Krzysztof Kapelan. Kolejny fakt do odnotowania z pierwszej części gry to duża różnorodność w finalizacji ataków przez Wrocławian. Te były zamykane od dośrodkowań po kombinacyjne akcje. To również efekt tego, że Śląsk był zdecydowanie aktywniejszy w środkowej strefie, przez co miał mnóstwo miejsca do szybkich i bezpośrednich podań. Pressing to też element, za który należą się słowa uznania beniaminkowi. Wspomniałem o tym, że bramkarz WKS-u źle gra nogami, ale to, co wyprawiali piłkarze Górnika z piłką przy nodze w pierwszych 45 minutach, wywoływało jęk zawodu na trybunach.
Zabrzanie otrząsnęli się dopiero w 42. minucie, kiedy to po rzucie rożnym bliski szczęścia był Erik Prekop. Słowak oddał groźny strzał głową, ale na posterunku był Szromnik. To było na tyle, na co było stać wicemistrzów Polski w pierwszej odsłonie.
Tak to wygląda do przerwy. Chyba nikt nie narzeka?😉
— Śląsknet (@Slasknet) 25 lipca 2026
_______________________________________
⏱️ HT' #GÓRŚLĄ ⚪ 0:1 🟢
⚠️ LIVE 👉 na naszej stronie pic.twitter.com/uYoJ5B1Go6
Gasparik wezwał posiłki
Po zmianie stron szkoleniowiec gospodarzy dokonał dwóch korekt. Na placu gry pojawili się Roberto Massimo i Sondre Liseth, którzy zmienili Warczaka i Maximiliana Dietza. W pierwszych pięciu minutach rezerwowi nie pomogli zbytnio drużynie, bo stroną przeważającą dalej byli przyjezdni. Jorge Yriarte wygrał przebitkę na połowie gospodarzy i zamiast samemu pomknąć na bramkę, niepotrzebnie szukał podaniem Michała Rosiaka, który tego dnia był bardzo nieskuteczny.
W 58. minucie do głosu zaczęli dochodzić Zabrzanie. Niepilnowany na zamknięciu akcji po swojej lewej stronie był Erik Janza, a jak dobrze wiemy, kapitan 14-krotnych mistrzów Polski dysponuje świetnym strzałem. Były podopieczny Simundzy z czasów gry w Mariborze uderzył z półwoleja w kierunku dalszego słupka, ale szczęśliwą interwencją popisał się Szromnik. Golkiper Wrocławian odbił przed siebie futbolówkę, gdzie stał Lamine Ba, a Mauretańczyk przytomnie wybił piłkę byle dalej od własnej bramki.
Cztery minuty później Wrocławianie znów stanęli przed szansą na podwyższenie prowadzenia i być może zamknięcia spotkania. Tak się jednak nie stało i po trójkowej akcji Marjanac, Samiec-Talar i Banaszak ten ostatni nie dostawił nogi do piłki kierowanej od swojego kapitana.
Niewykorzystane sytuacje się mszczą
W 65. minucie WKS się doigrał za niefrasobliwość pod bramką Schulze. Ciężko odczytać, co próbował osiągnąć Urbański podaniem do nikogo, ale zrobił z tego bramkę. Jehor Macenko na tyle niefortunnie interweniował, że piłka po jego bloku zmieniła tor lotu i wpadła do siatki. Zaskoczony Szromnik nie miał szans, aby zdążyć z interwencją.
KURIOZALNY SAMOBÓJ YEGORA MATSENKO! 🫣
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) 25 lipca 2026
Górnik remisuje ze Śląskiem 1:1!
📺 Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/VxwwJUAC12
To jeszcze mocniej napędziło Górnik, który wykorzystał zmęczenie przyjezdnych. Liczna ataki zostały zamienione na decydujące trafienie. W 79. minucie Ikia Dimi był niepilnowany na 16. metrze i skrzętnie to wykorzystał. Co prawda skrzydłowy nie trafił czysto w futbolówkę, ale uderzenie było na tyle precyzyjne, żeby finalizacja okazała się skuteczna. Ponadto golkiper zielono-biało-czerwonych był zasłonięty przez swoich partnerów, ponieważ cała akcja miała miejsce przy kornerze. Co ciekawe, 21-latek miał opuścić murawę przed ty stałym fragmentem gry.
𝐘𝐕𝐀𝐍 𝐈𝐊𝐈𝐀 𝐃𝐈𝐌𝐈! 🎯 Skrzydłowy Górnika trafił zza pola karnego i gospodarze prowadzą 2:1! 💪
— CANAL+ SPORT (@CANALPLUS_SPORT) 25 lipca 2026
📺 Transmisja: https://t.co/Khg2yEVJUo pic.twitter.com/kxy6obYarv
WKS z pomocą nowych graczy (Alex Timossi Andersson, Grzegorz Tomasiewicz, Eniss Shabani oraz Malaly Dembele) próbował doprowadzić do wyrównania, ale beniaminkowi zabrakło doświadczenia i wyrafinowania na połowie przeciwnika. Najlepszą okazję na zdobycie wyrównującej bramki miał w doliczonym czasie gry Samiec-Talar po strzale z rzutu wolnego. Na jego nieszczęście Schulze pokazał, dlaczego to jemu należy się miejsce między słupkami. Niemiec odwzorował interwencję Łukasza Fabiańskiego z meczu przeciwko Szwajcarom w 1/8 finału mistrzostw Europy w 2016 roku. Co ciekawe, Polak zakończył dzisiaj karierę.
Do końca walczyli piłkarze Śląska, ale nie udało się wyrównać wyniku. Bez punktów w pierwszej kolejce, czekamy na domowy mecz z Rakowem.
— Śląsknet (@Slasknet) 25 lipca 2026
_______________________________________
⏱️ FT' #GÓRŚLĄ ⚪ 2:1 🟢
⚠️ Relacja👉 Wkrótce na naszej stronie pic.twitter.com/hEgmxMMKRj
Pomimo niekorzystnego rezultatu wrocławscy kibice mogą być zadowoleni z postawy swoich ulubieńców i licznie ich wspierać 2 sierpnia na pierwszym domowym meczu. Rywalem będzie inny z pucharowiczów Raków Częstochowa, a bilety na to spotkanie można kupić TUTAJ.
Górnik Zabrze – Śląsk Wrocław 2:1 (0:1)
Macenko (S) 65', Ikia Dimi 79' – Banaszak 7'
Górnik Zabrze: Schulze – Warczak (46' Massimo), Janicki, Josema, Janza (K) – Sadilek, Dietz (46' Liseth), Urbański – Ikia Dimi (89' Zmrzly), Chłań (64' Ismaheel) – Prekop (81' Donio)
Śląsk Wrocław: Szromnik – Rosiak (75' Timossi Anderson), Macenko, Ba, Christodoulou, Llinares – Yriarte, Mokrzycki (64' Tomasiewicz) – Samiec-Talar (K) – Marjanac (75' Shabani), Banaszak (64' Dembele)
Żółte kartki: Josema 63', Massimo 67' – Ba 81'
Sędzia: Marcin Szczerbowicz (Olsztyn)
Frekwencja: 25 998 (w tym 1500 kibiców gości)
