Klimala: Przyszedłem do Śląska, by zdobyć mistrzostwo (ROZMOWA)

Klimala: Przyszedłem do Śląska, by zdobyć mistrzostwo (ROZMOWA)

fot.:

Gościem specjalnym poniedziałkowego podcastu #SektorŚląska był nowy napastnik Śląska Wrocław - Patryk Klimala. 25-latek opowiedział między innymi o swoim pobycie w Stanach Zjednoczonych, przyczynach odejścia z Hapoelu Beer Sheva, ale również planach na przyszłość w Śląsku Wrocław. 



 

Zacznijmy od tego jak znalazłeś się we Wrocławiu i, co skłoniło cię do tego, żeby najpierw skorzystać z bazy treningowej przy Oporowskiej, a później podpisać kontrakt z WKS-em?

Nikt się nie spodziewał, że teraz wrócę do Polski. Decyzje podjąłem dosyć dawno, bo pierwsze myśli o powrocie do kraju towarzyszyły mi w jeszcze w końcówce zeszłego roku. Natomiast, podpisałem jeszcze kontrakt z Hapoelem Beer Szewa i duże nadzieję pokładałem w tym zespole. Nie analizując w jaki sposób oni grają, spodziewałem się czegoś niesamowitego, ale miałem problem, by odnaleźć się w ich ataku pozycyjnym. Nie jest to mój styl. Dodatkowo kradzież pierwszego dnia, trzęsienia ziemi i problemy mięśniowe i zdrowotne spowodowały, że już od dłuższego czasu nie chciałem być w Izraelu. Czekałem aż mój kontrakt się skończy, bo też nie chciałem go przedłużać.

Co do Śląska, któregoś dnia potrzebowałem rady od człowieka, który nie jest związany w żadnym stopniu z kręgiem menadżerskim i zachowa też całą rozmowę dla siebie. Zdecydowałem, że idealną osobą będzie trener Magiera, który udzielił mi tej rady i tak od słowa do słowa stwierdziliśmy wspólnie, że Śląsk pasuje do mojego stylu gry i jeśli chciałbym wrócić do Polski, trener chętnie zobaczyłby mnie u siebie. Po tych słowach byłem już zdecydowany. Los tak chciał, że w całym nieszczęściu w Izraelu, udało mi się uciec, rozwiązać umowę i podpisanie umowy ze Śląskiem było już tylko kwestią czasu.

Jakie są twoje atuty na boisku, jakim typem zawodnika jesteś? Po twojej wypowiedzi możemy zasugerować, że zdecydowanie wolisz grę z kontry.

To nie jest tak, że nie lubię grać w ataku pozycyjnym, ale jestem takim zawodnikiem, który kocha piłkę za linię obrony. Mogę utrzymać się przy piłce, zgrać ją, ale chcę ją od razu dostać za linię obrony, a Hapoel tak nie grał. Oglądając grę Śląska Wrocław, zauważyłem jak dużo miejsca tworzy Erik Exposito, schodząc po futbolówkę, widzę miejsce, w które ja mógłbym wbiegać, a dzięki temu zespół mógłby strzelać więcej goli. Natomiast przy piłce też potrafię się utrzymać, nauczyłem się tego w Celticu, ale o wiele lepiej czuję się w szybkim ataku.

Gdzie widziałbyś się najbardziej na boisku? Na jakich pozycjach?

Na pewno nie widziałbym się na pozycji skrzydłowego. Chciałbym grać jako dziewiątka lub cofnięty napastnik. Oczywiście jeśli sytuacja kadrowa zmusiłaby mnie do tego, by wystąpić na boku pomocy, nie miałbym z tym problemu. Natomiast jestem napastnikiem i przychodzę tu jako dziewiątka i właśnie na tej pozycji chciałbym grać.

Dużą rzesze fanów na pewno interesuje kwestia twojej dyspozycji, jak ty ją sam oceniasz?

Moja dyspozycja jest dla mnie samego ciężka do sklasyfikowania. Przez miesiąc nie trenowałem z zespołem, tylko indywidualnie. W poniedziałek odbyłem dopiero pierwsze zajęcia i myślę, że jak na ten okres przerwy od piłki nożnej, był one dobry w moim wykonaniu. Tak naprawdę będzie tylko lepiej, a jeśli chodzi o dyspozycję i formę meczową, czyli taką, której oczekują kibice, potrzebuję około półtora tygodnia, by dać z siebie jak najwięcej na boisku.  

Wiele osób może nie wiedzieć, ale byłeś kiedyś bardzo blisko Śląska Wrocław, bowiem byłeś na kilku treningach w u-19 u trenera Piotra Jawnego, który odesłał cię do rezerw, bo według niego przerastałeś wyraźnie swoich rówieśników, co poszło nie tak, że do WKS-u dołączyłeś dopiero teraz?

Wszystkie zażalenia trzeba kierować do ówczesnego dyrektora sportowego. Ja byłem zdecydowany, pojechałem nawet na obóz przygotowawczy trenerem Batorem, który przeszedłem pozytywnie. Później usiedliśmy do rozmów na temat mojego kontraktu i podczas negocjacji mój tata, zważając na naszą sytuację finansową oraz kosztowne życie we Wrocławiu, poprosił dyrektora sportowego o 500 zł i zakwaterowanie mojej osoby w internacie. Dostaliśmy odpowiedź, że możliwa jest tylko jedna z tych opcji. Patrząc na naszą sytuację rodzinną, nie mogliśmy sobie na to pozwolić i tym samym trafiłem do Lechii Dzierżoniów, z której poszedłem później do Jagiellonii Białystok.

Grając w juniorach młodszych Lechii Dzierżoniów mijałeś się na pewno gdzieś z Krzysztofem Piątkiem, bo grał on w juniorach starszych. Jak ty wspominasz Krzyśka z tamtych lat i czy zgadzasz się z opiniami, że jesteście do siebie podobni i na boisku i poza nim jeśli chodzi o niesforny charakter? Czy kibice mają się czego obawiać?

Nigdy nie miałem żadnych problemów z kibicami. Większość, która mnie pokochała to właśnie za grę i charakter. Nigdy nie owijałem w bawełnę i dalej taki jestem.  Mój charakter jest wciąż mocny, tyle, że wcześniejsza decyzyjność z młodszych lat wynikała z tego, że byłem po prostu trochę nieokiełznany. Doświadczeniem, zrozumiałem, że niektóre rzeczy, które robiłem impulsywnie nie były dobre. Teraz nikt nie musi się obawiać. Mam nadzieje, że kibice polubią moją osobę.

Z którym piłkarzem Śląska Wrocław możesz nawiązać najlepszy kontakt? Mówisz, że jesteś charakternym piłkarzem, więc może z Yehorem Matsenko lub Mateuszem Żukowskim ze względu na wspólną przeszłość w Szkocji?

Ciężko odpowiedzieć. Ostatnie trzy tygodnie trenowałem indywidualnie i nie widziałem się z zespołem. Ostatnie kilka dni negocjowaliśmy kontrakt, chcieliśmy zrobić niespodziankę kibicom. Szatnię poznaję dopiero teraz, dziś po raz pierwszy odbyłem trening z drużyną. Co do Yehora Matsenko, zdążyłem już zauważyć, jakim jest typem człowieka i piłkarza. Widać to było między innymi po jego reakcjach, gdy wygrywał pojedynki, czy też po golu dla Śląska. Jest naprawdę podekscytowany tym wszystkim. Charakteru naprawdę nie można mu odmówić. Jeśli chodzi o Mateusza Żukowskiego, wcześniej nie mieliśmy ze sobą do czynienia, chociaż miałem okazję z nim krótko porozmawiać we wtorek i wydaje się być fajnym chłopakiem. Jestem otwarty na relację z każdym z zawodników.

Tuż po niedzielnej prezentacji wraz z prezesem Patrykiem Załęcznym oraz dyrektorem Davidem Baldą udaliście się pod trybunę najzagorzalszych kibiców. Jak oceniasz atmosferę na wrocławskim stadionie? Czy przywitanie się z fanami pod trybuną B było twoim pomysłem?

Towarzyszyły mi jednie pozytywne emocje. Nie miałem jeszcze prezentacji przed tak liczną publicznością, szczególnie w Polsce. Do Wrocławia przyjechała również moja rodzina, żeby specjalnie zobaczyć moją prezentację. Co do przywitania się z kibicami, była to inicjatywa związana z chęcią przekazania koszulki na licytację. Wzajemnie sobie podziękowaliśmy, kibice za podarowaną koszulkę, ja za tak ciepłe przywitanie. Myślę, że to też fajne doświadczenie dla mnie, zobaczyć jak fani są zżyci z klubem.

Czy będąc w Szkocji lub w Stanach Zjednoczonych śledziłeś polską ligę? Jeśli tak, jak bardzo się zmieniła względem okresu, w którym wyjechałeś z kraju?

Tak, śledziłem polską ekstraklasę. Oglądałem sporo meczów, chociaż będąc w USA nie było to łatwe pod kątem strefy czasowej. Na pewno się ona zmieniła. Nie przyszedłbym do słabej ligi, ponieważ znam swoją wartość i wiem, co chcę jeszcze zrobić. Moim zdaniem jest to mój najważniejszy ruch w karierze, który będzie kształtował moją przyszłość, czyli poziom gry w wieku 28, czy 30 lat. Mam nadzieję, że Śląsk będzie motorem napędowym do rozwoju kariery. Do ekstraklasy ściągamy coraz więcej dobrych piłkarzy, widać to na przykładzie Śląska, czy Legii, gdzie interesujemy się też młodymi zawodnikami z niższych lig, jak Marczuk, czy Wdowik z Jagiellonii Białystok, do której mam wciąż duży sentyment. Polska liga jest coraz silniejsza i wskazują na to również wyniki naszych zespołów w europejskich pucharach. Idąc za słowami Zbigniewa Bońka, to nie przypadek, że jesteśmy wyżej w poszczególnych rankingach.

Jaka jest różnica w taktyce zespołów zagranicznych, a polskich?

Tak naprawdę, wszystko zależało od zespołu, w którym gram. Nie przyglądam się drużynom z ekstraklasy i nie patrzę na luki taktyczne. Są na pewno niektóre zespoły, mające braki, których w Celticu, czy Red Bullu lub Hapoelu po prostu się nie doświadcza, jak na przykład pozostawienie niepilnowanego Erika Exposito. Takich błędów w Europie nie popełnia się, ale chciałbym się wypowiedzieć bardziej na temat Śląska. To zespół mocno poukładany ofensywnie i defensywnie, przejścia są bardzo szybkie i skupiam się właśnie na WKS-ie.

Współpracowałeś kiedyś z trenerem mentalnym, czy według ciebie sportowcom taki trener jest potrzebny i czy ci taka praca z trenerem od spraw mentalnych pomogła?

Muszę powiedzieć, że bardzo często paliłem się na trenerach mentalnych, których nie można zrównywać z psychologami, bo te dwie osoby różnią się bardzo od siebie. Jeśli chodzi o głowę, chciałbym mówić o pozytywnym aspekcie, więc wypowiem się na temat psychologów sportowych. Uważam, że każdemu sportowcowi, który mierzy się z takim podejściem, jakie ja miałem ostatnio do kibiców, musi być przygotowany w głowie na stres, wyjście i zmierzenie się z całą sytuacją, gdy twoi kibice gwiżdżą na ciebie, są źli, bo nie zdobyłeś bramki w ważnym meczu. To wszystko jest ważne. Współpraca z psychologiem może nie jest priorytetowa, ponieważ piłkarze są bardzo różni. Na przykład Karol Świderski podchodzi do wszystkiego na luzie, a inni denerwują się i drżą im nogi, gdy przy licznej publiczności muszą strzelić karnego w doliczonym czasie gry. Jeśli ktoś czuję, że presja może go jakoś przytłoczyć lub jest skryty w szatni, to warto z tego skorzystać.

A ty nadal współpracujesz z psychologiem sportowym?

Tak, ale pracuję na zasadzie medytacji, spokoju, nauki cierpliwości. Nie mam problemu z presją, czy ze stresem. Jedyna rzecz, która zawsze mnie gdzieś paliła to zbyt szybkie zdenerwowanie. Nad tym pracuję.

Jakie są twoje cele i marzenia na najbliższą przyszłość?

Moje marzenia i cele są zależne od decyzji FIFA, co do mojej osoby. Dochodzą do mnie głosy, że będzie ciężko zagrać jeszcze jesienią, natomiast nie jest to żadna oficjalna wiadomość. Generalizując, jeśli chodzi o następną rundę, mam nadzieje, że Erik Exposito zostanie we Wrocławiu i będziemy mogli wspólnie zagrać oraz stworzyć zgrany duet na boisku, strzelający bardzo dużo goli. Co do zespołu, zawsze wywierałem na siebie presję i nie ukrywam, że przyszedłem do Śląska, by zdobyć mistrzostwo Polski.

Mówisz, że twoje cele są uzasadnione od decyzji FIFA. Co musi się stać, żebyś mógł wybiec na boisko jeszcze w tym roku kalendarzowym?

Tuż po zerwaniu kontraktu z Hapoelem, podpisałem umowę ze Śląskiem Wrocław, ale FIFA musi wyrazić jeszcze zgodę na moją grę w polskiej lidze w obecnej rundzie. Śląsk wraz z Polskim Związkiem Piłki Nożnej walczą o to i wysyłają różne prośby do FIFA, starając się o moją grę jeszcze jesienią. Miałem dostać odpowiedź od dyrektora Baldy, ale jeszcze jej nie mam, więc jeszcze nie wiem na czym stoimy, ale mam nadzieję, że prośba zostanie rozpatrzona pozytywnie. Nie rozwiązałem umowy z Izraelu pod koniec miesiąca, bo taki mam kaprys, tylko dlatego, że jest wojna i nie mogę wykonywać swojej pracy. Uważam, że nie na miejscu jest sytuacja, w której ogólnoświatowa organizacja nie ustosunkowała się jeszcze do tego, tak jak to miało miejsce gdy rozpoczął się konflikt na Ukrainie, ale mam nadzieję, że zrobią to w najbliższym czasie i będę mógł zagrać w Śląsku w ostatnich pięciu kolejkach.  

Od którego trenera nauczyłeś się najwięcej i co to konkretnie było?

Najwięcej nauczyłem się w Celticu. Mam tu na myśli inteligencję boiskową, grę tyłem do bramki, aspekty techniczne, ale nie mogę powiedzieć, że nauczył mnie tego trener Neil Lennon, tylko jego asystenci. To do nich chodziłem na indywidualne treningi, podczas których doszkalałem swoje umiejętności. To oni tłumaczyli mi, co robię dobrze, a co źle. Dlatego ciężko mi wskazać jednego szkoleniowca, ale największa wiedzę zaczerpnąłem w Glasgow.

Na zakończenie, czy wyjazd ze Stanów Zjednoczonych do Izraela był podyktowany tylko i wyłącznie chęcią ponownej gry w Europie i pucharach? Jak wspominasz życie w USA?

Drugi sezon w Nowym Jorku w moim wykonaniu był słaby. Strzeliłem sześć goli i sam wiedząc o tym, dostałem wiadomość z klubu, że zawodnik z takimi umiejętnościami i tak dużym kontaktem nie może mieć tak słabych liczb. Doszliśmy do porozumienia, bo obie strony nie chciały już ze sobą współpracować, ale zmieniło się to trochę po przerwie, kiedy wróciłem i wyjechałem z zespołem na obóz. Powiedziano mi wówczas, że nie muszę odchodzić, ale jeśli chcę, to dostanę wolną rękę w poszukiwaniu nowego pracodawcy. Natomiast ja już wtedy byłem bardzo zdeterminowany, by odejść.

Jeśli chodzi o życie w Stanach Zjednoczonych, zawsze będę wspominał je pozytywnie. Był to na pewno taki "american dream". Życie w Stanach jest super, mamy mnóstwo Polaków. Gdziekolwiek nie poszedłem, ludzie przyjmowali mnie z szacunkiem i jestem im bardzo za to wdzięczny.

 

Marcin Sapuń

Autor

Marcin Sapuń

Urodzony Wrocławianin i oczywiście kibic Śląska Wrocław. W redakcji działam od lipca 2022 roku, a od marca 2024 roku pełnię funkcję zastępcy redaktora naczelnego. W Śląsknecie zajmuję się głównie pisaniem artykułów, ale również komentowaniem meczów, czy ostatnio tworzeniem wyjazdowych kulis.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.