Leszczyński: Będziemy walczyć o każdą pozycję wyżej (WYWIAD)
fot.: Paweł Kot
Rafał Leszczyński odkąd stał się numerem jeden w bramce Śląska, zbiera bardzo pozytywne opinie. W rundzie wiosennej obok Johna Yeboaha i Erika Exposito śmiało można go nazwać jednym z najlepszych piłkarzy WKS-u. Zapraszamy na rozmowę z 30-letnim bramkarzem.
Do Śląska trafiłeś w czerwcu zeszłego roku. Jak mieszka Ci się we Wrocławiu?
Myślę, że nie odkryję Ameryki jeśli powiem, że Wrocław to bardzo ładne miasto, komfortowe do życia, więc mogę ocenić je w samych superlatywach. Jedyna niedogodność to korki, ale nie jest to jakiś ewenement, a to tak naprawdę jedyna rzecz, do której można mieć obiekcje.
Nasza redakcja regularnie przeprowadza po każdym spotkaniu głosowanie na piłkarza meczu i po raz czwarty z rzędu zająłeś w nim pierwsze miejsce. Widać, że kibice Cię doceniają, ale jak ty odczuwasz ten kontakt z fanami?
„Na mieście” nie odczuwam tego oczywiście aż tak mocno jak na stadionie. Wiadomo, po meczach staramy się zawsze podejść do kibiców, słyszymy zarówno miłe jak i te niemiłe słowa, ale akurat ostatni mój okres jest przyzwoity i cieszę się, że jestem w stanie pomóc drużynie. Na pewno jest to dla mnie też miłe wyróżnienie, że kibice po raz kolejny wybrali mnie najlepszym piłkarzem meczu.
Do Śląska przyszedłeś wraz z Ivanem Djurdjeviciem. Co takiego w sobie ma trener, że postanowiłeś kontynuować swoją karierę przy jego boku?
Od trenera dostałem dużą pewność siebie. Duże zaufanie i na pewno troszeczkę łatwiej się funkcjonuje, kiedy idziesz do zespołu, gdzie jest trener, którego znałeś. Długo się nie zastanawiałem, by tu dołączyć. Cieszę się, że trener dał mi szansę, żeby się tu pokazać.
Tuż przed rozpoczęciem sezonu nowym kapitanem WKS-u został Michał Szromnik, czyli twój konkurent na pozycji bramkarza, który automatycznie stał się numerem jeden. Zmotywowało Cię to do jeszcze większych treningów?
Odbyło się głosowanie drużyny, sądzę, że to była naturalne kolej rzeczy dla Michała. Ja sam oddałem na niego głos. Jego rola nie była dla mnie czymś dodatkowo motywującym lub demotywującym. Wiedziałem, że niezależnie od tego każdy z nas wychodzi na trening i walczy o siebie, swoją pozycję na boisku. Kluczowe jest podejście do naszej pracy.
W Śląsku oprócz ciebie i Michała Szromnika, są jeszcze dwaj bramkarze, którzy zbierają doświadczenie w II lidze, ale trenują również z pierwszym zespołem. Jak oceniasz rywalizację na swojej pozycji?
Uważam, że to bardzo komfortowa sytuacja dla klubu, jeśli pierwsza drużyna jest w ekstraklasie, a druga gra w II lidze na wysokim poziomie i myślę, że dla młodych chłopaków, szczególnie dla Oskara Mielcarza, który ma 19 lat, w tym momencie to bardzo duży pozytyw. Fajnie, że można na tym poziomie sprzedawać swoje umiejętności, łapać doświadczenie, ponieważ będzie to procentowało na pewno w przyszłości. Co do rywalizacji – jest na naprawdę dobrym poziomie sportowym. Jeden nakręca drugiego na treningach i myślę, że każdy się cieszy z tego, gdy jeden odnosi jakiś tam sukces. Wszyscy nadajemy na tych samych falach. Nie ma podkopywania, więc myślę, że to tylko wyłącznie z korzyścią dla zespołu.
W trakcie sezonu zastąpiłeś w wyjściowym składzie Michała Szromnika. W lidze udało Ci się zachować dwa czyste konta, chociaż kilkukrotnie było blisko, by ten wynik polepszyć. Czujesz z tego powodu sportową irytację?
Z jednej strony tylko dwa, ale z drugiej, gdyby przeanalizować sytuacje, w których te czyste konta były zabierane, na pewno to boli. Biorąc pod uwagę samą tę rundę, były mecze z Lechem lub Widzewem, gdzie straciliśmy gole w końcówce. Z Górnikiem i Koroną podyktowano rzuty karne, a wiadomo, że jedenastka to zawsze trudna sytuacja dla bramkarza. Ja cieszę się najbardziej z meczu w Szczecinie, gdzie udało się zagrać na zero z tyłu. Myślę, że to też zbudowało naszą linię obrony. Mi osobiście też dodało troszeczkę pewności siebie. Może i tych czystych kont nie jest za dużo, ale nie mogę też narzekać, bo w niektórych momentach naprawdę było ciężko je zachować.
Dobrze wspominasz spotkanie z Pogonią. Czy dla ciebie to najlepszy mecz w twoim wykonaniu?
Wydaje mi się, że mimo wszystko bardziej kluczowe interwencje zanotowałem przeciwko Lechowi Poznań i Koronie Kielce i według mnie dały one nam więcej. Co prawda wygraliśmy w Szczecinie, ale ten mecz z Koroną u siebie, o którym mówię, był ważniejszy w kontekście tabeli. Rywal nie zdołał zbliżyć się do nas, a my nie straciliśmy trzech punktów, mimo że przeciwnik miał kilka dobrych szans.
Na pewno jednym z problemów defensywy Śląska są gole stracone w końcówkach, gdzie w tej statystyce wrocławianie znajdują się na szczycie. Skąd ten brak koncentracji w ostatnich minutach?
Kiedy analizowaliśmy te bramki, faktycznie wyglądało to na brak koncentracji, gdzieś w danym momencie jedna z osób się po prostu zawiesi i odrobinę jest spóźniona, a wtedy po prostu już jest ciężko zareagować i na nasze nieszczęście przeciwnik to wykorzystuje. Miejmy nadzieję, że od tego następnego meczu uda nam się to wszystko zmienić i będziemy grać częściej na zero z tyłu.
W "11" kolejki po #ŚLĄLPO miejsca dla Rafała zabrakło, ale w naszych sercach absolutnie nie!
— Śląsk Wrocław (@SlaskWroclawPl) February 28, 2023
dla Leszcza prosimy pic.twitter.com/Q9OZtSZ9Y2
Nie będzie to żadną niespodzianką jeśli stwierdzimy, że Śląskowi o wiele lepiej gra się przeciwko zespołom z czołówki tabeli, a z zespołami teoretycznie słabszymi lub na podobnym poziomie, wyniki nie są już tak zadowalające.
Wydaję mi się, że mimo wszystko jesteśmy młodym zespołem, jednym z najmłodszych w ekstraklasie, więc to też jest jeden z czynników, że nie potrafimy zagrać dwóch równych spotkań. W meczach z teoretycznie czołówką, gra się troszeczkę łatwiej, bo możesz zagrać z kontry i nie musisz budować tego ataku pozycyjnego, co uważam jest bardzo trudne, szczególnie jeśli chodzi o nasze polskie realia.
Czy jest coś, co zaskoczyło cię jakoś bardzo w Śląsku?
Powiem szczerze, że na pewno John Yeboah, bo to, co czasami robi na boisku robi furorę i naprawdę widać, że drzemią w nim olbrzymie umiejętności. To duży plus, że udało się wyciągnąć piłkarza z III ligi niemieckiej, który potrafi pociągnąć zespół do przodu.
W swojej karierze spędziłeś kilka sezonów na zapleczu ekstraklasy. Jakie dostrzegasz różnice między I ligą, a najwyższą klasą rozgrywkową?
Myślę, że troszeczkę w organizacji gry jest przewaga na stronę ekstraklasy. Jest też więcej takich indywidualności, które właśnie w pojedynkę potrafią rozstrzygnąć mecz na korzyść danego zespołu. To są właśnie te dwie główne cechy. Wiadomo też, że I liga jest bardziej fizyczna.
Przejdźmy może teraz do twoich treningów. Jak oceniasz metodologię treningów bramkarzy we Wrocławiu?
Kontynuuję swoją pracę z Chrobrego, mając tego samego trenera bramkarzy, więc osobiście mogę się wypowiadać na ten temat w samych superlatywach. Odpowiada mi plan treningowy, który trener dla nas przewidział i mogę też podziękować, że dzięki pracy Mariusza Bołdyna, w ostatnich latach poszedłem do przodu.
Jak wyglądają pomeczowe analizy u bramkarzy? Na co zwracacie największą uwagę?
Trener wycina wszystkie fragmenty, w których byśmy pod grą. Analizujemy swoje ustawienie w danej sytuacji, interwencje, które wykonaliśmy, albo zabrakło jej, grę na przedpolu i grę nogami. Zawsze szukamy, co można zrobić lepiej i staramy się w przyszłości wprowadzić te zmiany.
Czy dostrzegacie wraz z trenerem bramkarzy, które elementy gry powinieneś najbardziej poprawić?
Generalnie jak tak patrzę, najbardziej irytuję mnie duża liczba niecelnych zagrań nogą. Właśnie tutaj jest największe pole do poprawy, by w tych sytuacjach dać zespołowi możliwość utrzymania piłki na połowie przeciwnika.
Po meczu z Lechem mówiłeś, że w Kaliszu czeka was jeden z najważniejszych meczów w sezonie. Jednak w ćwierćfinałowym spotkaniu usiadłeś na ławce rezerwowych, a w bramce zastąpił cię Michał Szromnik. Trener Djurdjević argumentował jakoś tę zmianę?
Generalnie rzecz biorąc spodziewałem się tego, że taka decyzja nastąpi, bo z reguły tak jest, że właśnie w Pucharze Polski ten teoretycznie w danym momencie drugi bramkarz dostaje szansę, żeby się pokazać. Dlatego też była to normalna decyzja i w większości zespołów trener postąpiłby podobnie.
A jak szatnia zareagowała na wstydliwą porażkę z KKS-em i słowa Ivana Djurdjevicia na pomeczowej konferencji?
W szatni rzecz jasna było jedno wielkie – mówiąc bardzo delikatnie – zdenerwowanie, choć powinienem powiedzieć ostrzej. W autobusie była grobowa cisza, jakbyśmy wracali z jakiegoś pogrzebu. Bardzo chcielibyśmy unikać takich sytuacji, bo wiedzieliśmy już wtedy, że daliśmy ciała. W ogóle nie przystaje takim zespołom jak nasz, by tak się zaprezentować. Niestety czasu już nie cofniemy i będziemy próbować jak najszybciej zmazać tę plamę.
Przed sezonem eksperci typowali Śląsk do zajęcia miejsca w środku tabeli, bądź bardziej bliżej strefy spadkowej. Obecne 11. miejsce jest twoim zdaniem spodziewane, czy z tą kadrą stać was na więcej?
Powiedzmy, że na ten moment ten środek tabeli jest naturalny, choć wiadomo, że przy odrobinie szczęścia możemy się zakręcić nawet około piątego miejsca, bo straty nie są duże, jednak nie ma się co czarować. Nie byliśmy w stanie wygrać dwóch meczów z rzędu, więc nie ma co snuć planów o dużym awansie w tabeli, tylko skupić się na razie na tym, co jest teraz. W ostatnich miesiącach oscylujemy w okolicach 10. miejsca, więc wydaje się, że to mniej więcej pozycja, której można spodziewać się na koniec sezonu. My jednak chcemy iść w górę, oddalać się od strefy spadkowej i będziemy walczyć o każdą pozycję wyżej w tabeli. Po zmianach, jakie zaszły w drużynie przed sezonem, to dość naturalne, w którym miejscu obecnie się znajdujemy, trzeba patrzeć realnie.
