Magiera: Ta seria ma się skończyć

Magiera: Ta seria ma się skończyć

fot.:

Trener Śląska Jacek Magiera odpowiedział na pytania dziennikarzy przed meczem 23. kolejki ekstraklasy z Zagłębiem Lubin (początek w niedzielę o 17:30 we Wrocławiu). TUTAJ znajdziecie zapis konferencji w formie wideo.



 

Co z Erikiem Exposito, jak wygląda po powrocie na Oporowską?

Sam powtarzałem, że jest już jedną nogą i kawałkiem drugiej poza Śląskiem, nie sądziliśmy, że wróci. Kluby dogadały się, natomiast były spraw związane z jakimiś indywidualnymi zapisami, Erik na to się nie zdecydował, więc wrócił do Polski. Rozmawiałem z nim, jestem przekonany, że brak obozu, wyjazdy, rozmyślania kosztowały go pewnie dużo emocji, często pewni gadał o tym z rodziną, ale taka jest sytuacja, trzeba sobie z tym radzić. Trenuje z nami już dwa dni, był w czwartek, piątek i będzie dzień przed meczem. Założenia na ten mecz pewnie zna, a jak jest z jego formą, głową, to w tej chwili nie odpowiem, bo nie wiem, jak będzie. Nie ma jeszcze kadry na to spotkanie, będzie po jutrzejszym treningu, ma być gotowy. Mogę powiedzieć, że się cieszę z jego powrotu, bo to zawodnik o określonej marce, jakości, zawodnik, który pomoże Śląskowi w najbliższych miesiącach i zapracuje na zdecydowanie lepsze miejsce w swojej karierze to, co miało być. Erika warto wpuścić nawet na 5 minut, wiemy że jest piłkarzem, który zrobił ogromny postęp, jego gole są nie do doścignięcia, jeśli chodzi o każdego innego. Nie chcę jednak teraz mówić czy znajdzie się w dwudziestce, bo to zależy od wielu rzeczy.

A jak się w tej sytuacji czuje Fabian Piasecki?

Miałem z nim rozmowę, nawet dzisiaj na odprawie. Jest zawodnikiem Śląska, ma kontrakt, co tu więcej powiedzieć. Normalna rywalizacja w sporcie, każdy chciałby mieć taką sytuację, że ma zagwarantowane miejsce w składzie niezależnie od tego, jak gra. Ale to za proste, piłka tak nie działa, świat tak nie działa, o wszystko trzeba walczyć. Trzeba zasuwać w trudnych momentach, wszystko siedzi w głowie i nogach Fabiana. Nie wyobrażam sobie teraz, że pod wypływem chwili, emocji nagle decydujemy o oddaniu go do Sali, bo on ma taką chęć. Tego sobie nie wyobrażam, trzeba sobie z tym poradzić, nie ma mojej zgody na to.

Ale ma tę chęć?

Mi tego nie powiedział, także na tą chwilę nie ma takiej informacji. Dla mnie ten temat jest niepotrzebnie poruszany, była też narracja w mediach, że mamy jakieś złe relacje, lepiej czuje się w Mielcu, dla mnie jest to wyssane z palca (takie informacje przekazywał telewizyjny komentator meczu Górnik Łęczna - Śląsk - przyp. red.). Ja do niego nic nie mam, liczę na niego, chciałbym żeby się realizował, rozwijał się jako piłkarz i był szczęśliwy, jak każdy zawodnik tutaj.

Dostrzegł pan w tym tygodniu na treningach kopa mentalnego w drużynie?

Na pewno potrzeba kopa i wstrząsu w takich sytuacjach, bo to normalne. Wiemy też, że gole które straciliśmy z Piastem były niedopuszczalne.  Pracowaliśmy nad odbudową, wiemy jaki gatunek ma ten mecz, derby, gra się nie tylko o wynik, prestiż, ale też by dominować jako drużyna w swoim regionie. Duży gatunek emocjonalny, ale też sportowy. Na 10 ostatnich meczów 7 przegranych to fakt, nie chce od tego uciekać i zdaję sobie z tego sprawę, że to najwyższy czas, by stanęła na wysokości zadania. Cel to trzy punkty, a do tego odbudowanie zaufania kibiców, którzy w ostatnich tygodniach nie mieli dużo radości z naszych wyników, tak naprawdę wcale nie mieli.

Jak sytuacja kadrowa?

Absencje to Mark Tamas i Konrad Poprawa absencje. W przypadku Tamasa nie chodzi o to samo, co miało miejsce wcześniej, to nie jest odnowiony uraz. Na wyrównawczym treningu w niedzielę w ostatniej akcji podkręcił staw kolanowy i to go wyklucza z udziału w niedzielnym meczu, pracuje indywidualnie.

Czy rozmawiał pan z Krzysztofem Mączyńskim o ostatnich sytuacjach z jego udziałem?

Tak, rozmawialiśmy na ten temat, również o tej refleksji, która później nastąpiła. Zostało to zakończone, myślę, że dla obu stron z korzyścią. Wiele rzeczy się mówi pod wpływem emocji, Krzysztof wciąż jest młody, nie jako piłkarz, ale jako człowiek. Podchodzi emocjonalnie, bardzo chce wygrywać i może to jest jego największy „problem”, w takim pozytywnym sensie. Nie lubi dziadostwa, a ostatnie nasze mecze były takie, gdzie brak punktów można pod to podciągnąć. Emocje, chęć zwycięstwa, niepozwalanie na to, by Szymon Lewkot padał ofiarą jakichś niepotrzebnych informacji na jego temat, Krzysztof chciał go bronić. To wrocławianin, młody chłopak, który potrzebuje teraz wsparcia, by zacząć grać na miarę możliwości. Mączyński wziął na siebie odpowiedzialność, właśnie tacy piłkarze musza to robić, a nie Lewkot. Stąd też ta jego decyzja, nie będę się do tego odnosił, ja nie mam już Twittera, kiedyś miałem, ale uważam, że są ważniejsze rzeczy. Chodzi o słowa, które bezpośrednio po meczu przez niektórych kibiców były kierowane do Lewkota na stadionie. On i wielu młodych zawodników, którzy dopiero zaczynają, w takich momentach potrzebują wsparcia.

Ma pan ból głowy, jeśli chodzi o skład czy ten pomysł na to jak i kim ograć Zagłębie jest już w głowie?

Najważniejsze to ograć, a kim to zrobimy, jest sprawą drugorzędną. Liczą się trzy punkty, była w czwartek gra wewnętrzna, czasami stosujemy taki manewr „pucharowej” środy czy czwartku. Normalna jednostka treningowa, chcieliśmy przećwiczyć pewne elementy, wprowadzać je do naszej gry.

Jakie wnioski po występie Dennisa Jastrzembskiego na wahadle w meczu z Piastem – to przypadek, że tak wyglądał, czy jednak to nie jest piłkarz do grania tam?

Lekcję wyciągamy, Denis też przeżył to bardzo, bo miał urodziny, przyjechali jego rodzice. Przeambitny chłopak, wie że sobie nie poradził emocjonalnie i sportowo, pierwszy raz zagrał na pozycji wahadłowego, jak widać nie na tyle przygotowaliśmy go, ja o tym wiem i on o tym wie. Brakowało odpowiedniej komunikacji z drużyną, Piast stwarzał sobie zagrożenie. Przyszedł jako wahadłowy i w tej roli go nie skreślam, ale lepiej czuje się na pozycji numer dziesięć, gdzie zagrał w Gdańsku (0:2) oraz przez większość meczu w Łęcznej (1:1).

Czy czuje pan, że to może być jeden z najważniejszych meczów w pańskiej kadencji w Śląsku? Później wyjazd na Łazienkowską, a w perspektywie strefa spadkowa.

Może być jeden z najważniejszych, jeśli chodzi o mnie, o drużynę. Kiedy zaczynałem pracę w Śląsku też słyszałem, że od dawna nie wygraliśmy w Białymstoku, a to się udało, później to samo przy okazji wyjazdu do Lubina, w kontekście pucharów. Jesteśmy w sytuacji bardzo nieciekawej dla mnie, dla nas, brak zdobyczy punktowej wpłynął na morale, na sytuację w tabeli, która jest bardzo niska, wiemy o tym.

Nie ma żadnego ultimatum?

Nie, nie rozmawialiśmy o tym, ale wiemy jak jest w sporcie, gdzie zamiast trzech punktów jest ciągle zero, zero, biorę odpowiedzialność za to jak gra, punktuje.

Rozmawia pan z najbardziej doświadczonymi zawodnikami o tej sytuacji?

Każdy jest na innym poziomie rozmów, więc rozmawiamy i ze starszyzną i z młodymi. Dyrektor sportowy, zarząd, wsparcie, to wszystko jest, może nawet pierwszy raz spotykam się z tak dużą wiarą, że osiągniemy to, co zakładamy. Wszystko w niedzielę będzie w nogach, a chyba nawet bardziej w głowach piłkarzy.

Zagłębie w razie zwycięstwa was wyprzedzi, to stanowi dodatkowy aspekt motywacyjny, że możecie się znaleźć w tabeli za nimi? Śląsk dawno nie miał takiej serii bez zwycięstwa, w pana karierze nie zdarzyła się nigdy.

Nie unikam tego, patrzę na powagę sytuacji, zdajemy sobie z tego sprawę, nie uciekniemy od tego, pewność siebie będąc w czubie jest na wyższym poziomie, a teraz jest niższa. Wygrane dwa najbliższe mecze spowodują skok o 5 - 6 pozycji, do 6. miejsca mamy siedem punktów straty, a nad tymi zespołami, które plasują się niżej, cztery punkty przewagi. Zawsze jestem zdania, że trzeba patrzeć optymistycznie, ta passa ma się skończyć, nie to, że musi, tylko ma, ale tylko jeśli będziemy jednością jako cały zespół. Jeśli razem ze wszystkimi osobami, które są na stadionie, będziemy szli w jednym kierunku, z pozytywnym dopingiem. Drużyna potrzebuje kibiców, czasem jest tak, że to oni dopingiem, presją wygrywają mecz. Mecze, kiedy przepchnie się dzięki kibicom może być podstawą do tego, że ta dobra seria będzie dobra i duża.

Patrick Olsen jest gotowy, by wyjść od pierwszej minuty?

Ma by gotowy, to jest dobry piłkarz, nawet w czwartek w gierce 11 na 11 było widać, ze dobrze czuje się z piłką przy nodze.

Miał pan okazję uczestniczyć w derbach Warszawy, jak można je porównać z tymi Dolnego Śląska i kto będzie faworytem w niedzielę?

Każde derby są dla danego regionu ważne, a atmosfera na trybunach to klucz do tego, jak to jest odbierane. Derby Łodzi, Warszawy, Częstochowy, to zawsze walka na noże, ambicjonalna dla każdego zawodnika. Dziś już oczywiście inaczej niż kilkanaście lat temu, kiedy było więcej ludzi z regionu, osiedla, teraz mamy więcej obcokrajowców, zawodników, który są na chwilę, przyszli, by zrobić postęp. Trudno powiedzieć o odczuciach. Kto jest faworytem? Patrząc na ostatnie mecze i tabelę, nie ma zdecydowanego faworyta. Dla nas korzyścią powinno być to, że gramy u siebie, ale ostatnio u siebie przegrywaliśmy i Zagłębie o tym wie. Ten zespół pokazał, że stać go na lepszą zdobycz punktową niż do tej pory. Nie chcę, by zawodnicy zastanawiali się co w razie braku zwycięstwa, niech to wyrzucą z głowy i odpowiednio przygotują się do meczu.

W razie napomnienia w spotkaniu z Zagłębiem, za tydzień przeciwko Legii nie zagrają Szymon Lewkot, Wojciech Golla, Diogo Verdasca i Petr Schwarz, czyli ważni zawodnicy. Derby równa się wszystkie chwyty dozwolone, czy jednak będzie jakaś sugestia, żeby działo się to w granicach rozsądku, bo w następnej serii gier kolejny bardzo trudny mecz?

Na pewno głupie kartki, żółte czy czerwone, będą nie do zaakceptowania, ale nie można powiedzieć, ze nie można faulować, bo faul taktyczny też często może być ważny. Odpowiedzialność jest najważniejsza, myślę, że każdy chce być gotowy i grać.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.