Plusy i minusy meczu z Piastem

Plusy i minusy meczu z Piastem

fot.:

Kto zasługuje na pochwałę, a kto na krytykę po sobotnim spotkaniu z Piastem Gliwice (1:3)? Zapraszamy na kolejną odsłonę naszego cyklu, w którym podsumowujemy najważniejsze wydarzenia z meczu Śląska Wrocław.



 

PLUS MECZU

Mało efektywny rywal

Piast w sobotę we Wrocławiu oddał dwa celne strzały i zdobył trzy bramki, bo przy jednej z sytuacji pomógł mu Patryk Janasik. Fakt, że rywalem Śląska był przeciwnik szukający po prostu zwycięstwa, a nie strzeleckiego festiwalu stanowił spore szczęście gospodarzy, bo gdyby taki dzień zdarzył im się przeciwko Lechowi czy innemu Rakowowi, pewnie nie byłoby czego zbierać. Zespół trenera Waldemara Fornalika przed pierwszym gwizdkiem miał podobny cel jak Śląsk. Jego dotychczasowe wyniki w tym sezonie były równie rozczarowujące, pozycja w tabeli była podobna, jednak praktycznie od samego początku, gdy słupek bramki Michała Szromnika obił Michał Chrapek można się było zorientować, że tego dnia różnica między rywalami będzie spora. Piast przyjechał do Wrocławia jak po swoje, Śląsk statystował, a w wielu momentach wręcz pomagał rywalowi, tak żenującego występu przed własną publicznością zielono-biało-czerwoni nie zanotowali od dawna.

MINUSY MECZU

Defensywa

Można przegrać mecz, stracić trzy gole, znowu rozczarować – zdarza się, w przypadku Śląska w ostatnim czasie zdążyliśmy już przyzwyczaić. Jednak to, w jaki sposób wrocławianie dawali się objeżdżać, nabierać, a przy trzecim golu po prostu ośmieszać ofensywie Piasta w sobotni wieczór zwyczajnie wołało o pomstę do nieba. Trener Jacek Magiera od kilku miesięcy na każdej konferencji prasowej powtarza zdania o świadomości popełnianych błędów, analizie oraz potrzebie ich wyeliminowania. Sęk w tym, że mimo rzekomej pracy nad poprawą tych elementów gry, w każdym kolejnym spotkaniu Śląsk w defensywie wygląda coraz gorzej i w mediach społecznościowych jest już niczym innym jak memem. W obronie zespołu trenera Magiery od dawna kuleją podstawy, nerwowość to codzienność, o czym świadczył spektakularny samobój Janasika, a jeśli ktoś już da nadzieję, że może pełnić stabilną rolę jak Verdasca, to postanawia zafundować sobie nową formę trałkowania przy akcji Piasta na 3:1. Popatrzmy w tabelę, żarty się skończyły, ileż można. Śląsk na czyste konto w lidze czeka od dziesięciu meczów, w tym czasie stracił 22 gole, to że w sobotę tylko trzy to wielkie szczęście.

Patryk Janasik

„W pierwszych dwóch meczach wiosny miał mało udziału w pojedynkach, a te w ekstraklasie są bardzo istotne, by robić liczby. Patryk ma duży potencjał, ale nie do końca wykorzystuje cechy, które posiada. Po piętach depcze mu Jakub Iskra, dawał sygnały, dobre zmiany, wchodząc z ławki, rywalizacja na tej pozycji jest. Wymagamy zdecydowanie więcej od Janasika, on o tym wie, bo rozmawialiśmy, chcąc zaistnieć, jego gra ma być na wyższej intensywności” – powiedział w piątek… zaniepokojony redaktor Śląsknetu? Nie, trener Jacek Magiera na przedmeczowej konferencji prasowej, po czym 24 godziny później właśnie tego Janasika wystawił od pierwszej minuty przeciwko Piastowi. Janasik (o dziwo!) zagrał fatalny mecz, nie podjął żadnej próby dryblingu, odbioru, odzyskania piłki, przegrał większość pojedynków, a do tego strzelił samobója, co zmusiło trenera Magiery do zmiany już w przerwie. W jego miejsce pojawił się Iskra zgodnie z przedmeczowymi przypuszczeniami samego szkoleniowca (sic!) od pierwszej akcji wyglądał lepiej. Czy leci z nami pilot?

Dennis Jastrzembski

Czy były zawodnik Herthy Berlin po świetnym debiucie przeciwko Lechii już się zekstraklasowił, tak jak Marcel Zylla, którego przykład przywoływaliśmy po meczu w Gdańsku? Na jednoznaczną odpowiedź jeszcze za wcześnie, ale poważny powód do niepokoju jest. Jastrzembski w Trójmieście wyglądał jak zawodnik z innej planety, jaskrawo wyróżniał się na tle marazmu Śląska, miał pomysły, był aktywny, to był debiut z cyklu top. W Łęcznej przekonał się, że w ekstraklasie łatwo nie będzie, ale wszystkie wydarzenia na stadionie beniaminka trzeba było wówczas oceniać przez pryzmat śniegu. Z Piastem wymówki już się skończyły (chociaż wiał silny wiatr, może to?), a obok tak słabych występów nowopozyskanych zawodników nie można przechodzić obojętnie. Od Jastrzembskiego chcemy wymagać i będziemy wymagać więcej – dwie nieudane próby podań kluczowych, żadnego strzału, trzecia najniższa w zespole statystyka wygranych pojedynków… W sobotę to nie był jego mecz.

WYDARZENIE MECZU

Koniec domowego patentu na Piasta

Po czterech zwycięstwach z rzędu okraszonych jedenastoma zdobytymi bramkami, Śląsk w sobotę pierwszy raz od 2017 roku okazał się słabszy od Piasta na własnym stadionie. Pięć lat temu przynajmniej była walka, szalone zwroty akcji, wtedy skończyło się porażką 3:4. W 22. kolejce momentów równorzędnej walki nie było praktycznie wcale, zespół trenera Fornalika wyglądał nie jak sąsiad wrocławian z tabeli, tylko drużyna walcząca o czołowe lokaty tabeli, a łatwość, z jaką gliwiczanie uporali się ze Śląskiem była uderzająca. Piast w tym sezonie ani strzelców nie ma wybitnych, ani na wyjazdach nie spisuje się doskonale (przez całą ligową jesień wygrał tylko dwa razy – w lipcu i sierpniu). Na pogrążonych w wielomiesięcznym kryzysie zielono-biało-czerwonych wystarczyło to jednak w zupełności. Przed niedzielnymi derbami syreny alarmowe we Wrocławiu wyją na całego.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.