PNK: Wielka Sobota przy Oporowskiej. Śląsk rozbił Stomilanki 6:1
fot.: Rafał Sawicki
Piłkarki Śląska Wrocław długo musiały rozbijać defensywę Stomilanek Olsztyn, a pod koniec pierwszej połowy same na moment skomplikowały sobie sytuację. Po zmianie stron odpowiedziały jednak w imponującym stylu i zamieniły wyrównane spotkanie w efektowny pokaz siły.
Dużo pressingu, mało konkretów
Sobotnie spotkanie zaczęło się dokładnie tak, jak można było się spodziewać po dotychczasowej historii tej pary. Wrocławianki, które przed pierwszym gwizdkiem pozostawały niepokonane w starciach ze Stomilankami, od początku zamknęły rywalki głęboko na ich połowie. Już po pierwszym podaniu Białoszewskiej było widać, że Śląsk chce narzucić wysokie tempo i agresywny pressing.
Przez długie minuty zawodniczki z Olsztyna miały ogromny problem, by w ogóle wydostać się spod własnego pola karnego. Samo posiadanie piłki nie przekładało się jednak na klarowne okazje. Gra długo opierała się na odbiorach, stratach i walce o drugie piłki, a pierwszym godnym odnotowania momentem był rzut wolny po ostrym faulu na Paulinie Guzik. Sama poszkodowana podeszła do stałego fragmentu, lecz jej dośrodkowanie okazało się zbyt mocne.
Z czasem Śląsk zaczął dochodzić do groźniejszych sytuacji. Najpierw Piksa błysnęła świetnym dryblingiem na lewej stronie i uruchomiła Ziembę, ale tej przy drugim kontakcie z piłką futbolówka odskoczyła zbyt daleko. Chwilę później sprzed pola karnego huknęła Natalia Sitarz i tylko interwencja bramkarki oraz słupek uratowały Stomilanki przed stratą gola. W międzyczasie przyjezdne oddały wprawdzie pierwszy strzał, jednak po próbie Kim, Hanna Wieczerzak mogła zachować spokój.
Ostrzeżenie z Olsztyna i szybka odpowiedź
Im bliżej było przerwy, tym więcej zaczęło dziać się pod obiema bramkami. Najpierw Wieczerzak popisała się kapitalną, instynktowną interwencją po groźnym strzale z pola karnego. Za moment Śląsk sam sprokurował sobie kłopoty. Po akcji lewą stroną piłka trafiła w rękę Żurek tuż przed „szesnastką”, a chwilę później Stomilanki uderzyły już z gry. Z prawej strony ruszyła Duchnowska, Wieczerzak próbowała skrócić kąt, lecz rywalka idealnym lobem otworzyła wynik.
To nie był zresztą koniec problemów wrocławianek, bo niemal natychmiast strata w środku pola mogła skończyć się drugim ciosem. Duchnowska ponownie znalazła się oko w oko z bramkarką Śląska, ale tym razem pomyliła się przy wykończeniu. Gospodynie odpowiedziały błyskawicznie. Jeszcze przed przerwą Kinga Wyrwas świetnie dograła z prawej strony, a Ziemba z najbliższej odległości doprowadziła do wyrównania.
W końcówce pierwszej połowy Śląsk jeszcze długo krążył z piłką wokół pola karnego rywalek. Wrocławianki cierpliwie wymieniały podania, aż w końcu na strzał zdecydowała się Piórkowska, lecz jej uderzenie nie sprawiło większych problemów bramkarce. Do szatni oba zespoły schodziły więc przy wyniku 1:1.
🥚💚 𝗪𝗶𝗲𝗹𝗸𝗮 𝗦𝗼𝗯𝗼𝘁𝗮 i wielkie zwycięstwo drużyny kobiet! Śląsk Wrocław pokonał Stomilanki Olsztyn aż 6:1 i dał kibicom mnóstwo powodów do radości 🤍❤️
— Śląsknet (@Slasknet) 4 kwietnia 2026
Ależ to była moc, ależ to była skuteczność! Brawo, dziewczyny 👏🔥 pic.twitter.com/8129c2j0XF
Po przerwie grał już tylko Śląsk
Po wznowieniu gry wrocławianki bardzo szybko pokazały, że remis ich nie satysfakcjonuje. Najpierw po podaniu Białoszewskiej z dystansu próbowała Martyna Buś, a za chwilę kapitalny rajd od własnej połowy przeprowadziła Wyrwas. Jej dośrodkowanie przecięło linię obrony Stomilanek, ale Białoszewska z bliska nie zdołała zamknąć akcji.
To, co nie udało się wtedy, przyszło niedługo później. Buś znów spróbowała szczęścia z dystansu, bramkarka sparowała piłkę na poprzeczkę, futbolówka odbiła się jeszcze od jej pleców i spadła pod nogi Białoszewskiej, która miała już przed sobą pustą bramkę. Od tego momentu inicjatywa całkowicie należała do Śląska. Swojej szansy ponownie szukała Sitarz, lecz po mocnym strzale trafiła wprost w bramkarkę.
Po godzinie gry przewaga gospodyń zaczęła przekładać się także na kolejne gole. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego wydawało się, że piłka zaraz wyląduje w rękach bramkarki, jednak czujna Wyrwas wepchnęła ją do siatki i podwyższyła na 3:1. Zawodniczki z Olsztyna wyraźnie siadły, a Śląsk z każdą akcją rozkręcał się coraz mocniej. Dobrym prostopadłym podaniem popisała się jeszcze Karolina Gec, lecz Wojdyłę uprzedziła golkiperka.
Prawdziwy festiwal zaczął się w końcówce. Najpierw Wyrwas dostała piłkę w polu karnym, obróciła się z rywalką na plecach i po strzale w lewy dolny róg, jeszcze z drobnym rykoszetem, skompletowała dublet. Chwilę potem ta sama zawodniczka dołożyła trzeciego gola. Tym razem po kontrze lewą stroną Wojdyła idealnie wypuściła ją na sytuację sam na sam, a Wyrwas płaskim uderzeniem przypieczętowała hat-tricka.
Na tym Śląsk nie zamierzał poprzestać. W 85. minucie Karolina Gec zamknęła dośrodkowanie z rzutu wolnego i ustaliła wynik na 6:1. Tuż przed ostatnim gwizdkiem bliska trafienia była jeszcze Wojdyła, ale przy wyjściu sam na sam za mocno wypuściła sobie piłkę.
Jeszcze rok temu, w najbardziej emocjonującym starciu tych drużyn, Kinga Wyrwas i Karolina Gec odwracały losy meczu dopiero w samej końcówce. Tym razem ten duet znów odegrał ważną rolę, ale Śląsk nie potrzebował żadnego cudu w doliczonym czasie. Po przerwie wrocławianki po prostu zmiotły Stomilanki z boiska i urządziły rywalkom prawdziwie wielkosobotnie lanie.
Śląsk Wrocław – Stomilanki Olsztyn 6:1 (1:1)
Ziemba 39', Białoszewska 52', K.Wyrwas 65',81',82', Gec 85' - Duchnowska 37'
Śląsk: Wieczerzak – Piórkowska, Gec, Ziemba (Jędrzejewska 60’), Żurek, Piksa (Buś 45’), Sitarz (Musiałowska 75’), Sokołowska, Białoszewska (Wojdyła 60’), Guzik, Wyrwas
Stomilanki: Krzemińska – Duchnowska, Misztal, Turowska, Kim, Milewska, Kędzia, Roy, Kizaki, Kulig (Arthur 57’), Taranowska
Żółte kartki: Milewska
Sędziowała: Angelika Gębka
