Słowacki last dance? Robert Pich daje Śląskowi coraz mniej
fot.: Paweł Lipnicki
Wszystko ma swój początek i wszystko ma swój koniec. Robert Pich w meczu z Wisłą Kraków (1:1) po raz pierwszy od 7 marca pojawił się w wyjściowym składzie WKS-u. Jednak swoim występem nie przekonał, iż powinno się to zdarzać częściej. Słowak znacznie prędzej dorzucił chrustu do ogniska pytań od jego przydatność dla zespołu. Przydatność, która od przynajmniej kilku miesięcy zaczyna coraz bardziej spadać. A kontrakt dobiega końca… Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.
Są piłkarze, dla których ludzie mają przychodzić na stadion. Ekwilibrystyczni, dynamiczni dryblerzy, porywający tłumy. Ewentualnie imponujący finezją oraz kreatywnością środkowi pomocnicy. Są zawodnicy od tzw. „czarnej roboty”. Najczęściej defensywni pomocnicy, którzy przede wszystkim w grze obronnej mają ciężko pracować na rzecz zespołu, nie rzucając się tak bardzo w oczy. Oni się brudzą, by inni mogli lśnić. Są też piłkarze typu „bulterier”. W Polsce jest to chociażby popularny wśród kibiców reprezentacji Polski Jacek Góralski, a w skali międzynarodowej najsłynniejszy był chyba Gennaro Gattuso. Zawodnicy słynący przede wszystkim z walecznego charakteru. Tacy którzy na boisku zostawią płuca, serce, wątrobę i kawałek śledziony, a rywali będą gotowi dla drużyny wręcz rozszarpać. Warto wspomnieć także o „kilerach”, czyli w tym wypadku głównie napastnikach, którzy gdy wyczują na boisku choćby pół szansy na gola, będą próbować. Co więcej, często próbować skutecznie.
PRZYSZŁY DO NIEGO, NIE WIEM SKĄD, ZAWRÓCIŁY WYNIK TAK DOKŁADNIE... LICZBY!
Ale w każdym zespole potrzebny jest też ktoś taki jak Robert Pich. Nie zawsze się wychyla, często irytuje, kibice nieraz go zbesztają, że go nie widać. Lecz po sezonie spojrzy im się w statystyki, a tam czołówka klasyfikacji kanadyjskiej całej drużyny (gole + asysty). Taki właśnie od kilku sezonów jest Słowak. W przeciętnym sezonie z kariery Roberta, bluzgi oraz pochwały pod jego adresem, pojawiają się jednako. Tymczasem liczby Pich dawał praktycznie zawsze. Zajrzyjmy w statystyki ostatnich sezonów:
2017/18: 32 mecze, 6 goli, 5 asyst, 3 miejsce w kanadyjce w zespole
2018/19: 36 meczów, 6 goli, 11 asyst, 2. miejsce w kanadyjce w zespole
2019/20: 37 meczów, 7 goli, 8 asyst, 1. miejsce w kanadyjce w zespole
2020/21: 30 meczów, 7 goli, 3 asysty, 2. miejsce w kanadyjce w zespole
Jak na dłoni widać, że praktycznie nikt tak na dłuższą metę w tym klubie, nie potrafił zostawiać po sobie tyle wynikowych śladów co on. W klasyfikacji kanadyjskiej (gole + asysty), jak z kimś w ogóle przegrywał to z napastnikami z uwagi na gole (2x Marcin Robak, po razie Arkadiusz Piech i Erik Exposito). Ktoś mógłby stwierdzić, że sporo dzięki rzutom karnym. No ale właśnie nie tak sporo. Bo we wszystkich wspomnianych sezonach razem wziętych, Słowak z jedenastego metra do siatki trafił… 6 razy (6/26). Poza tym, karny to nie gol. Strzelać je trzeba umieć. Teraz niech każdy kibic Śląska, który czyta ten tekst, przypomni sobie ile razy powiedział albo słyszał jak ktoś mówi „Pich nic nie daje”, „znowu ten Pich w wyjściowym składzie?”, „czy naprawdę żaden trener nie ma odwagi go posadzić na ławce?”. Lub coś w ten deseń. No właśnie. Piłkarz Schroedingera. Niby go nie ma, ale jednak ważne ślady po nim są. Najważniejszy to bycie najskuteczniejszym obcokrajowcem w historii Śląska Wrocław.
NIEDZIAŁAJĄCY TRYB NIEDZIAŁAJĄCEJ MASZYNY
Żeby oddać Pichowi co… pichowe. On nawet w tym sezonie liczby ma niekiepskie. Co prawda w rozgrywkach ekstraklasy to 5 goli i 1 asysta, ale jak wliczymy jeszcze eliminacje do Ligi Konferencji Europy, gdzie Słowak grał znakomicie, mamy razem 10 goli i jedną asystę. W czym zatem problem? Ano w tym, że jak dzisiaj na to spojrzymy to mamy 10 goli, miesiąc temu jakbyśmy spojrzeli to by było 10 goli, dwa miesiące temu było to 10 goli. To samo w grudniu. I w listopadzie… . Od 30 października 2021 roku i przegranego przez WKS meczu z Bruk-Bet Termaliką Nieciecza (3:4), Robert Pich nie strzelił ani jednego gola dla Śląska. Ten okres to dla niego tylko asysta w lutowym pojedynku z Górnikiem Łęczna (1:1). Zatracił więc swój największy atut, to co najbardziej broniło go przed krytykami i przekonywało włodarzy do oferowania mu nowego kontraktu. Sama gra bowiem była tak słaba, jak całego zespołu. WKS nie działał jako kolektyw, a Pich nie działał jako jego część, a co więcej nie dawał niemalże nic, aby ten stan rzeczy zmienić.
Nowy trener Śląska, Piotr Tworek, w przeciwieństwie do swoich niemalże wszystkich poprzedników, nie obdarzył doświadczonego Słowaka zaufaniem. Owszem, pomocnik dwa pierwsze mecze byłego szkoleniowca Warty Poznań ominął przez problemy zdrowotne, ale po przerwie reprezentacyjnej wcale nie wskoczył do wyjściowej jedenastki. Tak z Lechem Poznań, jak i z Rakowem Częstochowa wchodził jedynie z ławki. Dopiero przeciwko Wiśle Kraków, po tym jak jego rywale (poza Caye Quintaną) zawiedli, dostał swoją szansę jako druga dziesiątka, obok Hiszpana.
Co z tego wyszło? Ano nic. Quintana na tle Picha jeszcze bardziej pokazał dlaczego to w nim największa nadzieja na gole w walce o utrzymanie. Caye pokazywał się do gry, miał sytuacje bramkowe, jedną nawet wykorzystał. Tymczasem Słowak przez większość spotkania był niewidoczny. W pierwszej połowie szczególnie, komentatorzy rzadko mieli okazję wymówić w ogóle jego nazwisko. Natomiast jeśli już, to raczej nie w pozytywnym kontekście. Miał jedną świetną okazję, nawet podwójną, ale najpierw zatrzymał go bramkarz, a potem obrońca. Zaś w kolejnych 45 minutach wiele lepiej nie było. Jedno przytomne podanie do Mączyńskiego, po którym ten przyłożył zza pola karnego w słupek i tyle. Zmiana w 74. minucie, a powinna być szybciej. Jeżeli chodzi o ofensywę, to można się zastanawiać kto był najsłabszy, on czy Fabian Piasecki. Ale to wynika tylko z fatalnego występu Fabiana. Patrick Olsen nadawał akcjom tempo, Quintana robił naprawdę wiele by je dobrze wykańczać, Victor Garcia posyłał znakomite dośrodkowania, a Pich… no był na boisku.
PICH DOCIERA DO MIEJSCA, W KTÓRYM DIABEŁ MÓWI: DOBRANOC?
Gdy w słynnej grze „Wiedźmin 3: Dziki Gon” dochodziliśmy Geraltem na skraj mapy, stopował nas napis „dotarłeś do miejsca, gdzie diabeł mówi dobranoc”. Tyle że tam mogliśmy się potem przenieść w inne, w którym już byliśmy. Coraz więcej wskazuje na to, że do takiego skraju swej przygody zbliża się nieuchronnie Pich. Słowak to legenda. Nie powinniśmy bać się tego słowa wobec człowieka, który dla WKS-u rozegrał prawie 270 oficjalnych spotkań, jest najskuteczniejszym obcokrajowcem w jego historii, grał ze Śląskiem a europejskich pucharach, zaś bez jego 6 goli oraz przede wszystkim 11 asyst w sezonie 2018/19, wrocławianie by wówczas z ekstraklasy po prostu spadli i Bóg jeden raczy wiedzieć, gdzie by dziś byli. Zwłaszcza jeśli w takiej sytuacji miasto uznałoby, że nie ma co aż tak finansować klubu, który nawet w najwyższej klasie rozgrywkowej nie gra.
Lata lecą, Słowak daje coraz mniej, a kolejne szanse dla niego tylko to potwierdzają. Kontrakt kończy mu się wraz z końcem tego sezonu i na dzień dzisiejszy praktycznie nie ma jakichś szczególnie sensownych argumentów, by go przedłużać. Z nim nie będzie tak jak z Piotrem Celebanem oraz Mariuszem Pawelcem, którzy jeszcze na początku poprzedniego sezonu, mając łącznie jakieś 200 lat, wychodzili razem w wyjściowej jedenastce w meczu ESA i dawali radę. Obrońcy są bardziej długowieczni, a poza tym od nich wymaga się po prostu solidności. Robert Pich wychodzący w składzie Śląska w sezonie 2024/25, strzelający gola i zaliczający asystę? No nie widzę tego.
Mógłby zostać ewentualnie jako doświadczony w rezerwach, jak MP i PC. Ale wątpliwe aby on poszedł na coś takiego. Zwłaszcza że przecież nikt mu nie każe rezygnować z gry na jakkolwiek wymagającym poziomie. Jakiś beniaminek z ESA lub czołowy z I Ligi biorący go do siebie? Ewentualnie gra na jakiejś Słowacji czy podobnej siłowo lidze, w walczącym „o coś” klubie? Jestem w stanie wyobrazić sobie tak jedno, jak drugie. Tak czy inaczej, końcówka kwietnia oraz maj, to mogą, a może i nawet powinny, być ostatnimi miesiącami Picha w klubie. Droga długa, droga często piękna. Ale wszystko ma swój początek i koniec.