Mieszane uczucia po meczach z medalistami
fot.: Paweł Kot
Śląsk ma już za sobą wszystkie mecze w rundzie jesiennej z trzema medalistami mistrzostw Polski. Wrocławianie na dziewięć możliwych punktów, zdobyli sześć, wynik, który niejeden kibic przed sezonem brałby w ciemno. Trójkolorowi wygrali na wyjeździe z Lechem Poznań (1:0) i Pogonią Szczecin u siebie (2:1), a we Wrocławiu przeciwko Rakowowi Częstochowa byli już bez szans (1:4). Co zapamiętamy z tych meczów? Zapraszamy na tekst w ramach #EchaMeczu.
Zespół Ivana Djurdjevicia po siedmiu kolejkach plasuje się na dziesiątym miejscu w tabeli z dziewięcioma punktami i stratą czterech oczek do podium. Śląsk Wrocław wygrał w tym sezonie dwa mecze i to z drużynami, które na papierze wyglądały lepiej niż piętnasty klub zeszłego sezonu ekstraklasy, chociaż ten, kto oglądał wszystkie trzy spotkania, dobrze wie, że walka o dogodny wynik trwała wręcz do samego końca (oprócz niedzielnego starcia z Rakowem).
CZTERECH RÓŻNYCH STRZELCÓW
Obecnie ciężko w Śląsku znaleźć zawodnika takiego jak Davo (Wisła Płock), czy Pawłowski (Widzew Łódź), gwarantującego kilka bramek na początku sezonu. W każdym spotkaniu z medalistami na listę strzelców wpisywał się inny piłkarz. Wrocławianie w trzech meczach zdobyli cztery bramki, a ich autorami byli Dennis Jastrzembski, Daniel Gretarsson, Petr Schwarz i Erik Exposito.
Prócz trafienia Jastrzembskiego i Schwarza (którzy zdobyli gole po raz pierwszy od 34. kolejki zeszłego sezonu ekstraklasy), pozostałe dwie bramki były mocno wyczekiwane przez kibiców i samych piłkarzy. Gretarsson przeciwko Pogoni zdobył swoją premierową bramkę dla WKS-u (potrzebował na to sześciu spotkań), a dla Erika wykorzystany rzut karny z Rakowem był pierwszym trafieniem dla Śląska od sześciu spotkań (mecz z Pogonią w maju).
Na uwagę zasługują dwie z czterech strzelonych bramek w trzech meczach. W 2. kolejce przeciwko Pogoni błyskawiczny kontratak i podanie w tempo Exposito, wykończył Jastrzembski. Hiszpan przebiegł dobre kilkanaście metrów, mijając w środkowej strefie zawodnika Portowców i wyłożył piłkę do byłego gracza Herthy, który posłał ją pod nogami Stipicy wprost do bramki gości. Drugi ważny i efektowny gol, to oczywiście indywidualna akcja Petra Schwarza z Lechem. Czech popisał się indywidualną akcją, mijając po drodze Kvekveskiriego i zmieścił piłkę tuż przy prawym słupku. Bednarek był bez szans.
POMOCNA DŁOŃ DEFENSYWY
Zwycięstw z Lechem i Pogonią nie byłoby bez dobrze sprawującej się obronie na czele z kapitanem Michałem Szromnikiem. Bramkarz Śląska rozegrał wręcz kapitalne spotkanie w Poznaniu i nie bez powodu został wybrany do jedenastki kolejki. Golkiper w starciu z mistrzem Polski wyciągał się jak struna przy strzałach zawodników Kolejorza, broniąc sześć strzałów, zachowując czyste konto i ratując zespół przed utratą gola w doliczonym czasie gry. Trochę mniej pracy Szromo miał przy okazji meczu z Pogonią, chociaż i wtedy trzykrotnie zmuszony był do interwencji, w tym raz w niemal w sytuacji sam na sam z Zachoviciem. W starciu z Rakowem, bramkarz Trójkolorowych zmuszony był czterokrotnie wyjmować piłkę z siatki, ale zanotował też trzy udane interwencje po dosyć groźnych strzałach wicemistrzów Polski.
Michał Szromnik kolejny raz wybrany najlepszym bramkarzem kolejki @_Ekstraklasa_
— Śląsk Wrocław (@SlaskWroclawPl) August 16, 2022
My w szoku. #nie pic.twitter.com/9QvOCpxKY6
Ale jak dobrze wiemy, w defensywie bramkarz nie jest osamotniony. Naszym zawodnikom zdarzały się błędy w obronie (w końcu straciliśmy w jednym meczu aż cztery gole), ale notowali też bardzo dobre spotkanie przy Bułgarskiej, czy naprawdę przyzwoite u siebie z Pogonią, a i przeciwko Rakowowi z dobrej strony pokazał się chociażby Konrad Poprawa, który rozgrywa dobry sezon. Jak prezentują się statystyki naszej stałej czwórki w obronie przeciwko medalistom zeszłego sezonu?
- Patryk Janasik (PO) – 6 wybitych piłek, 6 przechwytów, 1 zablokowany strzał, 9/18 wygranych pojedynków;
- Daniel Gretarsson (ŚO) – 17 wybitych piłek, 5 przechwytów, 2 zablokowane strzały, 8/13 wygranych pojedynków;
- Konrad Poprawa (ŚO) – 23 wybite piłki, 3 przechwyty, 2 zablokowane strzały, 11/15 wygranych pojedynków;
- Victor Garcia (LO) – 9 wybitych piłek, 9 przechwytów, 2 zablokowane strzały, 15/23 wygranych pojedynków.
Statystki same w sobie wyglądają dobrze, chociaż warto pamiętać, że nie są one stuprocentowym odzwierciedleniem gry na boisku. Po meczach w tym sezonie często krytykowany jest właśnie lewy obrońca, Victor Garcia. Po mimo podobnych statystyk, co koledzy, Hiszpan w każdym z trzech spotkań notował za dużo strat (co najmniej 13) i przegrywał pojedynki w takich momentach, które prowadziły do groźnych sytuacji przeciwnika, przez co błędy Garcii musieli naprawiać jego koledzy (chociażby Piotr Samiec-Talar w Poznaniu). A i w spotkaniu z podopiecznymi trenera Papszuna, Victor dołożył przysłowiową cegiełkę przy dwóch straconych bramkach przez Śląsk. Jednak brak konkurencji na tej pozycji sprawia, że Garcii pozostała po prostu solidna praca nad wyeliminowaniem karygodnych błędów.
SZCZĘŚCIE SPRZYJA LEPSZYM
Zanim wrocławianie zeszli z boiska po końcowym gwizdku w meczach z Pogonią, Lechem i Rakowem, musieli zmagać się z częstymi atakami przeciwników. Zwycięstwa nad mistrzem Polski i brązowym medalistą nie przyszły łatwo, a klęska z Rakowem była efektem między innymi dobrze zorganizowanej ofensywy podopiecznych Marka Papszuna.
We wszystkich trzech meczach to rywal wykreował więcej sytuacji bramowych:
- Pogoń Szczecin - 14
- Lech Poznań - 19
- Raków Częstochowa - 18
Tymczasem WKS stworzył sobie 21 sytuacji we wspomnianych meczach (w tym 11 podczas starcia z Pogonią). Medaliści w dużym stopniu oddali też więcej strzałów celnych na bramkę Michała Szromnika, zmuszając golkipera wrocławian do zwiększonej pracy. Lech zanotował ich sześć (Śląsk tylko trzy), a Raków siedem (przy dwóch po stronie gospodarzy). Tylko Pogoń zrównała się ze Śląskiem w tej statystyce (po cztery celne strzały).
Oprócz dobrze dysponowanej obrony przeciwko Lechowi i Pogoni, zwycięstwa zapewniła nam również nieskuteczność przeciwnika w bardzo dogodnych sytuacjach (w końcu szczęście sprzyja lepszym). Jeszcze w lipcu przy okazji starcia z Portowcami, praktycznie stuprocentową sytuację zmarnował Bichakhchyan, a jeszcze w pierwszej połowie nieznacznie pomylił się Malec po dośrodkowaniu Ormianina. W rywalizacji z mistrzem Polski pomógł Śląskowi słupek Marchwińskiego pod koniec pierwszej części spotkania i nieskuteczność Tsitaishviliego, który rozgrywał naprawdę bardzo dobrą pierwszą połowę i w dwóch sytuacjach był bliski strzelenia gola. I chyba tzw. limit szczęścia został wykorzystany w tych dwóch przytoczonych meczach, bo już w niedzielnym spotkaniu, Raków strzelał jak natchniony i gdyby nie dwie pozycje spalone, wicemistrzowie Polski strzeliliby nie cztery, a sześć goli.
ERIK EXPOSITO W TRZECH ODSŁONACH
Od zakończenia obozu przygotowawczego dużo mówiło się o formie Erika Exposito. Hiszpan przed sezonem zdobył tylko jedną bramkę w sparingu (z karnego). Erik od inauguracji zawodził. Od napastnika wymaga się przede wszystkim bramek i stworzonych okazji do ich strzelenia, a 26-latek miał z tym problem, chociaż w każdym spotkaniu z medalistami jego nazwisko w jakimś stopniu zaistniało.
W meczu z Pogonią popisał się za to asystą. I to jaką. Przebiegł prawie pół boiska zostawiając w tyle obrońców i wyłożył piłkę wprost pod nogi wbiegającego Jastrzembskiego. Pod koniec pierwszej połowy podobną akcją chciał się odpłacić skrzydłowy, zagrywając piłkę na wolne pole do Exposito, który umieścił futbolówkę w siatce, ale sędzia odgwizdał spalonego. A pod koniec meczu posłał bombę z rzutu wolnego, ale mocny strzał został odbity przez Stipicę. Hiszpan zakończył mecz z dwoma strzałami i asystą.
Trzy tygodnie później Exposito ponownie zagościł w wyjściowym składzie wrocławian. Rozegrał 80. minut i przez większość czasu był niewidoczny na boisku Lecha. Napastnik nie potrafił utrzymać się przy piłce, mając problem z jej opanowaniem lub po prostu tracąc ją. To nie był dzień Exposito. W drugiej połowie nie zagrał w tempo do wychodzącego na dogodną pozycje Konczkowskiego, a w 71. minucie przestrzelił z najbliższej odległości, chociaż akurat w tym przypadku snajper Śląska był faulowany przez Douglasa, przeszkadzając Hiszpanowi przy strzale i sędzia powinien podyktować jedenastkę. Nie zrobił tego, ale nie przykrywa to słabego występu Exposito.
Cierpliwość w stosunku do napastników WKS-u powoli się kończyła, więc spotkanie z podmęczonym Rakowem po meczu pucharowym ze Slavią miało być szansą chociażby dla Erika. Czy ją wykorzystał? Kibiców mogą mieć mieszane uczucia. Z jednej strony wypracował rzut karny i pewnie go wykorzystał i próbował strzelać zza pola karnego (raz był naprawdę blisko), a z drugiej strony cały zespół zagrał bardzo słaby mecz i nie za często gościł pod polem karnym częstochowian.
Erik Exposito czekał aż 437 minut na pierwszego gola w sezonie. Najdłużej odkąd podpisał kontrakt ze Śląskiem:
- sezon 2022/23 - 437 minut
- sezon 2021/22 - 63 minuty
- sezon 2020/21 - 36 minut
- sezon 2019/20 - 15 minut
Teraz przed wrocławianami starcie na wyjeździe w Pucharze Polski z Ruchem Wysokie Mazowieckie (31 sierpnia) i wyjazd do Mielca (3 września).
