Najgorsze mecze Śląska w sezonie (RANKING)

Najgorsze mecze Śląska w sezonie (RANKING)

fot.:

Po rankingu pięciu najlepszych meczów WKS-u w sezonie 2022/23 przyszedł czas na wytypowanie najgorszych spotkań, po których kibiców bolały nie tylko serca, ale i oczy. W minionych rozgrywkach było ich dosyć sporo, więc nasze wybory mogą mogą zaskoczyć. 



 

Miejsce 5: Miedź Legnica - Śląsk Wrocław 1:0 (Chuca 41')

Mecz w niedzielę o 12:30 z ostatnią w tabeli drużyną tydzień po zwycięstwie w Płocku. Co może pójść nie tak? Otóż nie takie spotkania zawalał Śląsk w poprzednim sezonie. Od pierwszych minut w grze zespołu z Oporowskiej nie było ani śladu po dyspozycji, która mogła imponować we wcześniejszych tygodniach. Przyjezdni wcale nie zdominowali znacznie niżej notowanego przeciwnika, w ich grze znowu brakowało momentów przyspieszenia i zaskoczenia, a groźne akcje można było policzyć na palcach jednej ręki. Brak ofensywnych poczynań został skarcony przez legniczan tuż przed przerwą. W 41. minucie miejsce na oddanie strzału sprzed pola karnego znalazł sobie Chuca i kapitalnym strzałem z prostego podbicia trafił w samo okienko bramki strzeżonej przez Rafała Leszczyńskiego. A co w pierwszej połowie robił Śląsk? Chyba statystował, bo nie oddał ani jednego strzału (nawet niecelnego). 

Po zmianie stron ponownie zaskoczyła Miedź, tym razem dwoma groźnymi strzałami z pola karnego. W pierwszej sytuacji nieznacznie pomylił się Chuca, a w drugiej uderzenie Narsingha obronił Leszczyński. Najlepsze okazje na bramki po stronie gości zmarnowali Schwarz i Gretarsson. Czech przestrzelił w znakomitej sytuacji z ostrego kąta, a piłkę po uderzeniu Islandczyka wybił z linii bramkowej piłkarz Miedzi. Ostatecznie Śląsk nie poradził sobie z rolą faworyta i przegrał w Legnicy 0:1. 

Miejsce 4: Śląsk Wrocław - Warta Poznań 0:2 (Destan 10', Corryn 90+4')

Czy można zakończyć mecz z prawie 50 wrzutkami i nie zdobyć ani jednego gola? Oczwiście, że tak jeśli ich skuteczność jest na poziomie około 20%. Mecz z Wartą Poznań zapamiętamy z dwóch powodów. Pierwszym są okoliczności, w których padły gole dla gości. Zacznijmy od trafienia na 0:1. Michał Szromnik wyskoczył do prostego dośrodkowania Miłosza Szczepańskiego i wydawało się, że nie powinien mieć żadnych problemów ze skuteczną interwencją. Kapitan Śląska złapał piłkę w ręce, ale następnie wpadł na Martina Konczkowskiego, wypuścił futbolówkę z dłoni, a Enis Destan z łatwością wpakował ją do pustej bramki. Gol na 0:2 to już typowy kontratak. Piłkę w środkowej strefie odebrał Kajetan Szmyt, pognał lewą stroną, nawinął Konrada Poprawę i dośrodkował do Milana Corryna, a ten strzelił z najbliższej odległości. 

Drugim powodem jest gra WKS-u przez cały mecz. Wrocławianie kontrolowali spotkanie, częściej utrzymywali się przy piłce i atakowali, ale przede wszystkim liczyli na dośrodkowania, których w całym spotkaniu było aż 46 po stronie gospodarzy. Zdumiewać może jeszcze bardziej liczba celnych wrzutek - zaledwie dziewięć. Do końca meczu Śląsk bezskutecznie próbował przebić się przez defensywny mur Warty i skończyło się na porażce przed własną publicznością. 

Miejsce 3: Śląsk Wrocław - Piast Gliwice 0:1 (Felix 82')

Jeśli mecz ekstraklasy rozgrywany jest tuż przed świętami Wielkanocy, można spodziewać się boiskowych jaj. Podium w naszym zestawieniu otwiera spotkanie z Piastem Gliwice. Ta rywalizacja śmiało znalazłaby się w zestawieniu dziesięciu najnudniejszych meczów w sezonie 2022/23. Dlaczego? Bo nie działo się kompletnie nic i nie jest to nadużycie z naszej strony. Ataki wrocławian ograniczały się do długich podań w kierunku Erika Exposito. Swoje problemy miał też Piast, ale w 82. minucie dopięli swego i strzelili zwycięską bramkę. W tejże sytuacji nie popisał się Daniel Gretarsson, dając się zbyt łatwo ograć młodemu Kireyjczykowi, który podał Do Felixa i zanotował tym samym asystę. Był to dopiero drugi strzał celny w całym meczu i drugi po stronie gliwiczan. Śląsk zaliczył dużą wpadkę, bowiem przez 90 minut nie oddał ani jednego celnego strzału

Miejsce 2: Śląsk Wrocław - Zagłębie Lubin 0:3 (Chodyna 33', Zivec 67', Pieńko 90+5')

Nie ma chyba nic przyjemniejszego niż derby na otwarcie rundy wiosennej. Tak też pomyślało ponad dziewięć tysięcy ludzi, którzy w sobotni, mroźny wieczór zjawili się na Stadionie Wrocław. Czy żałowali swojego wyboru? Być może część tak i to dlatego, że nie spodziewała się takiego rozpoczęcia 2023 roku w wykonaniu wrocławian. Pierwsze trzydzieści minut to naprzemienne ataki obu zespołów i regularne tworzenie sobie akcji do strzelenia gola. Lubinianie od początku meczu dobrze czuli się w kontrataku, co potwierdziło się w 33. minucie. W pozornie niegroźnej sytuacji Tomasz Makowski wybił piłkę przed siebie z własnego pola karnego po rzucie rożnym Śląska. Wydawało się, że zawodnicy Śląska mają sytuację pod kontrolą, ale sprawę pokpił Nahuel Leiva. Hiszpan na ułamek sekundy odpuścił bieg w stronę piłki przekonany, że pierwszy będzie przy niej jeden z kolegów, a wtedy sprintem wybiegł mu zza pleców Bohar. Słoweniec z łatwością wygrał pojedynek szybkościowy z Nahuelem, umiejętnie zatrzymał się przed polem karnym, dograł do Kacpra Chodyny, a ten precyzyjnym strzałem umieścił piłkę w siatce. Do przerwy wynik 0:1. 

Podopieczni Ivana Djurdjevicia od mocnego uderzenia rozpoczęli drugą połowę. W 50. minucie dośrodkowanie Jastrzembskiego pięknym strzałem wykończył Quintana. Hiszpański napastnik mógł cieszyć się z pierwszej bramki w tym sezonie ekstraklasy, lecz nie za długo. Po czasochłonnej analizie VAR okazało się, że wracający po wykonaniu rzutu rożnego Patrick Olsen był na minimalnym spalonym i gol nie mógł zostać uznany. Zabrakło niewiele, a Miedziowi postanowili wykorzystać dezorientacje w szeregach gospodarzy i wcisnęli w 67. minucie drugiego gola. Nie był to jednak koniec emocji. W doliczonym czasie gry czerwoną kartkę za zagranie ręką we własnym polu karnym ujrzał Bartolewski. Arbiter wskazał na jedenasty metr, a karnego nie wykorzystał Patrick Olsen. Mało? Chwilę później podopieczni Waldemara Fornalika dopięli swego i wyprowadzili nokautujący cios. 19-letni Tomasz Pieńko przeprowadził fenomenalną akcję indywidualną i strzałem przy słupku pokonał Leszczyńskiego. Porażka 0:3 przed własną publicznością w derbach Dolnego Śląska to najgorsze możliwe otwarcie rundy wiosennej w wykonaniu piłkarzy WKS-u. 

Miejsce 1: KKS Kalisz - Śląsk Wrocław 3:0 (Lipkowski 20', Borecki 21', Gawlik 44')

Pierwsze miejsce w naszym rankingu na pewno nikogo nie zdziwi. Marcowy wyjazd do Kalisza będzie rozpamiętywany jeszcze przez lata. To, że Śląsk ma problem z grą z zespołami, które nie są faworytem, dobrze wiemy. Nawet w tegorocznej edycji Pucharu Polski mieliśmy kolejny strzał ostrzegawczy (2:2 z Sandecją Nowy Sącz po dogrywce). Natomiast to, co wydarzyło się w ćwierćfinale przytaczanych rozgrywek, woła o pomstę do nieba. Wrocławianie po prostu skompromitowali się na całej linii, a to i tak łagodnie powiedziane. Podopieczni trenera Djurdjevicia chcieli od pierwszej minuty przejąć inicjatywę i narzucić swój styl gry. Na taką zabawę nie pisał się KKS, który w 20. minucie wyprowadził pierwszy cios. Kacper Lipkowski pokusił się o strzał z ostrego kąta, a piłka wpadła do bramki chronionej tym razem przez Michała Szromnika. Nie minęła nawet minuta, a już było 2:0 dla kaliszan. To był niezwykle trudny moment Śląska. Gra kompletnie się nie kleiła, a uderzenia i dośrodkowania tylko to udowadniały. W 41. minucie Erik Exposito potężnie uderzył z rzutu wolnego i posłana przez niego piłka jedynie musnęła poprzeczkę. Tuż przed przerwą było już po meczu. Po fantastycznym rajdzie Łuszkiewicza cudownym strzałem z 11 metrów popisał się Gawlik, zdobywając trzecią bramkę dla drużyny z Wielkopolski. 

W drugiej połowie mocniej przycisnął Śląsk, ale żadna z akcji nie została sfinalizowana. Zasługa w tym defensorów KKS-u, którzy zamurowali dostęp do swojej bramki. Wojskowi byli bezradni i nie zasłużyli na awans do półfinału Pucharu Polski. WKS sam wystawił się na pośmiewisko i przegrał 0:3 z drugoligowym klubem, który udowodnił, że niemożliwe nie istnieje. 

Marcin Sapuń

Autor

Marcin Sapuń

Urodzony Wrocławianin i oczywiście kibic Śląska Wrocław. W redakcji działam od lipca 2022 roku, a od marca 2024 roku pełnię funkcję zastępcy redaktora naczelnego. W Śląsknecie zajmuję się głównie pisaniem artykułów, ale również komentowaniem meczów, czy ostatnio tworzeniem wyjazdowych kulis.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.