Przez wzloty i upadki do wymarzonego debiutu (SYLWETKA DORIANA MARKOWSKIEGO)

Przez wzloty i upadki do wymarzonego debiutu (SYLWETKA DORIANA MARKOWSKIEGO)

fot.:

W meczu z Odrą Opole w drużynie Śląska Wrocław zadebiutował 18-letni Dorian Markowski. Choć zawodnik jest w klubie od ponad 10 lat, to dla wielu kibiców był zagadką. Przybliżymy jego sylwetkę, którą warto poznać, ponieważ mimo talentu, który od najmłodszych lat zauważyło wiele osób, droga do pierwszego zespołu nie była łatwa.



 

Powiedzenie, że ktoś jest z klubem od dziecka, jak ulał pasuje do Markowskiego. Do Śląska trafił 12 lat temu do tworzonej wtedy grupy U-6. Z debiutujących w Śląsku wychowanków tylko on i Jakub Jezierski zaczynali w macierzystym klubie tak wcześnie. Jego pierwszym trenerem był Mariusz Blecharz, który prowadził rocznik 2007 przez lata. Poprosiliśmy szkoleniowca o krótką ocenę młodego gracza: – Znam go chyba najlepiej. „Dorek” jest w Śląsku od początku powstania grupy w jego roczniku. Zaczynał u mnie w grupie z naboru U-6. Pracowaliśmy razem w różnych kategoriach przez około sześć lat. Zawsze wyróżniał się techniką, zmysłem do gry kombinacyjnej i pracowitością. Bardzo się cieszę, że kolejny mój podopieczny debiutuje na szczeblu I ligi i to w WKS-ie. Czekam na następnych. Uważam, że taki powinien być cel funkcjonowania akademii, a takich perełek jest coraz więcej.

Dorian szybko dał się poznać jako zawodnik kreatywny. Należał jednak do graczy, którzy później dojrzewali i odstawał od rówieśników warunkami fizycznymi. Często słyszał, że jest nadzieją klubu, ale jest filigranowy i ma jeszcze czas. Szanse dostawali zawodnicy mniej zdolni, ale silniejsi fizycznie. W sezonie 2021/22 grał w Centralnej Lidze Juniorów U-15, a wiosną 2023 roku zadebiutował w CLJ U-17. Trenerem był wtedy obecny koordynator Akademii Piłkarskiej Śląska Paweł Schmidt.

Zawsze charakteryzował się świetną techniką użytkową i wizją gry. W Akademii rozwijał się harmonijnie, etap po etapie, od dziecka aż do kategorii U-19. Przeważnie mierzył się z rówieśnikami, którzy szybciej dorastali, byli od niego więksi, silniejsi i szybsi. Aby skutecznie rywalizować na boisku, musiał dużo widzieć i szybko myśleć, co w połączeniu z dobrą techniką są jego znakami rozpoznawczymi. Warto również podkreślić, że zawsze był skromnym i pracowitym chłopcem. Cieszę się, że zadebiutował w pierwszym zespole. To cel każdego zawodnika w Akademii. Przed Dorianem jeszcze długa droga i sporo pracy, ale wierzę, że ma odpowiedni potencjał, aby osiągnąć swoje piłkarskie marzenia

– powiedział nam Schmidt.

W tym też okresie trener reprezentacji Polski U-16 Rafał Lasocki (były gracz Trójkolorowych) powołał Markowskiego do kadry Future Pro, czyli zawodników utalentowanych, ale później dojrzewających fizycznie. Markowski zagrał w trzech meczach na turnieju w Danii.

W kolejnym sezonie odniósł swój największy sukces na poziomie juniorskim. Wraz z drużyną wywalczył mistrzostwo Polski w kategorii U-17. Markowski zagrał w 24 meczach, rywalizując o miejsce w środku pola m.in. z Adamem Ciućką. Niestety kontuzja uniemożliwiła mu grę w finale z Legią Warszawa. Trenerem drużyny był Sebastian Mordal.

Zawsze ceniłem Doriana za taką „piłkarskość”, umiejętność operowania piłką, dobrego skanowania przestrzeni, rozumienia gry. Uważam, że drzemie w nim duży potencjał mimo tego, że zawsze warunki fizyczne miał gorsze od przeciwnika. Chociaż jest późno dojrzewającym zawodnikiem, urodzonym w grudniu, to bronił się rozumieniem gry i obserwacją sytuacji. Umiejętności techniczne, które wykorzystywał przy zmianie centrum gry, dawały odpowiedni balans i napędzały akcje zespołu. Był też dobry w destrukcji – w czasie gdy miałem przyjemność go trenować, notował sporo przechwytów. Jest dobrym duchem drużyny i zawodnikiem o potencjale, który może pokazać, że na wiele go stać

– przekazał nam obecny szkoleniowiec Lechii Zielona Góra.

W kolejnym sezonie był podstawowym zawodnikiem drużyny juniorów starszych, która jako beniaminek CLJ U-19 wywalczyła wicemistrzostwo Polski. Dorian był podstawowym zawodnikiem drużyny i zagrał również w 24 meczach.

– Uważam Doriana za zawodnika o bardzo dużym potencjale na pozycji numer „6” i „8”. Potrafi grać pod presją czasu i przestrzeni. Bardzo się cieszę, że zadebiutował w pierwszym zespole i mam nadzieję, że tych okazji do gry w będzie teraz znacznie więcej, bo naprawdę warto dawać szansę naszym wychowankom

– zakomunikował nam ówczesny szkoleniowiec ekipy Ryszard Pietraszewski.

Jesienią 2024 roku zadebiutował w rezerwach. Co ciekawe, powodem była jego czerwona kartka w meczu CLJ z Pogonią Szczecin. Ponieważ kara dotyczyła rozgrywek juniorskich, Markowski został oddelegowany do drużyny III ligi i w meczu wyjazdowym z Wartą Gorzów Wielkopolski w 88. minucie zmienił Jana Choderę. Był to jedyny występ w seniorach w tym sezonie. Na kolejne czekał do minionego weekendu.

Bieżący sezon zaczął w drużynie juniorów. Zawodnik urósł, dzięki czemu fizycznie wyglądał lepiej. Niestety na początku września doznał poważnej kontuzji i do końca roku już nie zagrał. Okres przygotowawczy rozpoczął w rezerwach i od początku imponował dobrą dyspozycją. Zaowocowało to zaproszeniem na obóz pierwszego zespołu w Jeleniej Górze (wraz z Przemysławem Mazanem). Od tego momentu sprawy nabrały przyspieszenia. Przed wznowieniem grania w I lidze Markowski został zgłoszony do rozgrywek. W Chorzowie zasiadł na ławce rezerwowych, ale w miniony weekend zaliczył dwa debiuty. W sobotę w II lidze zmieniając w 75. minucie w meczu rezerw z Podbeskidziem Bielsko-Biała Choderę, a w niedzielę w 87. minucie z Odrą zastąpił Michała Mokrzyckiego.

Bardzo cieszy fakt dania szansy debiutu w pierwszym zespole wychowankowi. Historia Markowskiego pokazuje, że upór, praca i konsekwencja w dążeniu do celu daje efekty. Mimo dużego talentu warunki fizyczne przez lata ograniczały mu szansę na pełen rozwój. Wielu zawodników w takiej sytuacji odpuszcza – obniża loty, narzeka, szuka innego klubu lub całkiem kończy z graniem. Pomocnik nie odpuścił i walczył. Miejmy nadzieję, że debiut nie będzie tylko epizodem.

Liczymy, że Markowski nie podzieli losów np. Filipa Gryglaka, bohatera równie zaskakującego debiutu. On również po ciężkiej kontuzji nieoczekiwanie zadebiutował w rezerwach, a dwa tygodnie później wystąpił w końcówce meczu Ekstraklasy z Cracovią. Był to jedyny występ w pierwszym zespole. Trzy lata później problemy z dyscypliną spowodowały rozwiązanie kontraktu. Obecnie 21-letni zawodnik pozostaje bez klubu.

Liczymy też, że w klubie postawią na rozwój kariery 18-latka, a on to wykorzysta. W poprzednim stuleciu siłą Śląska byli wychowankowie i zawodnicy z regionu. Od 2000 roku strzelających wychowanków Śląska było niewielu. Przypomnijmy historyczne zestawienie, które zaprezentowaliśmy jesienią 2023 roku.

Mamy też nadzieję, że kolejny mecz nastąpi szybciej niż na przykład u Ciućki, który po pochlebnych recenzjach za debiut z Miedzią Legnicą kolejny występ zaliczył w rewanżowym starciu z legnickim klubem.

Może w końcu wychowanek na dłużej zakotwiczy w macierzystym klubie. W ostatnich latach nie było o to łatwo. Sebastian Bergier grał ogony i zaczął strzelać gole po odejściu z klubu. Adrian Łyszczarz dostawał więcej szans, ale również rzadko w większym wymiarze czasowym. Mateusz Stawny zaliczył debiut przeciwko mistrzowi Polski, a potem dostał tylko jedną okazję do gry. Łukasz Gerstenstein więcej szans dostawał w odległym Mielcu niż macierzystym klubie. Przygoda Karola Borysa z pierwszym zespołem trwała około półtora roku, a ostania runda wyglądała, jakby klub zniechęcając go do siebie, chciał za wszelką cenę zarobić na transferze. Jakub Jezierski grał w Śląsku więcej, ale trwało to nieco ponad półtora roku. Podobnie Aleksander Paluszek, który spędził tu dwa sezony, a także Aleksander Wołczek, który zaliczył tylko dwa występy w Ekstraklasie, a obecnie jest wypożyczony do drugoligowej Sandecji Nowy Sącz. Liczymy, że na dłużej w Śląsku zostanie Krzysztof Kurowski, ale on również zbiera pochwały za pojedyncze występy i na kolejne czekał tygodniami. Tak naprawdę jedynie Piotr Samiec-Talar gra w drużynie dobrze i długo, ale on nie każdej definicji wychowanka odpowiada (trafił tu w wieku prawie 16 lat).

Autor

Jacek Bratek

Urodziłem sie w 1970 roku, a swój pierwszy mecz Śląska z trybun obejrzałem 23.04.1983 - na Oporowskiej z Szombierkami. (2:1, gole Faber i Tarasiewicz). W Śląsknecie jestem od 2002 roku. Piszę o młodzieży, oldbojach, futsalu i historii Śląska, którą się pasjonuję. Okazjonalnie także o AMP futbolu.

Śląsknet to kawał mojego życia i wielka pasja oraz super społeczność.

Staram się przynajmniej na poletku lokalnym (rzadziej jeżdżę na wyjazdy) realizować hasło "Jesteśmy zawsze tam, gdzie nasz Śląsk Wrocław gra". Jestem niemal na wszystkich meczach Śląska rozgrywanych w okolicy. Od młodzików, juniorów i zespół rezerwy, oldboje, futsal, AMP Futbol i coraz częściej piłka kobiet. Jedyną przeszkodą pójścia na mecz Śląska jest inny mecz Śląska grany o tej samej porze na innym obiekcie, Dlatego tak czekam na nowy obiekt Akademii. Przeciętny tydzień to około 10 meczów WKS-u odwiedzonych na żywo, średnia roczna to około 400 spotkań. Prowadzę dokładne statystyki i w ciągu ponad 43 lat byłem na ponad 5500 meczach Śląska (we wszystkich kategoriach). Może gdybym lata temu zadbał o jakąś dokładną dokumentację, byłbym w księdze Guinessa. Tak pozostaje mi od czasu do czasu Kufel Guinessa, inicjały te same.

Wierzę we wrocławską młodzież, o której dużo piszę i wyrażam własne zdanie i marzę o chwili, gdy ludzie wychowani w klubie ze Śląskiem w sercu będą stanowić o sile klubu. Szanuję tradycję i stąd mocne więzi z oldbojami. Od 5 lat jestem fanem Ślaskowego futsalu, szacunek i podziw wywołują wojownicy z AMP Futbolu.

Oprócz Śląska regularnie kibicuję i odwiedzam mecze Ślęzy i Polaru.

Bo po prostu - moje serce bije za Śląsk.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.