Redaktorski pojedynek: Czy Erik Exposito jest w stanie pobić wynik Marco Paixao?
fot.: Krzysztof Banasik
W nowym pojedynku zmierzą się ze sobą redaktorzy naszego portalu. Tym razem czas na debiutantów. Franciszek Wiatr i Dominik Mazur stoczą bój na argumenty. Rywalizować będą w kontekście tego, czy Erik Exposito jest w stanie pobić wynik strzelecki Marco Paixao z sezonu 2013/14, kiedy Portugalczyk 21 razy wpisał się na listę strzelców.
Ideą cyklu jest zestawienie ze sobą dwóch przeciwstawnych wizji moich rozmówców w danym temacie i zobaczyć, kto wyjdzie z tego pojedynku zwycięsko.
Doskonała forma Erika Exposito wzbudza wielki zachwyt, a w związku z tak dobrą dyspozycją Hiszpana pojawia się pytanie, czy ten będzie w stanie wyrównać lub przebić wynik bramkowy Marco Paixao z rozgrywek ekstraklasy 2013/14. Wiatr jest zdania, że 27-latek pobije dorobek starszego kolegi z Półwyspu Iberyjskiego. Mazur uważa odwrotnie i podkreśla wiele kwestii, dlaczego lider WKS-u takiego czynu nie dokona. Oto ich argumenty.
FRANCISZEK WIATR
Marco Paixao w sezonie 2013/14 przerastał ligę umiejętnościami i tak samo w tej rundzie jest z Erikiem Exposito, którego obrońcy rywali nie są w stanie zatrzymać. Mimo że Hiszpan nie będzie miał możliwości rozegrania tylu samo spotkań ligowych, co Portugalczyk, to myślę, że powinien pobić ustanowiony przez niego rekord.
Zacznijmy od najprostszej rzeczy – na tym samym etapie rozgrywek Exposito ma lepszy bilans od Paixao. W tym momencie kapitan Śląska ma 12 trafień w 14 meczach. Po tej samej liczbie meczów Paixao miał na koncie 9 goli. Średnia trafień na mecz Hiszpana w podobnym momencie sezonu jest wyższa niż portugalskiego snajpera o 0,21 gola na mecz (0,85 do 0,64).
Kolejną ważną sprawą jest to, że Exposito ma większy dorobek bramkowy w pojedynczych meczach. Najczęściej trafia do siatki rywala przynajmniej dwukrotnie. Ma już cztery dublety, a nie jesteśmy przecież w połowie sezonu. Dla porównania w kampanii 2013/14 ówczesny napastnik WKS-u miał jeden dublet i jednego hat-tricka. Hiszpan nie zamierza się zatrzymywać i cały czas dąży do poprawienia swojego dorobku. Jest drugi w liczbie oddanych strzałów ze wszystkich piłkarzy w lidze (39), pierwszy w liczbie celnych uderzeń (25) i ma największy wskaźnik oczekiwanych bramek w całej ekstraklasie (8,50).
Kolejnym aspektem jest odpowiedzialność za drużynę. Odkąd Exposito ma opaskę kapitańską, stara się ciągnąć drużynę, ile ma sił. Czuje się jej zdecydowanym liderem, który próbuje napędzać ataki wtedy, kiedy drużynie gra się nie klei. Uważam, że przewyższa pod tym względem Paixao, który nie brał na siebie ciężaru gry w taki sposób i nie kreował on sobie tylu sytuacji, co obecna gwiazda WKS-u. Ciężar opaski kapitańskiej „nakręca” Hiszpana, co powoduje, że jego chęć zdobywania goli i ciąg na bramkę rywala jest coraz większy.
Exposito nie pęka, kiedy stawka meczu jest większa. Dublety ustrzelone na Tarczyński Arena, to spotkania z Lechem, Jagiellonią i Legią, czyli czołówką ligi. Dodatkowo strzelił po bramce w meczach z ŁKS-em i Górnikiem, kiedy na trybunach zgromadziło powyżej 20 tysięcy widzów. Trafił również do siatki Zagłębia w derbach. Dodatkowa presja mu nie przeszkadza. Jest w stanie pociągnąć drużynę w starciach, które przez lata paraliżowały piłkarzy, ubierających koszulkę WKS-u, bo za takie można uznać większość meczów, kiedy na stadionie pojawiło się więcej kibiców niż zazwyczaj.
W tym sezonie odmieniony Expostio przestał być zawodnikiem chimerycznym. Paixao w ogóle nim nie był, ale w kontekście obecnego kapitana jest to o tyle ważne, że w poprzednich latach jego dorobek strzelecki zatrzymywał się, gdyż miewał zbyt długie serie bez zdobytej bramki. W obecnej kampanii ekstraklasy najdłużej bez gola wytrzymał dwa mecze. Nowy, lepszy Exposito zdobędzie przynajmniej 22 bramki i zapisze się złotymi zgłoskami w historii klubu.
DOMINIK MAZUR
Erik Exposito na ten moment, czyli listopad 2023 roku, przerasta polską ligę. Trzeci raz z rzędu zdobył nagrodę dla piłkarza miesiąca ekstraklasy i jest liderem klasyfikacji strzelców z imponującym bilansem 12 goli w 14 spotkaniach. Dużo bardziej kuszące byłoby dać się ponieść fantazji i uznać, że rewelacyjny Hiszpan przebije magiczną barierę 21 bramek i pobije rekord strzelecki Marco Paixao z sezonu 2013/14. Po 14. kolejkach niełatwo jest spekulować, ale czasem i takich – oby nie z gatunku tych karkołomnych – dziennikarskich rozważań trzeba się podjąć. Im dłużej zastanawiam się nad kwestią pobicia rekordu Paixao przez Exposito, dochodzę do wniosku, że kapitanowi Śląska Wrocław ta sztuka się nie uda.
Torreador z Wrocławia w trakcie poprzednich czterech sezonów w barwach Śląska nigdy nie strzelił więcej niż 11 goli w lidze. Udało mu się ustanowić indywidualny rekord, dzięki trafieniu w ostatnim meczu z ŁKS-em. To naturalnie znakomity prognostyk na dalszą część rozgrywek, ale do końca sezonu jeszcze 20 kolejek. Erik Exposito zdobywa do tej pory 0,85 gola na mecz. Aby zdobyć minimum 22 bramki wymagane do pobicia rekordu Paixao, Hiszpan musiałby utrzymać średnią na poziomie 0,64, czyli trafiać do siatki nieco częściej niż co dwa spotkania. Nigdy wcześniej w karierze nie wykręcił takiego wyniku i nie sądzę, by udało się to akurat w tym sezonie tylko dlatego, że to jedynie czysto teoretycznie może być ten sezon.
Można bowiem mnożyć superlatywy podkreślające wyjątkowość 27-latka, ale nie ma co się oszukiwać, że kryzys strzelecki w końcu nadejdzie. Podobnie jak ten zespołowy. A Exposito nigdy nie był i nie będzie jednoosobową maszyną do strzelania goli. Potrzebuje dobrej dyspozycji kolegów z linii pomocy np. Nahuela Leivy, by wciąż seryjnie trafiać do siatki rywali. Co jednak ważniejsze w kontekście ewentualnego pobicia rekordu i sięgnięcia po koronę króla strzelców, sam zainteresowany utrzymuje, że indywidualne laury obchodzą go jedynie wtedy, gdy będzie to oznaczało pomoc zespołowi. Nie stawia też sobie indywidualnych limitów ani zadań, co podkreślał w wywiadzie przeprowadzonym przez Leszka Orłowskiego, dziennikarza Tygodnika „Piłka Nożna”.
– Marzę o zdobyciu tytułu króla strzelców, ale tylko w tym sensie, że gdybym nim został, to by oznaczało, że bardzo pomogłem drużynie. Ważne jest zwycięstwo w meczu, a jako napastnik najbardziej mogę się do niego przyczynić, strzelając gola albo wykonując asystę, bo to jest moja praca. Nie wiem, ile goli chciałbym mieć na koniec sezonu. Nie stawiam sobie limitów ani zadań
– mówił Exposito.
Można oczywiście uznać, że to typowe piłkarskie gadanie. Okrągłe zdania ukrywające prawdziwe ambicje. Z tej i innych wypowiedzi wyłania się jednak obraz kapitana Śląska, który nie jest zafiksowany na punkcie wykręcenia jak najlepszej średniej bramek. Priorytetem jest dla niego sukces drużyny, za którą czuje się mocno odpowiedzialny. – Mogę pomóc w zwycięstwie, strzelając gola albo dokładając asystę. Nie ma tam nic w stylu: – Oddajcie mi piłkę, wykręcimy wynik na mistrza i wtedy w glorii i chwale i pobicia strzeleckich rekordów się z wami pożegnam. Śląsk w tym sezonie to w końcu kolektyw z wybijającymi się jednostkami, a nie zlepek piłkarzy, którzy dopiero, jeśli błysną, to mogą pomóc wygrać mecz. A (wreszcie!) ambitna postawa kapitana obdarzonego zaufaniem przez Jacka Magierę jest tego ważnym przykładem.
Ostatnim wątkiem jest zdrowie Exposito. Ktoś powie, że pod koniec zeszłego sezonu mając złamane palce obu dłoni, wyczerpał już limit pecha, ale to przecież tylko pobożne życzenia. W każdym meczu toczy wiele pojedynków z obrońcami i często rywale muszą uciekać się do nieprzepisowych zagrań, by go powstrzymać. Brak reakcji ze strony arbitra na ewentualne faule na Exposito jest często przedmiotem protestów ze strony sztabu Jacka Magiery. Wszyscy we Wrocławiu zdają sobie sprawę, że jeżeli Hiszpan wypadnie z gry na dłużej, to kryzys formy w zespole wydaje się murowany. Tak więc kwestia pobicia klubowego rekordu strzeleckiego stoi pod dużym znakiem zapytania, gdy należy się do jednych z najczęściej faulowanych napastników w lidze.
