Szalony to był rok... (FELIETON)
fot.: Paweł Kot
Niektórzy, by doświadczyć huśtawki nastrojów potrzebują 50 twarzy Greya. U nas, we Wrocławiu, wystarczą dwie twarze Śląska, w dodatku skrajnie przeciwne. W skrócie - szalony to był rok, nie zapomnę go nigdy.
Dosyć długo docierał do mnie fakt, że Śląsk kończy 2023 rok jako lider Ekstraklasy. Powodem było to, co działo się w rundzie wiosennej zeszłego sezonu. Wiedziałem, że przyjście do klubu Jacka Magiery, Davida Baldy oraz Patryka Załęcznego da efekty. Spodziewałem się raczej, że dostrzeżemy je najwcześniej w nadchodzącym roku. Tymczasem nawet się nie skończył 2023, a ja jestem mile zaskoczony, że zmiana nastąpiła niemal od razu. To nie jest ten sam Śląsk, który mogliśmy oglądać od stycznia do maja. To jest zespół, który przeszedł niesamowitą metamorfozę piłkarską oraz wizerunkową i z tego powodu powinien wzbudzać i wzbudza respekt w całym kraju. Ci, którzy uważnie śledzili Ekstraklasę, mogli zaobserwować, jak WKS pada na kolana i jak błyskawicznie z nich wstaje. Błyskawicznie, bo w przeciągu kilku miesięcy, które zapiszą się w historii wrocławian.
Rok 2023 przywitał nas mocnym plaskaczem, a w zasadzie to trzema, bo w pierwszym meczu Śląsk przegrał z Zagłębiem Lubin 0:3. Mistrzostwa świata, długa przerwa od Ekstraklasy i udane sparingi w styczniu przyćmiły nam przykrą rzeczywistość, w którą nas sprowadziły te nieszczęsne derby. Przykro się na to patrzyło, bo ten mecz pokazał, że sytuacja nie uległa poprawie. Później były zwycięstwa z Pogonią Szczecin (2:0) i Lechem Poznań (2:1), ale to miało miejsce w lutym, a do następnej wygranej sporo się wydarzyło. Śląsk dostał w trąbę między innymi od KKS-u Kalisz (0:3), Rakowa Częstochowa (1:4) i Warty Poznań (1:3). Pominę pozostałe spotkania, które można opisywać raczej w samych negatywach. Same remisy i porażki. Po starciu z Warciarzami doszło do zwolnienia Ivana Djurdjevicia. Czy zasłużenie? Moim zdaniem tak. Problemem Serba był brak zdolności motywacyjnych. Gdy Wojskowi wygrywali, trener nie umiał zmotywować zawodników do podtrzymywania dobrej passy. Gdy przyszły serie porażek, Djurdjević nie umiał oczyścić głów swoich podopiecznych. W piłce nożnej mentalność bywa ważniejsza od umiejętności. Taka sytuacja miała miejsce wiosną i dlatego Djurdjeviciowi się oberwało, opuścił ławkę trenerską. Klub chwilę wcześniej pożegnał się z dyrektorem sportowym, swoją legendą, Dariuszem Sztylką. We Wrocławiu potrzebowano prawdziwego mentora, który pomoże zawodnikom rozwijać się nie tylko piłkarsko, ale też mentalnie. Od początku byłem za powrotem Jacka Magiery. Nie dość, że idealnie pasuje do powyższej charakterystyki, to jeszcze miał ważny kontrakt z klubem. Ucieszyłem się, gdy trener zgodził się wrócić do Śląska, bo przecież nie musiał, co by było w jakimś stopniu zrozumiałe. Sześć kolejek do końca sezonu, a zespół tkwi w strefie spadkowej, ma ciężki terminarz, jest kompletnie bez formy i od dwóch miesięcy pozostaje bez zwycięstwa.
Wojskowi pod wodzą nowego-starego trenera przegrali dwa pierwsze spotkania (z Górnikiem i Radomiakiem), a trzecie zremisowali. Niektórzy już zaczęli zapoznawać się z potencjalnymi rywalami w I lidze, ale nie Jacek Magiera. Po remisie z Jagiellonią miałem okazję przysłuchiwać się wywiadowi, jakiego udzielał mojemu redakcyjnemu koledze Marcinowi Polańskiemu. Dostrzegłem, że Magiera serio wierzy w utrzymanie Śląska i serio chce do tego doprowadzić. Trener "Magic" zrobił to, czego nie potrafił Djurdjević, czyli dotarł do głów zawodników i dał im wiarę, że nie wszystko stracone. Pierwszy raz od 2021 roku udało się wygrać dwa mecze z rzędu, co okazało się kluczem do utrzymania. Utrzymania, bez którego nie mówilibyśmy dziś o największej przemianie WKS-u w swojej historii.
Wraz z nowym sezonem nadeszły nowe porządki w klubowych strukturach. Przyszedł David Balda, co do którego sporo osób miało wątpliwości. Nie rozumiałem, dlaczego krytycy oceniają z góry, zamiast rozliczać Baldę z wykonanej roboty. Z czasem ta robota zaczęła być obiecująca. Odejścia mało użytecznych Verdaski, Garcii i Quintany oraz podpisywanie z nowymi zawodnikami krótkich umów z opcją przedłużenia były oznaką profesjonalizmu ze strony klubu. Tego brakowało w poprzednich latach. Ściągane nie były gwiazdy czy wielcy panowie piłkarze, tylko zawodnicy z potencjałem, do których trzeba było dotrzeć, których trzeba było wkomponować w koncepcję de facto nowopowstającego składu. W międzyczasie Śląsk zasilił Patryk Załęczny, który miał za zadanie odbudować relację klubu z kibicami. Trzeba przyznać, że wyszło mu to perfekcyjnie, dlatego też zasłużył na fotel prezesa. Event w HotSpocie czy spotkanie z zawodnikami w stadionowym pubie to rzeczy, których wcześniej brakowało, gdy Śląsk był zamkniętą i odgrodzoną fortecą. W WKS-ie zjawili się ludzie chcący być blisko kibiców. To była ogromna zmiana na plus, pozostawały jeszcze kwestie piłkarskie, które na początku nie wyglądały zbyt dobrze. Po trzech pierwszych meczach bieżącego sezonu Śląsk znajdował się w strefie spadkowej z jednym punktem na koncie. Początki złego miały miejsce jeszcze 2 października 2021 roku, kiedy Śląsk przegrał z Lechem 0:4. Nastąpiła desperacka walka o utrzymanie i pojedyncze zwycięstwa. Aż nadszedł dzień 20 sierpnia tego roku, czyli kolejna potyczka z Kolejorzem, w której tym razem to Trójkolorowi okazali się pogromcami wygrywając 3:1. Od tamtej pory zespół trenera Magiery nie przegrał ani jednego ligowego starcia. Ciekawy przypadek, gdy Lech po raz kolejny okazuje się punktem zwrotnym w postawie Śląska, nieprawdaż?
To jest wręcz niebywałe, co się dzieje ze Śląskiem w tym sezonie. 16 meczów z rzędu bez porażki, pierwsze miejsce w tabeli, dwa sold outy, skuteczna defensywa i zabójczy Erik Exposito. To jest zespół, o jakim każdy wrocławianin śnił przez dwa poprzednie lata walki o utrzymanie. Nie będę się rozpisywał o tym, czy to kwestia szczęścia, bo szczęście to można mieć w loterii, ale nie na boisku, gdzie nie przegrało się od SZESNASTU kolejek. Pobrudzone niegdyś zbroje obecnie rażą przeciwników po oczach swoim blaskiem. Letnie transfery okazały się strzałem w dziesiątkę, Petkow i Pokorny wymiatają, Macenko i Samiec-Talar okazali się odkryciami rundy, Nahuel wszedł w buty Johna Yeboaha i tworzy wspaniały duet z wrocławskim kapitanem, który zmierza po tytuł ligowego króla strzelców. Rzuca się też w oczy ciekawa rzecz. Oglądając wszystkie mecze wrocławian można zauważyć, że zawodnikom naprawdę zależy na dobrym rezultacie co przyznajmy, nie zawsze w Śląsku miało miejsce. Przykładami tego mogą być Aleks Petkow mobilizujący resztę w końcówce meczu z Cracovią (1:0), czy Exposito przemawiający na osobności do Samca-Talara.
Największy wkład w ten sukces na półmetku sezonu mają przede wszystkim trzej panowie: Magiera, Balda i Załęczny, którzy dopasowali się niczym klocki Lego. Magiera zadbał o to, żeby wykorzystać potencjał każdego zawodnika i złączyć całość w niepokonaną drużynę, Balda znalazł Magierze odpowiednich zawodników, a Załęczny zbliżył klub do kibiców, organizując rózne akcje: prezentacja drużyny w HotSpocie, spotkanie w pubie, jazdy tramwajem, zwiedzanie muzeum, dzwonienie do kibiców, wizyta na jarmarku, śniadanie prasowe. Wszystko to w efekcie zbudowało pozytywny wizerunek Śląska, który jest na podium, także jeśli chodzi o aktywność w mediach społecznościowych.
Zielono-biało-czerwoni, #TRÓJKOLOROWI Trzy kolory, jedna wizja, jeden cel, jedno miasto
— Patryk Załęczny (@pzaleczny) December 18, 2023
Hej Śląsk pic.twitter.com/NKssylP6Ak
Cieszmy się tą chwilą. Cieszmy się jak najdłużej, bo najmłodsi kibice w końcu mogą poczuć, jakie emocje towarzyszyły wrocławianom w sezonach mistrzowskich, dla trochę starszych sympatyków jest to okazja na powspominanie największych sukcesów Śląska, a dla nas wszystkich jest to nagroda za cierpienia kibicowskie w trakcie ostatnich niełatwych sezonów. Rok 2023 był sporym przełomem, wyciągnięciem wniosków i przede wszystkim skutecznym w działaniach ku poprawie sytuacji. Jestem dumny z tego, co obecnie dzieje się w Śląsku i chcę, by to trwało. Z okazji Nowego Roku życzę sobie, Wam kibicom, piłkarzom, sztabowi trenerskiemu i innym osobom z klubu, żeby w 2024 Śląsk miał jedną twarz - tą z drugiego półrocza, a przede wszystkim życzę tego, żebyśmy wszyscy spotkali się w maju na Rynku, by fetować zdobycie trzeciego mistrzostwa Polski. Do tego jeszcze długa i kręta droga, ale w naszym zasięgu. Hej Śląsk!
