Będzie sponsor czy nie będzie?
Teraz ma być inaczej, choć Cymanek wcale nie jest wielkim optymistą. Różnie może się to potoczyć. Już wiele razy nasze nadzieje okazywały się płonne, więc teraz wolę do całej sprawy podchodzić z większym dystansem - uzasadnia swoją wstrzemięźliwość. Faktyczne powody trudnego do ukrycia sceptycyzmu mogą jednak tkwić gdzie indziej. Bardzo dużo bowiem zależy od reakcji władz miejskich, które musiałyby przekazać stadion przy ulicy Oporowskiej w długoletnią dzierżawę Sportowej Spółce Akcyjnej Śląsk lub innemu podmiotowi (np. stowarzyszeniu), ściśle związanemu z piłkarskim klubem. Innymi słowy musi respektować jego działalność statutową. Deklaracja woli miejskich władz już została sporządzona na piśmie, w formie listu intencyjnego. Został on przekazany zagranicznym biznesmenom. Trudno jednak powiedzieć, jaką wywoła reakcję. W każdym razie może się okazać, że inwestor będzie rozczarowany, ponieważ spodziewał się bardziej konkretnej propozycji, a nie w gruncie rzeczy wciąż pustych deklaracji. Przypomnijmy - jeszcze wiosną Agencja Mienia Wojskowego chciała obiekt sprzedać miastu za dziewięć milionów złotych. Cena była absolutnie nie do przyjęcia dla władz Wrocławia, ale po żmudnych pertraktacjach wypracowano kompromis i stadion przy Oporowskiej został skomunalizowany w wyniku transakcji bezgotówkowej: w formie rekompensaty miasto obiecało AMW grunty przy ulicy Zwycięskiej. Niewątpliwie miasto przejęło stadion po to, by w dalszym ciągu korzystał z niego Śląsk. Pochodną tego faktu jest więc perspektywa nowej sytuacji własnościowej, która sprawia, że na wrocławski pierwszoligowy klub chętniej zaczęli spoglądać potencjalni sponsorzy. Ale potrzebują oni bardzo konkretnych gwarancji i zabezpieczeń. Dopiero wtedy mogą wykładać pieniądze na modernizację stadionu, którego byliby współwłaścicielami i inwestować w sam zespół, ponieważ to by się im po prostu opłacało. Mówimy o ludziach, którzy chcą zrobić normalny handlowy interes - podkreśla Cymanek. Już kilka razy byli na meczach Śląska, ale chyba nie mają dobrych wspomnień z tych wizyt. To prawdziwy pech, że zostali zaproszeni między innymi na spotkanie z Pogonią Szczecin, które na blisko pół godziny zostało przerwane w wyniku skandalicznego zachowania kibiców. Zdegustowanych inwestorów naprawdę nie interesowało, kto kogo sprowokował. Jeszcze w trakcie meczu skonsternowani opuszczali trybuny. Przyjechali też na ostatni jesienny mecz do Zabrza i znowu byli zniesmaczeni. Tym razem z powodu fatalnej postawy Śląska. Zadeklarowali jednak, że temat inwestowania w Śląsku wciąż jest aktualny. Niezależnie od tego, jakie będą ostateczne wyniki rozmów, w pewnym momencie ujawnimy wszystkie dokumenty, które wymienialiśmy w trakcie rozmów i negocjacji. Nie widzę powodów, aby cokolwiek ukrywać przed opinią publiczną - zaznacza prezes Śląska.
źródło: Przegląd Sportowy