Blisko porozumienia

Przejęcie Śląska Wrocław przez grupę nowych inwestorów jest bardzo bliskie finalizacji. Era prezesa Janusza Cymanka nieuchronnie zbliża się do końca. Jeszcze na początku tygodnia mówiłem, że szanse przejęcia Śląska oceniam 50 na 50. Teraz wszystko widzę bardziej optymistycznie. Dlatego dziś obstawiam 75:25 procent na to, że dojdziemy do porozumienia - podkreśla Andrzej Kuchar, prezes Telewizji Dolnośląskiej. Wszystko wskazuje, że kilkutygodniowe negocjacje dotyczące wejścia w piłkarski Śląsk nowych inwestorów, reprezentujących poważny kapitał, zakończą się sukcesem. Wczoraj doszło do kolejnego spotkania obecnych i najprawdopodobniej przyszłych właścicieli Śląska. Grupę inwestorów reprezentowali: Andrzej Kuchar, Andrzej Rusko oraz Grzegorz Schetyna. Ze strony Śląska w rozmowach uczestniczyli prezesi: Janusz Cymanek, Bogdan Ludkowski i Jan Caliński oraz jeden z głównych akcjonariuszy spółki Ryszard Sobiesiak.


 

Jest dobrze - ocenił rozmowy wiceprezes Śląska Bogdan Ludkowski. Zgodnie współpracujemy i myślę podobnie jak pan prezes Andrzej Kuchar, że dojdziemy do porozumienia.

Jednak przedstawiciele obydwu stron bardzo dyplomatycznie wypowiadają się o szczegółach rozmów.

Na razie opracowaliśmy projekt wstępnego porozumienia - tłumaczy Andrzej Kuchar. Ale to jeszcze nie koniec ustaleń. Oczywiście potrzebne jest zaakceptowanie wszystkich postanowień oraz podpisanie ostatecznej umowy. Jesteśmy w ciągłym kontakcie i pewne dokumenty będziemy teraz przesyłać do siebie pocztą elektroniczną. Najważniejsze, aby wszelkie ustalenia zostały teraz uznane i podpisane - podkreśla Kuchar.

Tylko nieoficjalnie można się domyślać, że głównym tematem negocjacji jest zadłużenie Śląska oraz suma, za jaką nowi inwestorzy przejmą klub. Ale nikt z prezesów i inwestorów nie chce oficjalnie wypowiadać się na ten temat. Jednak nie jest tajemnicą, że wrocławski klub jest zadłużony na wiele milionów złotych i jeśli nie dojdzie do przejęcia spółki, może to być równoznaczne z upadkiem piłkarskiego Śląska.

Nowi inwestorzy reprezentowani przez - Schetynę, Ruskę, Kuchara oraz posła SLD Jana Chaładaja nie ujawniają jeszcze żadnych konkretów dotyczących firm, które miałyby zainwestować w piłkarzy Śląska. Ale wiadomo, że do wrocławskiego klubu może napłynąć potężny kapitał, pochodzący od najbogatszych firm i osób w Polsce. Nie bez powodu kilka dni temu Grzegorz Schetyna mówił w "Gazecie", że chcemy, aby Śląsk szybko wrócił do I ligi, a w niedalekiej przyszłości powalczył o mistrzostwo Polski. Osoby reprezentujące nowych inwestorów gwarantują, że są duże szanse na zrealizowanie tak optymistycznego scenariusza.

Na razie wypowiedzi biznesmenów i działaczy są wyjątkowo dyplomatyczne i głownie dotyczą kwestii pomocy finansowej, jaka ma być udzielona piłkarskiemu Śląskowi. Jednak w tym wszystkim sprawą fundamentalną jest kwestia przejęcia udziałów i władzy w sportowej spółce akcyjnej Śląsk Wrocław. Oczywiście, wszelkie rozmowy dotyczą transakcji sprzedaży akcji przez obecnych właścicieli klubu, co równoznaczne jest z definitywnym odejściem ze Śląska takich osób, jak prezes Janusz Cymanek. Nie zamierzam kandydować do nowego zarządu - powiedział wczoraj Polskiej Agencji Prasowej Cymanek.

Możliwość takiego rozwoju wypadków potwierdza wiceprezes Bogdan Ludkowski. O sprzedaży akcji podczas piątkowego spotkania nie rozmawialiśmy, ale nie widzę w tym żadnego problemy. Uważam, że obecni akcjonariusze pozbędą się akcji Śląska - przyznaje.

Problemem może być jednak osoba niemieckiego akcjonariusza Hermana Tecklemburga, który od początku powstanie SSA Śląsk Wrocław posiada 30 procent udziałów w spółce, ale jest akcjonariuszem biernym, który w żaden sposób nie finansuje klubu. Czy istniej problem Tecklemburag? Jestem przekonany, że uda się nam go przekonać do sprzedaży swoich udziałów - optymistycznie komentuje wiceprezes Ludkowski.

Wszystko ma się wyjaśnić do najbliższego poniedziałku. W ten dzień zapadną ostateczne decyzje.

Poniedziałek jest dla nas terminem granicznym - przyznaje prezes Kuchar. Wówczas podejmiemy decyzję, że idziemy albo w prawo, albo w lewo i na ten dzień zaplanowaliśmy już konferencję prasową dla dziennikarzy. Jeżeli w poniedziałek nie podpiszemy porozumienia, to nasze wejście w Śląsk nie będzie miało sensu, gdyż istnieje groźba, że w klubie nie będzie już żadnych piłkarzy - tłumaczy.

Te słowa prezesa Kuchara odnoszą się do sytuacji piłkarzy, którzy od dawna czekają na zaległe raty kontraktowe i premie meczowe. Obecni prezesi Śląska nie mają żadnych pieniędzy i nie są w stanie spłacić tych zaległości. Zdesperowani piłkarze grożą, że być może zdecydują się wnieść skargę do PZPN i żądać od związku rozwiązania ważności ich kontraktów ze Śląskiem. Przy takim scenariuszu wielu graczy Śląska stałoby się właścicielami swoich kart zawodniczych i beż żadnej sumy transferowej mogłoby odejść do innych klubów.

Wczoraj prezes Śląska Janusz Cymanek spotkał się w tej sprawie z piłkarzami Śląska. Prezes stwierdził, że jeśli nowi inwestorzy wejdą w klub, to nasze zaległości mają zostać wypłacone do końca czerwca - opowiada jeden z graczy Śląska proszący o anonimowość. Oczywiście, sam nie miał dla nas żadnych pieniędzy. Nie ukrywam, że większość zespołu jest już zdesperowana. Czekamy na to, co się stanie i wierzymy, że nowe osoby przejmą Śląsk. Bo już gorzej w klubie być nie może - przyznaje zawodnik Śląska.

W tym samym czasie kapitan zespołu Sławomir Nazaruk - jako przedstawiciel drużyny - rozmawiał z nowymi inwestorami: Andrzejem Kucharem, Andrzejem Ruską i Sławomirem Nazarukiem. Ci prezesi udowodnili, że prowadząc swoje klubu, potrafią sięgać po najwyższe sukcesy. Ale na razie w sprawie naszych zaległości nie było żadnych konkretów. Usłyszałem tylko, że nowi inwestorzy nie przejęli jeszcze klubu, a o naszych zaległościach będziemy mogli porozmawiać dopiero wtedy, gdy zmiany władzy w klubie staną się faktem - mówi Sławomir Nazaruk.

źródło: Gazeta Wyborcza

Autor

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.