Blisko porozumienia
Jest dobrze - ocenił rozmowy wiceprezes Śląska Bogdan Ludkowski. Zgodnie współpracujemy i myślę podobnie jak pan prezes Andrzej Kuchar, że dojdziemy do porozumienia.
Jednak przedstawiciele obydwu stron bardzo dyplomatycznie wypowiadają się o szczegółach rozmów.
Na razie opracowaliśmy projekt wstępnego porozumienia - tłumaczy Andrzej Kuchar. Ale to jeszcze nie koniec ustaleń. Oczywiście potrzebne jest zaakceptowanie wszystkich postanowień oraz podpisanie ostatecznej umowy. Jesteśmy w ciągłym kontakcie i pewne dokumenty będziemy teraz przesyłać do siebie pocztą elektroniczną. Najważniejsze, aby wszelkie ustalenia zostały teraz uznane i podpisane - podkreśla Kuchar.
Tylko nieoficjalnie można się domyślać, że głównym tematem negocjacji jest zadłużenie Śląska oraz suma, za jaką nowi inwestorzy przejmą klub. Ale nikt z prezesów i inwestorów nie chce oficjalnie wypowiadać się na ten temat. Jednak nie jest tajemnicą, że wrocławski klub jest zadłużony na wiele milionów złotych i jeśli nie dojdzie do przejęcia spółki, może to być równoznaczne z upadkiem piłkarskiego Śląska.
Nowi inwestorzy reprezentowani przez - Schetynę, Ruskę, Kuchara oraz posła SLD Jana Chaładaja nie ujawniają jeszcze żadnych konkretów dotyczących firm, które miałyby zainwestować w piłkarzy Śląska. Ale wiadomo, że do wrocławskiego klubu może napłynąć potężny kapitał, pochodzący od najbogatszych firm i osób w Polsce. Nie bez powodu kilka dni temu Grzegorz Schetyna mówił w "Gazecie", że chcemy, aby Śląsk szybko wrócił do I ligi, a w niedalekiej przyszłości powalczył o mistrzostwo Polski. Osoby reprezentujące nowych inwestorów gwarantują, że są duże szanse na zrealizowanie tak optymistycznego scenariusza.
Na razie wypowiedzi biznesmenów i działaczy są wyjątkowo dyplomatyczne i głownie dotyczą kwestii pomocy finansowej, jaka ma być udzielona piłkarskiemu Śląskowi. Jednak w tym wszystkim sprawą fundamentalną jest kwestia przejęcia udziałów i władzy w sportowej spółce akcyjnej Śląsk Wrocław. Oczywiście, wszelkie rozmowy dotyczą transakcji sprzedaży akcji przez obecnych właścicieli klubu, co równoznaczne jest z definitywnym odejściem ze Śląska takich osób, jak prezes Janusz Cymanek. Nie zamierzam kandydować do nowego zarządu - powiedział wczoraj Polskiej Agencji Prasowej Cymanek.
Możliwość takiego rozwoju wypadków potwierdza wiceprezes Bogdan Ludkowski. O sprzedaży akcji podczas piątkowego spotkania nie rozmawialiśmy, ale nie widzę w tym żadnego problemy. Uważam, że obecni akcjonariusze pozbędą się akcji Śląska - przyznaje.
Problemem może być jednak osoba niemieckiego akcjonariusza Hermana Tecklemburga, który od początku powstanie SSA Śląsk Wrocław posiada 30 procent udziałów w spółce, ale jest akcjonariuszem biernym, który w żaden sposób nie finansuje klubu. Czy istniej problem Tecklemburag? Jestem przekonany, że uda się nam go przekonać do sprzedaży swoich udziałów - optymistycznie komentuje wiceprezes Ludkowski.
Wszystko ma się wyjaśnić do najbliższego poniedziałku. W ten dzień zapadną ostateczne decyzje.
Poniedziałek jest dla nas terminem granicznym - przyznaje prezes Kuchar. Wówczas podejmiemy decyzję, że idziemy albo w prawo, albo w lewo i na ten dzień zaplanowaliśmy już konferencję prasową dla dziennikarzy. Jeżeli w poniedziałek nie podpiszemy porozumienia, to nasze wejście w Śląsk nie będzie miało sensu, gdyż istnieje groźba, że w klubie nie będzie już żadnych piłkarzy - tłumaczy.
Te słowa prezesa Kuchara odnoszą się do sytuacji piłkarzy, którzy od dawna czekają na zaległe raty kontraktowe i premie meczowe. Obecni prezesi Śląska nie mają żadnych pieniędzy i nie są w stanie spłacić tych zaległości. Zdesperowani piłkarze grożą, że być może zdecydują się wnieść skargę do PZPN i żądać od związku rozwiązania ważności ich kontraktów ze Śląskiem. Przy takim scenariuszu wielu graczy Śląska stałoby się właścicielami swoich kart zawodniczych i beż żadnej sumy transferowej mogłoby odejść do innych klubów.
Wczoraj prezes Śląska Janusz Cymanek spotkał się w tej sprawie z piłkarzami Śląska. Prezes stwierdził, że jeśli nowi inwestorzy wejdą w klub, to nasze zaległości mają zostać wypłacone do końca czerwca - opowiada jeden z graczy Śląska proszący o anonimowość. Oczywiście, sam nie miał dla nas żadnych pieniędzy. Nie ukrywam, że większość zespołu jest już zdesperowana. Czekamy na to, co się stanie i wierzymy, że nowe osoby przejmą Śląsk. Bo już gorzej w klubie być nie może - przyznaje zawodnik Śląska.
W tym samym czasie kapitan zespołu Sławomir Nazaruk - jako przedstawiciel drużyny - rozmawiał z nowymi inwestorami: Andrzejem Kucharem, Andrzejem Ruską i Sławomirem Nazarukiem. Ci prezesi udowodnili, że prowadząc swoje klubu, potrafią sięgać po najwyższe sukcesy. Ale na razie w sprawie naszych zaległości nie było żadnych konkretów. Usłyszałem tylko, że nowi inwestorzy nie przejęli jeszcze klubu, a o naszych zaległościach będziemy mogli porozmawiać dopiero wtedy, gdy zmiany władzy w klubie staną się faktem - mówi Sławomir Nazaruk.
źródło: Gazeta Wyborcza