Całym sercem za Śląskiem
Do momentu odniesienia kontuzji, Robert Rosiński był podstawowym zawodnikiem Śląska w rundzie jesiennej (od pierwszej minuty w 11 kolejkach). Gdy wrócił do gry wydawało się, że wszystko co złe ma już za sobą. Niestety, problemy z przywodzicielem znów dały o sobie znać i „Rosa” nie poleciał na Cypr. Niedawno piłkarz, któremu kontrakt z wrocławskim klubem wygasa w czerwcu poddał się operacji i zapewnia, że nie musi się martwić o przyszłość.Jak się Pan czuje? Operacja się udała?
R. Rosiński: - Czuje się dobrze, operacja się powiodła i wszystko zmierza w dobrym kierunku. Jak doznał Pan kontuzji?
- To było pod koniec tamtej rundy. W czasie ruchu strzeliła mi noga, przestałem trenować i grać. Dostawałem zastrzyki i jakoś dotrwałem do końca jesieni. Później pojechałem do Ameryki i było wszystko dobrze, w Zieleńcu też normalnie trenowałem. Nic mnie nie bolało, ale wszystko wróciło w czasie sparingu z Opavą.
Kiedy kibice znów będą mogli zobaczyć Roberta Rosińskiego na boisku?
Myśle, że za dwa miesiące, ale nic nie mogę obiecać bo jeden organizm regeneruje się szybciej, drugi wolniej.
W czerwcu kończy się Panu kontrakt, czy były prowadzone już jakieś rozmowy w sprawie jego przedłużenia?
Nie. Co do mojej osoby to nie i wiem, że z paroma chłopakami, którym też kończą się kontrakty również nikt nie rozmawiał. Ale np. Jakub Małecki i Krzysztof Szewczyk nie muszą się już o to martwić i mogą spokojnie dochodzić do formy po ciężkich kontuzjach. Uważam, że jeśli będę zdrowy, to nie mam się czego obawiać. Czy będę grał przy Oporowskiej czy gdzie indziej- bo mam oferty- to już życie pokaże.
Jeśli by to tylko od Pana zależało to chciałby pan zostać w Śląsku?
Naturalnie, jestem wrocławianinem i całym sercem jestem za Śląskiem, ale tak jak już mówiłem zobaczymy jak życie się potoczy.