Chłodnym okiem: Przyjacielskie porachunki?

Wbrew pozorom nie jest to tytuł tandetnej brazylijskiej telenoweli, ale odniesienie do sytuacji, przed która stanęli zawodnicy Śląska Wrocław przed meczem z Wisłą Kraków. Od wielu tygodni wiadomo, że WKS rozdaje karty w walce o mistrzostwo i niektórzy zaczęli nawet podejrzewać, iż w związku z tym mogą podrzucić zaprzyjaźnionej „Białej Gwieździe” asa z rękawa. Dla wielu kibiców sytuacja przestała być taka oczywista, gdy przypomniano o spotkaniu z 1982 roku, kiedy to krakowianie, nie zważając na nic pokonali walczącego wówczas o tytuł Śląska. W obliczu takiego stanu rzeczy wiemy już, że… nic nie wiemy. Podobno „zemsta jest rozkoszą bogów”. Mawiali tak starożytni Grecy, a ich maksymę przypomniał także Maciej Szczęsny, który tak spuentował swoje zwycięstwo w barwach Widzewa nad Legią w 1997 roku. Nie wiadomo tylko, czy trener Tarasiewicz również wyznaję tę zasadę. Jedno jest pewne, szkoleniowiec Śląska ma bardzo dobrą pamięć, potrafi w przerwie meczu wytknąć arbitrowi wszystkie błędy, więc na pewno nie zapomniał także o porażce z Wisłą w 1982 roku. Chyba każdy z ówczesnych piłkarzy WKS-u będzie do końca życia rozpamiętywał to spotkanie. Zwycięstwo dawało wrocławianom mistrzostwo Polski, ale to Wiślacy zdobyli trzy punkty. Podobno obiecywali, iż nie będą zbytnio przeszkadzali w historycznym dla wrocławian momencie, ale jak się później okazało można było te opowieści włożyć między bajki. Teraz sytuacja się odwróciła, choć czasy są zupełnie inne. Na pewno krakowianie nie będą bawili się w żadne „podchody”, przecież za to jest bilet do Wrocławia, niekoniecznie w celach turystycznych.
Cała ta historia ma dwa oblicza, bo przecież jest jeszcze motyw przyjaźni kibiców obu klubów. Śląsk już o nic nie walczy, a dla Wisły będzie to prawdopodobnie najważniejszy mecz w całym sezonie. Mimo wszystko zawodnicy WKS-u mają o co grać, bo przecież walczą o miejsce w kadrze na następny sezon, co może być bardzo trudne, zważywszy na planowane wzmocnienia przez nowego inwestora. Czy człowiek, który walczy o swój byt będzie przejmował się przyjaźnią kibiców? Można mieć co do tego spore wątpliwości. Zagra słabo, zrezygnują z niego i nie będzie miał co do garnka włożyć? Chyba nie tędy droga. Najwyższy czas, aby wszystkie kluby ligowe włączyły kierunkowskaz i obrały kierunek na jedyną słuszną trasę, prowadzącą do tablicy „profesjonalizm”. Wzajemne sympatie najlepiej zostawić kibicom. Fani Wisły i tak powinni być wdzięczni za ostatni remis WKS-u z Legią, który jednoznacznie wykluczył warszawian z walki o tytuł mistrza.
Dawny prezydent Stanów Zjednoczonych – Woodrow Wilson mawiał, że „przyjaźń jest jedynym cementem, który może spoić świat”. Piłkarze muszą robić swoje, więc niech budowniczymi będą w tym przypadku kibice Wisły i Śląska. Oby stworzyli ciekawą oprawę i oby piłkarze swoją postawą raz na zawsze zburzyli te podejrzenia odnośnie układów i układzików. Wrocław to piękne miasto, ale tylko wtedy gdy przebywa się w nim dobrowolnie.