Głos z krytej: Bo tak wielki jest Klub, jak jego kibiców wiara

Komplet widzów na trybunie krytej, to widok cieszący oczy wszystkich kibiców. Tak stało się minionej soboty. W pierwszy dzień wiosny Śląsk Wrocław zagrał przy pełnych trybunach. Stadion zapełniał się z każdą minutą, trybuna odkryta mieniła się flagami w trzech najpiękniejszych kolorach, a w kasach zabrakło biletów! Tradycyjnie rozczarowali kibice… stołecznej Polonii, którzy kolejny raz udowodnili, że: „nie ma Polonii, nie ma Polonii w Warszawie” ( 60 osób bez flag i żadnych chęci do dopingu). Przedmeczowe oczekiwania wszystkich były z pewnością spore. Graliśmy na własnym podwórku, a do tego przy komplecie publiczności. Niestety, o ile postawa piłkarzy, mimo porażki, nikogo nie rozczarowała – walczyli do ostatniej minuty, to doping pozostawiał wiele do życzenia.


 

Nasi zawodnicy na murawie dali z siebie wszystko. Piotrek Celeban drugą połowę grał ze złamanym nosem, a rozgrzewający się przy bocznej linii Patryk Klofik, miał ochotę roznieść rywali, ( czego słowny wyraz usłyszeli kibice stojący przy ogrodzeniu). Szkoda tylko, że kibice na trybunie krytej mieli mniej ochoty do śpiewów. Piłkarze chłoną atmosferę trybun, adrenalina kibiców bardzo im się udziela. Łatwiej walczyć o zwycięstwo, gdy do boju zagrzewa 9000 gardeł i tyle samo bijących jeden rytm: „Do boju WKS” serc. Warto wspomnieć w tym miejscu sytuację z 7 minuty, w której Łukasz Trałka pokonał mierzonym strzałem Wojtka Karczmarka. Na ogrodzeniu pojawił się wtedy niezwykły jegomość ( dodam, że nie pierwszy raz – zdarzało się to w poprzednich sezonach). Jego uniesione w górę dłonie obudziły ospałą trybunę. Temperatura podniosła się, a najwierniejsi kibice zrozumieli, że Śląsk bardzo ich potrzebuje. Znalazł się człowiek, który potrafił obudzić tkwiące w kibicach emocje. Jedynym, niestety poważnym minusem tej sytuacji jest grożąca ewentualna kara za wtargnięcie na ogrodzenie.
Piłkarze toczą walkę na murawie, a my kibice? My musimy stoczyć wreszcie walkę z naszą mentalnością. Musimy stoczyć bój w nas samych, aby drzemiące w nas emocje i miłość do Śląska, zamienić w gorący i nieustający doping, trwający przez całe 90 minut i czas doliczony przez sędziego. Nasuwa się pytanie do osób zajmujących się dopingiem. Może potrzebny jest człowiek, który pobudzi kibiców na krytej trybunie?
Przegraliśmy mecz, nie wykorzystaliśmy karnego, ale nie zmienia to faktu, że zielono – biało – czerwoni bardzo nas potrzebowali. Wkrótce przyjdzie nam stoczyć kolejne bitwy na doping z Górnikiem, Lechem i Legią, które z pewnością nie będą łatwe. Połączmy więc serca i gardła, pokażmy jak trudno zdobyć Twierdzę Wrocław.


„Fac fideli sis fidelis”

Autor

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.