Głos z krytej. Kaman Wrocław, Kaman Wrocław, Kaman Wrocław, Kaman

Piątkowy wieczór, godzina 20, a ja? Siedzę w fotelu i wpatrując się w ekran telewizora, wyczekuję pierwszego gwizdka w Bełchatowie. Ściskam kciuki za Naszą drużynę, ale jeszcze mocniej za Naszych kibiców. Wierzę, że może dziś usłyszę doping, jaki słyszałem w 1986 roku, kiedy to po raz pierwszy trafiłem na „Oporowską”. Tamten dobry czas ukształtował mnie jako kibica. Takiego, jak wtedy, dopingu wyczekuję zawsze, na każdym meczu. W piątek nastąpił przełom. Po długim wyczekiwaniu, stało się. Najpiękniejsze dla mych uszu słowa dobiegają z głośników. Niemal przez cały mecz świetna postawa kibiców. Ktoś może powiedzieć, że to zasługa dachu. Ja będę uparcie bronił tezy, że był to jeden z najlepszych wyjazdów-dopingów w ostatnich latach. Myślę, że moje słowa potwierdzi zaprzyjaźniony kibic z FC Wołów (pozdrowienia). Zapytany o doping w Bełchatowie stwierdził, że był to: „Najlepszy doping, jaki widział w trakcie wszystkich wyjazdów, w jakich uczestniczył”.
Czy jest to zasługa ludzi, którzy wreszcie wrócili do prowadzenia dopingu? W moim odczuciu z pewnością tak. Wspomnę tylko jedną osobę, która dla mnie ( 31 letniego kibica) była, jest i będzie najważniejszym autorytetem kibicowskim. Jest przy tej drużynie od zawsze, cierpliwie rozdaje „Fana” i od wielu lat tworzy Swoją legendę. Wierzę, że tacy ludzie jak R.Z. połączą wszystkich kibiców pod sztandarem ukochanego Śląska, a z trybun popłynie pieśń: „Do boju WKS…”

Autor

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.