Głos z odkrytej: Śląsk – Polonia Warszawa

Rewelacyjnie spisujący się w Ekstraklasie gracze Śląska, wciąż liczą się w walce o czołowe lokaty w tych rozgrywkach. Nic więc dziwnego, że trybuny stadionu przy ulicy Oporowskiej coraz bardziej się zapełniają. Piłkarze w trzech pierwszych kolejkach rundy wiosennej nie zaznali porażki, więc na sobotni pojedynek na szczycie z Polonią Warszawa bilety schodziły jak ciepłe bułeczki już od początku tygodnia. W piątek wieczorem można było wyczytać na forum kibiców informację o tym, że biletów w kasach już nie ma. Także ci z fanów, którzy odkładali decyzję o ich kupnie na ostatnią chwilę, zaczęli gorączkowo dopytywać się o możliwość nabycia dodatkowych kart wstępu. Klub postanowił więc sprzedawać bilety na fikcyjne miejsca stojące i w sobotę popołudniu było już jasne, że wieczorem na trybunach zasiądzie nadkomplet publiczności. Ostatni raz taka sytuacja miała miejsce podczas pucharowego meczu z Wisłą Kraków.


 

O wyjątkowo wysokiej frekwencji kibice mogli się przekonać już na prawie godzinę przed pierwszym gwizdkiem sędziego, kiedy to natknęli się na kolejki prowadzące do bram stadionu. Był to dosyć niespotykany o tej porze widok. Zazwyczaj fani wchodzący w tym czasie na obiekt kolejek nie zastawali, ale wcześniejsze przyjście na mecz spowodowało na pewno łatwiejsze wejście osobom, którzy przychodzili na ostatnią chwilę. Na kilkanaście minut przed wyjściem piłkarzy na murawę, można było odnieść wrażenie, że stadion jest pełny, a jeszcze mnóstwo osób nadciągało spod bram wejściowych. Ostatecznie trybuna odkryta uginała się tego dnia pod naporem zielono – biało – czerwonych barw. Kibice zajęli wszystkie miejsca, nawet schody pomiędzy sektorami były wypełnione tak, że ciężko byłoby wsadzić przysłowiową szpilkę. Płot i barierki trybuny odkrytej jak zwykle przykryte były barwami Śląska i zaprzyjaźnionych klubów. Po raz pierwszy na Oporowskiej zawisła flaga „Wyznawcy Dolnośląskiego Władcy”. W takiej atmosferze piłkarze po prostu musieli dać z siebie wszystko.

Mimo chłodnego wieczoru na trybunach było gorąco, gdyż mecz był dość ostry a i sędzia podejmował często niezrozumiałe dla fanów decyzje. Choć goście szybko strzelili bramkę, kibice pokazali, że są z drużyną na dobre i na złe. Śpiewano „Śląsku My z Wami …” a tuż po straconej bramce rozległo się z trybun ogłuszające „WKS” co miało zmotywować piłkarzy do odrabiania strat. Minuty mijały, a upragniona bramka nie padła. Trybuny jednak wspierały dalej piłkarzy, rozumiejąc fakt, że porażki są wkalkulowane w sport, a Śląsk już nie raz dostarczał nam w tym sezonie wielu radości. ”Gramy do końca, o Śląsku gramy do końca” rozbrzmiewało z gardeł wciąż wierzących w zwycięstwo kibiców. Mecz jednak zakończył się porażką, ale po końcowym gwizdku arbitra, fani podziękowali futbolistom za zaangażowanie śpiewając „Czy wygrywasz, czy nie …”, choć Ci nie bardzo kwapili się do podejścia w komplecie pod sektor. Doping mógł być jeszcze lepszy, gdyby nie ciągle słabo działające nagłośnienie. Kibice zasiadający po bokach odkrytej nie mogli często zrozumieć co tak naprawdę jest w danym momencie śpiewane, a potencjał był tego wieczoru przeogromny.

Kibice Polonii Warszawa przybyli na mecz w 60 osób. Nie wywiesili żadnej barwy, a swoją obecność zaznaczyli zaledwie kilkoma okrzykami. W drugiej połowie obok swojego sektora rozegrali krótki mecz piłki nożnej. Fani z Oporowskiej kilkakrotnie przypomnieli „Czarnym Koszulom”, kontynuatorem czyich tradycji jest twór, na mecze którego się wybierają. Poloniści potrafili odpowiedzieć tylko … wrzutami na Wisłę.

Widzów: 9-10 tysięcy (60 Polonii)

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.