Głos z odkrytej: Śląsk - Ruch (PE)
Mecz ćwierćfinałowy Pucharu Ekstraklasy z Ruchem Chorzów nie zbudził wielkiego zainteresowania wśród wrocławskiej publiczności. Jeśli jednak wziąć pod uwagę, dość wczesną godzinę jak na środek tygodnia (18:00), niską temperaturę i ostatnią porażkę w lidze, to nie wyglądało to tak źle. Śląsk grał przecież o awans to półfinału rozgrywek, a to zawsze jest dodatkowy magnes dla tych fanów, którzy wahali się czy przyjśc na mecz. Na trybunie odkrytej siedząc w jej środkowych sektorach odczuwało się nawet, że widzów jest sporo. Tymczasem oglądając zdjęcia z tego pojedynku, widać wyraźnie, że zajętych było może z połowę miejsc. Tak jak to miało miejsce przy okazji pojedynków grupowych, na trybunie nie było prowadzonego dopingu zbiorowego. Gniazdo było puste a i oflagowanie trybuny było dużo skromniejsze niż podczas pojedynków ligowych. Jednak znalazło się sporo osób, bardzo chcących mimo wszystko pośpiewać. Tak więc w czasie trwania meczu mieliśmy co najmniej kilku wodzirejów, którzy próbowali coś rozkręcić w okolicach miejsca swojego przebywania. Czasem dochodziło to sytuacji, w których trzy różne grupy osób, śpiewały coś zupełnie innego. W drugiej połowie jedna z grupek powędrowała nawet na trybunę za bramką, by w spokoju prowadzić swój doping. Taki chaos spowodowany był głównie brakiem gniazdowego. Pod jego nieobecność pojedyncze osoby najczęściej zaczynały pozdrawiać zgody, więc głównym punktem programu wielokrotnie stało się wykrzykiwanie na zmianę nazw klubów, z którymi jesteśmy zaprzyjaźnieni. Rzadko zdarzały się sytuacje, w których dwie grupy współpracowały ze sobą, ale raz, czy dwa próba dopingu na dwie trybuny zakończyła się sukcesem. Ogólnie jednak nie udało się stworzyć jakiejś niezwykłej atmosfery na Oporowskiej tego wieczoru, ale na pewno trzeba pochwalić kibiców za to, że mimo trudności starali się wspierać zespół do samego końca. Podkreślił to nawet trener Tarasiewicz na pomeczowej konferencji prasowej.