Maciej Kowalczyk w Arsenalu
piłkarza Śląska Macieja Kowalczyka. Oto wywiad jaki przeprowadził z piłkarzem dziennikarz Gazety Wrocławskiej:W niedzielę rozegrałeś swój pierwszy mecz w nowej drużynie. Jak poszło tobie i twoim kolegom? - zapytaliśmy Macieja Kowalczyka.
W I kolejce nowego sezonu zremisowaliśmy 0:0 na własnym stadionie z mistrzem Ukrainy Szachtarem Donieck, choć mieliśmy dużą przewagą. Sam Nigeryjczyk Emmanuel Okaduwa zmarnował cztery sytuacje sam na sam z Wojtkiem Kowalewskim z Szachtara. Wojtek zresztą bronił wspaniale. Ja wszedłem na boisko za wspomnianego Nigeryjczyka w 40 minucie. Nie miałem dogodnych sytuacji do strzelenia gola, ale wypadłem dobrze. Wynik został przyjęty w klubie z zadowoleniem, ale ambicje są tu wielkie. Graliśmy na wielkim stadionie narodowym. Spotkanie oglądało około 15 tys. widzów, a oprawa była iście europejska.
W jaki sposób trafiłeś na Ukrainę?
Już od pierwszych wiosennych spotkań Ceramiki działacze z Kijowa obserwowali mnie i przyjeżdżali na mecze do Opoczna. Później trener Wiaczesław Grozny (do niedawna prawa ręka Olega Romancewa w Spartaku Moskwa - przyp. red.) obejrzał kasetę i pojechałem na dwutygodniowe testy do Kijowa. Wiele zawdzięczam też mojemu menedżerowi - Grzegorzowi Bednarzowi, który ma dobre kontakty w klubach zza wschodniej granicy.
Jak oceniasz swój poprzedni sezon, który niemal w całości spędziłeś w Ceramice?
Byłem w wysokiej formie. Nie powiem, że w życiowej, ale byłem z siebie zadowolony. Omijały mnie kontuzje i - co najważniejsze - stawiano na mnie. Nie tak jak w Śląsku...
A właśnie, czemu nie powiodło się tobie w Śląsku?
Uważam, że dostawałem za mało szans. Przyszedłem do klubu ze Sławkiem Nazarukiem i Piotrkiem Włodarczykiem. To oni mieli grać w ataku, a ja miałem być rezerwowym i wchodzić w II połowie. Oczekiwano ode mnie w takich sytuacjach nie wiadomo czego. A żeby łapać formę, trzeba regularnie grać. Choćby słabiej, ale grać. Nie miałem tego, tak ważnego psychicznego komfortu.
Ponoć masz zarabiać w Kijowie 200 tys. dolarów za sezon...
Nie wiem skąd się pojawiają takie sumy, ale będę zarabiał sporo. Nie powiem, czy więcej czy mniej (śmiech...). Podpisałem 3-letni kontrakt. Mam dostać samochód służbowy, ale jeszcze nie wiem jaki. Po meczu z Dynamem dostanę także mieszkanie. Nie wiem jednak czy zostanę w Kijowie do końca kontraktu, choć na razie jest ekstra!
Skąd biorą się tak wielkie pieniądze w ukraińskiej piłce?
Inwestują w nią bogate przedsiębiorstwa. Prezesem Dynama jest właściciel wielu świetnie prosperujących kopalń. Z kolei nasz klub wspiera poważnie miasto.
Jak ci się podoba Ukraina, Kijów?
Przyznam, że na razie nie miałem czasu na zwiedzanie, ale pierwsze wrażenia są wspaniałe. Centrum jest śliczne. Po prostu Europa!
Nie czujesz się dzieckiem szczęścia? Twoi niedawni koledzy będą grać w Śląsku za 3 tys. złotych...
Troszkę się tak czuję. Ale muszę na boisku jeszcze wiele udowodnić.
źródło: Gazeta Wrocławska