Oporność z ul. Oporowskiej
Analizując prasowe doniesienia w zakresie wrocławskiego Śląska, nie można oprzeć się wrażeniu, że dotyczą one skromnego, świeżo upieczonego drugoligowca, z dużym stażem w ligach okręgowych, do tego będącego stałym elementem pejzażu małego miasteczka powiatowego. Aż włos się jeży na głowie, kiedy raz po raz wraca sprawa (urosła już do granic legendy) remontu stadionu przy ulicy Oporowskiej. Termin zakończenia prac ustalony jest na 15 września, ale czy jest to pierwszy obiecywany termin? Może fani wrocławskiej „jedenastki” wierzą głęboko, że tak będzie – PZPN może już nie uwierzyć. Trudno spodziewać się ponownej warunkowej zgody na rozgrywanie meczów bez udziału przyjezdnych kibiców, na placu budowy, jakim jest w świetle prawa stadion Śląska. Alternatywa? Drogi Stadion Olimpijski, lub początek nowego sezonu na wyjazdach. Ta druga ewentualność, biorąc pod uwagę prawdopodobieństwo terminowego zakończenia remontu, może okazać się nieskończonym ciągiem meczów wyjazdowych.Po odbiciu się od trzecioligowego dna wydawało się, że najgorsze co mogło spotkać symbol Wrocławia, jakim jest Śląsk, już minęło. Klimat dla renesansu WKS-u miał być podobno wspaniały. Czas weryfikuje jednak „słomiany zapał” miejskich rajców i zaangażowanie przedsiębiorców w pomoc w utrzymaniu drużyny bezlitośnie. Jednym zdaniem - każdy by chciał, ale lepiej jak zrobią to inni. Taki to przyjazny piłce nożnej klimat panuje w jednym z największych i najbogatszych miast Polski.
Największym przykładem, "że jednak można" - jest Łódź, gdzie po awansie obu łódzkich drużyn do ekstraklasy, miasto w podzięce za promowanie Łodzi przyznał obu klubom po pół miliona złotych. Miasto przy współpracy z łódzkimi przedsiębiorcami pomoże również w montażu instalacji podgrzewającej murawę na obu stadionach, a nie jak początkowo planowano na jednym. Daleko nie trzeba szukać, podobna sytuacja ma miejsce w Opolu, gdzie po awansie Odry do II ligi zarząd miasta stanął na wysokości zadania. Czy we Wrocławiu nie może być podobnie???
źródło: własne