Przemysław Łudziński i Robert Szczot stanowili główne żądła w swoich zespołach, dlatego to od ich postawy zależały poczynania ofensywne obu jedenastek. Napastnik Śląska był adresatem kilku prostopadłych podań, jednak to po dośrodkowaniach z obu skrzydeł stwarzał najwięcej zagrożenia. Podopieczny trenera Ryszarda Tarasiewicza oddał trzy strzały na bramkę Michala Václavíka. To dzięki agresywnej grze pressingiem udało mu się dojść do najlepszej sytuacji w spotkaniu, w której niestety uderzył za lekko. Szczot przez większość spotkania nękał wrocławskich obrońców, jednak osamotniony w atakach nie potrafił stworzyć sobie sytuacji strzeleckich. Były piłkarz Śląska oddał zaledwie jeden strzał na bramkę strzeżoną przez Wojciecha Kaczmarka i to w dodatku niecelny. Obaj piłkarze często dawali się ogrywać defensorom rywali, przez co tracili sporo piłek. Na boisku bardziej agresywny był Szczot, który był najczęściej faulującym piłkarzem w meczu. W pojedynkach główkowych również to piłkarz z Zabrza górował, wygrywając trzy z sześciu takich potyczek, natomiast zawodnik Śląska tylko raz startował „do główki” i do tego nieudanie. Szczot rozegrał pełne dziewięćdziesiąt minut, natomiast Łudziński opuścił plac gry w 71 minucie, a zastąpił go Kamil Biliński.