Polowanie na łowców

W świecie futbolu funkcjonują ludzie, którzy poprzez swoje działania zarabiają dla klubów gigantyczne pieniądze. Często są to sumy dochodzące do kilkudziesięciu milionów złotych, ale to nie koniec ich zasług. Podejmowanymi decyzjami ratują posady trenerom oraz mają olbrzymi wkład w grę reprezentacji. Z racji swoich dokonań powinni być traktowani po królewsku. Rzeczywistość wygląda jednak trochę inaczej... Bardzo często pełnią w klubach funkcję zapchajdziury, człowieka niepotrzebnego lub też poznają uroki bezrobocia, gdyż przemądrzały prezes sam potrafi zająć się każdą sprawą. Kim są ci zasłużeni męczennicy? Odpowiedzią niech będzie refleksja, jak potoczyłaby się kariera Pawła Brożka, gdyby któregoś pięknego dnia nie dostrzegł go odpowiedzialny za to pracownik Wisły Kraków? Czy Janusz Gancarczyk stałby odkryciem ligi, gdyby dalej jego pracodawcą byłby Górnik Polkowice!?


 

Bardzo ważny temat został poruszony podczas niedawnego magazynu „Ligi Plus extra”, której gościem był trener Ryszard Tarasiewicz. Ludzie odpowiedzialni za wyszukiwanie piłkarskich brylantów, to kury znosząca złote jaja. Oczywiście pod warunkiem, że są kompetentni, a ich praca przynosi oczekiwane owoce. Podstawą profesjonalnego klubu jest sztab skautów, którzy potrafią w niższej lidze wskazać prawdziwy talent. Są tak niezbędni jak woda dla piłkarzy podczas zajęć w trzydziestostopniowym upale. Zwłaszcza w naszym kraju, gdzie tzw. „polska myśl szkoleniowa” polega na trenowaniu zawodników na prowincji. Czy w Wiśle Kraków lub Legii Warszawa gra chociaż jeden wychowanek? Mimo wszystko obydwa kluby od lat dzielą i rządzą w Ekstraklasie, ponieważ potrafią pozyskać piłkarskie talenty. Owszem, czasem wydają duże pieniądze na sprawdzonych graczy, ale Jakub Błaszczykowski został przez „Białą Gwiazdę” kupiony od Rakowa Częstochowa za grosze. Współautorem tego transferu był Grzegorz Mielcarski, który w sobotę pytał szkoleniowca WKS-u o politykę skautingową.

Szkoda, że trener nie podchwycił tego pomysłu z entuzjazmem, bo przecież dobrych zawodników nigdy dość. Gdy widzi się w akcji Roberta Lewandowskiego, który jeszcze półtora roku temu strzelał bramki w III lidze, to wyobraźnia działa. Oczywiście Tarasiewicz nie musi desperacko szukać ludzi do grania, gdyż ma całkiem wyrównaną kadrę, a w kolejce czekają pozostali bracia Gancarczykowie. Z tego co nam wiadomo ich ilość jest jednak ograniczona, więc może warto jeszcze się rozejrzeć? „Lepsze” jest przecież wrogiem „dobrego”.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.