Problemy Śląska

Po znakomitym sezonie, w którym beniaminek ekstraklasy zajął wysokie 6 miejsce w lidze oraz wygrał Puchar Ekstraklasy, przyszedł czas na zmiany organizacyjne w klubie. 18 czerwca w czasie walnego zgromadzenia akcjonariuszy do rady nadzorczej i zarządu Śląska trafiło pięciu przedstawicieli nowego współwłaściciela Bithell Holdings Ltd. W związku z zakończeniem zawirowań prawnych powiązanych ze zmianami we władzach klubu wielu sympatyków Śląska liczyło na informacje o wzmocnieniach zielono-biało-czerwonych.


 

Co z Tarasiewiczem?

Wydawało się, że najważniejszą kwestią będzie podpisanie umowy ze szkoleniowcem Śląska, Ryszardem Tarasiewiczem. - Dopóki Polsat nie stanie się formalnie właścicielem Śląska, nie możemy podpisać umowy. Po prostu takie normy panują w naszym klubie – nie chcemy tego robić bez konsultacji z nowym właścicielem. Oczywiście nie oznacza to, że nic się w tej sprawie nie dzieje. Doszliśmy już do porozumienia z trenerem Tarasiewiczem. Wszystkie szczegóły kontraktu są ustalone i brakuje tylko podpisów. A te zostaną złożone, gdy powstanie nowa rada nadzorcza - mówił pod koniec maja prezes Śląska Piotr Waśniewski. Niestety, poza wcześniejszymi deklaracjami w tej sprawie nic się nie zmieniło. Nowa trzyletnia umowa jest gotowa, lecz podpisów jak nie było tak nie ma. .

Zmiana planów?

W zakończonych rozgrywkach Ryszard Tarasiewicz miał do dyspozycji w miarę solidny ligowy zespół, który dzięki wielkiej ambicji i waleczności potrafił zabierać punkty najlepszym drużynom w Polsce. Z drugiej strony trener WKS-u wiele razy podkreślał, że jego drużyna ciągle potrzebuje wzmocnień (3-4 nowych zawodników w rundzie), aby podnosić swoją jakość. Jako główny cel działacze z Oporowskiej postawili sprowadzenie do Wrocławia nowego bramkarza. Wybór padł na Mariana Kelemena. Jednakże jak do tej pory Słowak nie pojawił się w stolicy Dolnego Śląska i jego gra w barwach Śląska stanęła pod dużym znakiem zapytania. Ryszard Tarasiewicz zapowiedział, ze jeżeli były zawodnik Numancii nie pojawi się na środowym treningu, nie będzie tematu jego gry w Śląsku. Co prawda pojawiają się już nazwiska kolejnych kandydatów do bramki WKS-u, ale jak to w takich przypadkach bywa, na efekty rozmów z zawodnikami, ich menedżerami, ewentualnie klubami, z którymi mają kontrakty, trzeba będzie poczekać.

- Obecnie nie podejmujemy rozmów z żadnymi zawodnikami, którym kończą się umowy, bo najprawdopodobniej nie będziemy zainteresowani kontynuowaniem współpracy. Po zakończeniu sezonu dostaną od nas wolną rękę i będą mogli kontynuować swoje kariery gdzie indziej - informował w maju prezes Waśniewski. Zgodnie z zapowiedziami Śląsk dał wolną rękę w poszukiwaniu nowych pracodawców kilku zawodnikom z szerokiej kadry, a także tym, którym kończą się kontrakty. Tak stało się z Czechami Vladimirem Capem i Petrem Pokornym, którzy porozumieli się w sprawie umów z Górnikiem Polkowice. Śląsk prawdopodobnie opuści także doświadczony pomocnik Wojciech Górski. Wymienieni zawodnicy nie byli podstawowymi zawodnikami drużyny i w ekstraklasie rzadko pojawiali się na boisku, ale Ryszard Tarasiewicz mógł na nich liczyć jako ewentualnych zastępców, np. w Wodzisławiu Górski zmienił kontuzjowanego Fojuta. Czy w ich miejsce pojawią się nowi piłkarze? Biorąc pod uwagę wypowiedzi trenera Śląska, raczej nie. Szkoleniowiec zielono-biało-czerwonych często podkreślał, że interesują go jedynie piłkarze, którzy są lepsi piłkarsko od tych, których ma w kadrze. Jednak ostatnio sytuacja Śląska mocno się skomplikowała. Formację obronną wrocławian zmogła plaga kontuzji. Uraz wciąż leczy podstawowy defensor Jarosław Fojut, a nie wiadomo jak po kontuzjach będą się prezentowali Dariusz Sztylka, Antoni Łukasiewicz czy pomocnik Sebastian Mila. Niewykluczone, że Tarasiewicz będzie musiał nieco zmienić plany transferowe i sprowadzić na Oporowską nowych obrońców.


Polacy w cenie

Wstępnie mówiło się o zainteresowaniu Śląska kilkoma graczami Górnika Zabrze: Przemysławem Pitrym, Grzegorzem Boninem, Tomaszem Zahorskim oraz Marcinem Smolińskim z Legii Warszawa. Na dziś wiadomo, że 3/4 z tych graczy jest poza zasięgiem finansowym klubu. Działacze klubu z Górnego Śląska postawili za swoich piłkarzy ceny zaporowe. W dobie kryzysu nikt na świecie nie zapłaci Górnikowi za Grzegorza Bonina 1,5 mln Euro. Śląsk bez problemów mógł porozumieć się w sprawie umów z samymi piłkarzami, ale działacze klubu z Roosevelta nie chcą rozmawiać o ich sprzedaży. Inaczej wygląda sytuacja z pomocnikiem Legii. Na razie Smoliński trenuje w Warszawie, ale temat jego gry Śląsku nie jest jeszcze zamknięty.

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.