Rezygnacja wiceprezesa Śląska Wrocław!
Konflikt pomiędzy niektórymi działaczami piłkarskiego Śląska Wrocław a prezesem klubu Januszem Cymankiem sięgnął apogeum. Do tej pory o sporach i rozbieżności zdań pomiędzy prezesami Śląska pisali wyłącznie dziennikarze. Teraz ujawniają je sami zainteresowani. Ze Śląska definitywnie odchodzi Ryszard Cisłowski - wiceprezes klubu, jeden z pierwszych akcjonariuszy i założycieli sportowej spółki akcyjnej. Motywy swojej decyzji wiceprezes Cisłowski przedstawił w specjalnym oświadczeniu, które możecie przeczytać ...
W pierwszej połowie listopada na jednym z kolejnych burzliwych posiedzeń Zarządu Śląska Wrocław złożyłem rezygnację z funkcji członka tego Zarządu. Atmosfera w klubie i tak od dłuższego czasu nie najlepsza, po wyborach w Partner Klubie stała się już nie do wytrzymania. Chcąc się uwolnić od czegoś, co stawało się dla mnie koszmarne, postanowiłem definitywnie odejść ze Śląska.
Na tym samym posiedzeniu Zarządu składane były również deklaracje rezygnacji przez innych jego członków, lecz nie jestem zorientowany, co wydarzyło się później i jakie są losy tych deklaracji. W WKS Śląsk SSA byłem od samego początku jako jeden z akcjonariuszy założycieli, dwukrotnie w składzie Zarządu spółki oraz jedną kadencję jako wiceprzewodniczący Rady Nadzorczej.
Obecny prezes Zarządu Śląska Janusz Cymanek w jednym z wywiadów, których zawsze udzielał niezliczoną ilość, dementował, że grupa akcjonariuszy, nazywana grupą Cymanka, powinna dla jej określenia w miejscu jego nazwiska mieć użyte moje, gdyż tak naprawdę gdy zakładaliśmy spółkę, większości tych ludzi Janusz Cymanek nie znał.
Nie zależało mi nigdy na kreowaniu swego nazwiska w mediach i chętnie ja oraz moi koledzy oddaliśmy pole w tej dziedzinie Januszowi Cymankowi, uznając, że jako były dziennikarz świetnie sobie poradzi. Po latach okazało się, że radzi sobie rzeczywiście świetnie, lecz najlepiej wychodzi mu "obgadywanie" kolegów. Dziś dowiaduję się od niego, że np. zdecydowana większość przyszła do Śląska z chęci zarobku. A prawda jest taka, że jedni zostawili w Śląsku kilka tysięcy złotych, inni po kilkadziesiąt tysięcy, a niektórzy po kilkaset tysięcy.
Przekazane Śląskowi prywatne pieniądze nie pochodziły od przedsiębiorców reprezentujących wielki kapitał, lecz co najwyżej średni i mały. Dawało to dużą satysfakcję, że można zrobić coś dla sprawy, dla Śląska. Chcieliśmy mocnego Śląska, ale nie za cenę niepłacenia swoich zobowiązań, nieoddawania pożyczek, niedotrzymywania słowa. Obca była nam fanfaronada w stylu - "europejskie puchary, najlepsze transfery, młode wilki, europejskie tendencje". Chcieliśmy utrzymać na powierzchni nasz Śląsk i pozyskać kogoś, kto będzie w stanie przeznaczyć odpowiednie środki na jego utrzymanie. Wiedzieliśmy, że w tym gronie nie możemy stworzyć mocnego Śląska.
Ponieważ wiele z oficjalnych wypowiedzi Janusza Cymanka odnoszę bezpośrednio do mnie, pragnę się do niektórych z nich ustosunkować. Dalsze milczenie mogłoby być odebrane jako podzielanie stanowiska prezesa. A tak nie jest.
1. - Miniony rok upłynął pod znakiem kłótni działaczy.
Nic podobnego nie miało miejsca. Dochodziło do konfliktów prezesa Cymanka raz z działaczem X, raz z działaczem Y, innym razem z działaczem Z. Poza tym nikt się z nikim nie kłócił. Wręcz przeciwnie, zawiązywały się nieraz więzi koleżeńskie, w miejsce tych więzi, które dla tak zwanego "dobra sprawy" poświęcał pan prezes Cymanek.
Nikt
2. - Działacze zajmowali się ustalaniem, kto ma być trenerem Śląska oraz w jakim składzie ma grać drużyna.
Owszem, działacze Śląska byli zainteresowani tym, kto zajmuje tak istotne w klubie sportowym stanowisko jak trener I drużyny. Analiza jego poczynań powinna doprowadzić do ustalenia, czy kierunek jego pracy jest właściwy i czy nie są marnowane pieniądze wydawane na jego wynagrodzenie oraz uposażenia sprowadzanych przez niego zawodników. Nikt nigdy u żadnego trenera nawet nie myślał o wywieraniu presji co do tego, kto ma wystąpić na boisku, a kto zasiąść na ławce rezerwowych.
3. Dyrektor Partner Klubu Tomasz Szypuła zarabiał sam tak duże pieniądze, że takich nie mają wszyscy razem wzięci dziennikarze działu sportowego dowolnej wrocławskiej gazety.
Nonsen tego zarzutu jest tak wielki, aż nie wiem, od czego zacząć. Pobory dyrektorowi Szypule ustalił przecież prezes Cymanek. Nie odbiegały one w sposób istotny (a jeżeli już, to w dół) od wynagrodzeń poprzedników na tym stanowisku. A należy dodać, że Tomasz Szypuła jako jedyny z dyrektorów łączył za jedną pensję stanowiska w spółce i stowarzyszeniu. Nie wiem, dlaczego prezesa oburza wysokość gaży dyrektora w sytuacji, gdy trzem byłym trenerom w Śląsku (Łach, Wójcik, Putyra) ustalił w skali miesiąca co najmniej kilkakrotnie wyższe uposażenie.
Może to oburzenie ma związek z tym, że pan Szypuła odważył się wygrać z panem Cymankiem wybory w Partner Klubie. Chciałbym również przypomnieć prezesowi, że pan Szypuła nie był jedynym działaczem Śląska pobierającym wynagrodzenie. Za najzupełniej oczywisty uznaję fakt, że ma je pobierać wiceprezes Jan Caliński z tego powodu, że pozostali mają swoje firmy dające im utrzymanie.
Współczuję dziennikarzom wrocławskich gazet, że mają tak skąpych szefów, jeśli prezes Cymanek w odniesieniu do pensji jednego dyrektora ustalił ją w wysokości wyższej niż szefowie tych gazet, ustalając uposażenie wszystkich pracowników tego działu. Jeśli w każdej gazecie pracuje kilku dziennikarzy sportowych, to zgodnie z założeniami prezesa Cymanka muszą oni zarabiać mniej od najniżej pensji krajowej.
Nie opublikowałem swojej decyzji, nie chcąc tworzyć negatywnego wizerunku Śląska w trakcie trwania rozmów o stadionie czy o wsparciu finansowym międzynarodowej grupy kapitałowej. Ponieważ z wieloma posunięciami Zarządu nie mogę się identyfikować, a rozmowy trwać będą w nieskończoność, zdecydowałem się odejść. Działanie w sytuacji chronicznego braku pieniędzy musi dawać choćby minimum satysfakcji, aby psychicznie dopasować się do takiego stanu rzeczy. Dzięki prezesowi Cymankowi tej satysfakcji brak, w związku z tym moja decyzja mogła być tylko jedna.
Odchodząc, nie żałuję czasu poświęconego piłce, gdyż pozwoliło mi to poznać w warunkach ekstremalnych prawdziwe oblicze ludzi z nią związanych. I jak to w życiu bywa, o jednych mogę mówić w samych superlatywach, o innych, niestety, nie.
źródło: Gazeta Wyborcza