Trener, nie goguś
Ostatnimi czasy wszyscy przywiązujemy zbyt dużą wagę do możliwości finansowych poszczególnych klubów piłkarskich, infrastruktury czy też potencjału poszczególnych zawodników. Wszyscy kibice emocjonują się na wieść o ewentualnych transferach, zapominając jednocześnie o roli trenera. Każde dziecko wie, że nawet najlepsza orkiestra potrzebuje dyrygenta, by sprawnie funkcjonować. Analogiczna sytuacja ma miejsce w futbolu. Dobry szkoleniowiec jest fundamentem w budowie silnego klubu. Dobitnie pokazała to ostatnia kolejka Ekstraklasy. Wykładowcy AWF-u mogą poczuć się rozczarowani, ale nie chodzi tu o ogromną wiedzę taktyczną polegającą na rysowaniu schematów gry swoim podopiecznym, lecz o osobowość trenera. Może on być nawet najlepiej wykształcony w całej Europie, ale bez odpowiedniej charyzmy nigdy nie osiągnie oszałamiających sukcesów. Zarówno piłkarze jak i kibice WKS-u mogą się czuć prawdziwymi szczęściarzami. Nawet kompletny dyletant piłkarski dostrzeże, że Ryszard Tarasiewicz jest prawdziwym zbiornikiem charyzmy. Najlepiej pokazał to ostatni tydzień. Efekty jego pracy widać na boisku, gdzie jego zawodnicy zostawiają serce, by osiągnąć dobry wynik w pojedynku z potencjalnie lepszym Lechem Poznań. Szkoleniowiec wrocławian na pewno był zadowolony z remisu przy bułgarskiej, ale nie poprzestał na samej radości. Na konferencji prasowej bez ogródek podsumował taktykę “Kolejorza” nazywając ją “partyzantką”. Oprócz tego nie bał się skrytykować bardziej utytułowanego Franciszka Smudę, za to, że narzekał na brak Hernana Rengifo. Nie przejmował się, że trener Lecha jest od niego o wiele starszy, tylko wyłożył mu prawdę prosto w oczy. Specjaliści od “savoir-vivre” na pewno mieliby spore pretensje do Tarasiewicza, ale trzeba pamiętać, że boisko piłkarskie to nie stolik w wykwintnej restauracji dla arystokratów.
Tam niewątpliwie odnalazłby się Maciej Skorża, który wykazuje się ogromną kulturą osobistą, szkoda tylko, że ostatnio nie przekłada się to na wyniki Wisły. Podczas meczu z Legią spokojnie przyglądał się grze swoich podopiecznych, nawet gdy już przegrywali. Chyba żaden kibic Śląska Wrocław nie ma wątpliwości, jak na jego miejscu zachowałby się popularny “Taraś”. Oczywiście to, że WKS ma bardziej charyzmatycznego szkoleniowca od zaprzyjaźnionej “Białej Gwiazdy”, nie oznacza, że Mila i spółka mogą już sobie dopisać trzy punkty w konfrontacji z krakowianami. Warto jednak podkreślić, że osobowość trenera jest jednym z ważnych elementów piłkarskiej układanki, który czasem odegra decydującą rolę. Przecież wyniki Jose Mourinho nie brały się z jego uniwersyteckiej wiedzy i kulturalnego zachowania. Był pierwszym, który zrozumiał, że trener - nie goguś i odpyskować musi. Kto wie, może piłkarze Śląska będą teraz tak TARAnować swoich przeciwników jak robi to ich trener? Kibice WKS-u na pewno nie mają nic przeciwko.