Wielka rodzina Śląska

Pomimo pewnego zwycięstwa z ŁKS-em trenerowi Ryszardowi Tarasiewiczowi nie brak zmartwień przed meczem z Ruchem Chorzów. Czwartą żółtą kartkę otrzymał jeden z najlepszych piłkarzy Śląska w tej rundzie, Sebastian Mila, co oznacza dla niego absencję w sobotnim pojedynku. Szkoleniowiec wrocławian problem z nadmiarem kartek ma tej jesieni dopiero drugi raz, gdyż wcześniej z podobnych przyczyn pauzować musiał tylko Krzysztof Ulatowski. Należy pamiętać o tym, że w poprzednim sezonie podobnych kłopotów szkoleniowiec wrocławian miał znacznie więcej, co na pewno nie ułatwiało mu pracy.


 

Dobra gra drużyny z ul. Oporowskiej sprawia, że ostatnimi czasy coraz częściej można usłyszeć o zainteresowaniu piłkarzami Śląska ze strony silniejszych i bogatszych klubów ekstraklasy. Na meczu z ŁKS-em obecny był między innymi przedstawiciel Legii Marek Jóźwiak, który przyglądał się Januszowi Garncarczykowi. O ile nie dziwią zapytania o wrocławian z klubów takich jak Legia czy Wisła, to w ramach pewnej ciekawostki można potraktować zaproszenie na testy dla Krzysztofa Ostrowskiego i Sebastiana Dudka z pierwszoligowego Widzewa Łódź. Miejmy nadzieję, że Śląsk walczący o czołowe lokaty w lidze, nie tylko nie sprzeda w nadchodzącym okienku transferowym żadnego z podstawowych zawodników, ale być może jeszcze wzmocni skład. –Jeśli znajdą się pieniądze na transfery trzeba będzie sondować rynki zagraniczne. To powinni być zawodnicy zdecydowanie lepsi od tych, których już mam. Tymczasem w Polsce widzę dosłownie kilku piłkarzy, którzy by mnie interesowali- mówi o ewentualnych transferach trenerowi Ryszard Tarasiewicz.

O tym, że piłkarze i trenerzy Śląska to jedna wielka rodzina świadczą dwie sytuacje z sobotniego meczu. Po bramce strzelonej przez Piotra Celebana zawodnicy podbiegli do ławki rezerwowych i zrobili kołyskę, dla świeżo upieczonego taty, trenera bramkarzy Wojciecha Hryńczuka.- W poniedziałek urodził mi się syn. Będzie miał na imię Błażej- poinformował szczęśliwy „Hryniu”. Druga sytuacja miała miejsce przed wykonaniem rzutu karnego. Piłkę na jedenastym metrze ustawił Sebastian Mila, jednak po krótkiej rozmowie ze swoim imiennikiem Sebastianem Dudkiem, ostatecznie z wapna przymierzył ten drugi. Tym samym pomocnik pochodzący z Żar strzelił swojego pierwszego gola w ekstraklasie. –Dudiemu się ten gol należał, bo całą rundę grał świetnie. Przed karnym poprosił mnie, żebym dał mu strzelić, to na pewno trafi. I miał rację- powiedział wykazujący się koleżeństwem popularny „Roger”.

źródło: Przegląd Sportowy/ Fakt/ Gazeta Wyborcza/ Sport

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.