Wielka Sobota, Wielki Żal. Śląsk Wrocław - Lechia Gdańsk

Rozgrywki drugiej ligi nabierają tempa. Maraton spotkań rozgrywanych systemem środa/sobota trwa. Do końca rozgrywek, czyli do 10. czerwca, zawodnicy będą mieli zaledwie cztery wolne środy. Fakt ten nie jest bez znaczenia dla końcowych rozstrzygnięć w tabeli.Już jutro rozegrany będzie mecz, na który wrocławscy fani czekali z niecierpliwością od bardzo dawna. Po jesiennym wspaniałym widowisku w Gdańsku, jutro miała nastąpić rewizyta gości z nad Motławy i pokaz wrocławskiej gościnności. Miało być pięknie, ale nie będzie. W drugim meczu bez udziału publiczności wrocławski Śląsk podejmie jutro na Stadionie Olimpijskim gdańską Lechię. Początek spotkania, które poprowadzi poznański arbiter, Adam Konarski, w Wielką Sobotę o godzinie 12.00.
Zespół Lechii rozpoczął rundę wiosenną w przysłowiową „kratkę”. Dwa zwycięstwa na własnym stadionie poprzedzone dwoma dotkliwymi porażkami na wyjeździe, z Ruchem i Widzewem, to dla klubowych włodarzy stanowczo za mało. W trzech ostatnich wyjazdowych spotkaniach zawodnicy z grodu Neptuna nie zdobyli ani jednego punktu, mało tego – nie udało im się nawet trafić do bramki rywala. Wynikiem nienajlepszej postawy gdańskich zawodników jest ultimatum, jakie zarząd klubu postawił w ostatnich dniach szkoleniowcowi Marcinowi Kaczmarkowi. Trener zachowa posadę w przypadku zdobycia przez Lechię 5 punktów w trzech najbliższych spotkaniach. W pierwszym z nich udało się, po skromnym zwycięstwie, z kwitkiem odprawić z Gdańska bielskie Podbeskidzie. Dwa pozostałe mecze powinny zakończyć się co najmniej remisem. Nie będzie to łatwe gdyż oba to spotkania wyjazdowe, i oba, z pretendentami do awansu (Śląsk, Jagiellonia). Ogólnie, Lechia nie należy do zespołów, które czują się na boisku rywala jak ryba w wodzie. Potwierdzeniem tej tezy jest fakt, że jedyny komplet punktów z obcego terenu udało się ugrać w Polkowicach (1:3).
Mimo, iż Śląsk jest zdecydowanym faworytem tego meczu, o komplet punktów na Olimpijskim będzie niesamowicie ciężko. Lechia jest nieprzewidywalną drużyną, na własnym stadionie udało się jej pokonać dwie ekipy, z którymi wrocławianie nie tak dawno bezbramkowo zremisowali. Chodzi tu o Podbeskidzie i Zagłębie Sosnowiec.
W marcu tego roku minęło 60 lat od chwili powstania marki Lechia Gdańsk. Zdecydowana większość tego czasu to występy na szczeblu centralnym. 16 sezonów w ekstraklasie i 29 na jej zapleczu - to liczby, które stawiają Lechię w roli weterana polskich boisk. Najlepszy okres w historii klubu przypada na lata 80. Wtedy to w sytuacji precedensowej na skalę europejską, zdegradowany do III ligi klub sięga po Puchar i Superpuchar Polski. Zdobyte trofea uprawniają do gry w Pucharze Zdobywców Pucharów, w ramach, którego najważniejszym dla gdańszczan wydarzeniem, sciągającym na trybuny ponad 40 tyś widzów jest mecz z Juventusem Turyn. Później było już tylko gorzej. W prawdzie Lechii, rzutem na taśmę udaje się powrócić na boiska ekstraklasy, ale tylko na krótki czas. Ostateczne pożegnanie z najwyższym poziomem rozgrywkowym nastąpiło wiosną 1988 roku. Późniejsze fuzje z Olimpią Poznań i Polonią Gdańsk nie przynoszą spodziewanej rewolucji. Po kilku latach balansowania pomiędzy II a III ligą Lechia postanawia wrócic do autonomii i rozpocząć rozgrywki od klasy „A”. Był to sezon 2001-02, od tamtej chwili trwa mistrzowski marsz w górę ligowej hierarchii. Marsz w kierunku ekstraklasy, który zakończy się, jak mniemam, w tym roku krótkim – miejmy nadzieję – przystankiem „II liga”.
W dotychczasowej historii zmagań pomiędzy obiema formacjami odnotowaliśmy 23 mecze ( wliczając spotkania Olimpii/Lechii i Lechii/Polonii). Bilans tych spotkań to 12 – 6 – 5 na korzyść Śląska, przy bilansie bramkowym 42-21. Zaznaczmy również, że podobnie jak Jagiellonii, tak i Lechii nie udało się dotąd zdobyć „Twierdzy Wrocław”.
Reasumując, mecz zapowiada się bardzo ciekawie. Nóż na gardle Marcina Kaczmarka powinien obudzić w zawodnikach dziką żądzę walki o każdy centymetr murawy. Taka postawa, naprzeciw waleczności wrocławian, której specjalnie przedstawiać nie trzeba, gwarantuje masę emocji. Szkoda tylko, że przeżywać je będą mogli nieliczni. Goście wyruszyli z Gdańska już dziś rano, po drodze czeka ich krótki rozruch w podpoznańskiej Opalenicy, a następnie nocleg w Trzebnicy. Do Wrocławia nie pojechali kontuzjowani Piotr Cetnarowicz i Paweł Pęczak. Miejsca w kadrze zabrakło również dla przesuniętego do rezerw Łukasza Kubika. Wrocławianie wystąpią bez, ukaranego czerwoną kartką w meczu z Jagiellonią, Sebastiana Dudka, ponadto pod znakiem zapytania stoi występ lekko kontuzjowanego Krzysztofa Szewczyka. Po pauzie spowodowanej nadmiarem „żółtek” wraca Rafał Naskręt.
źródło: własne