Wielkie Święto. Śląsk - Lechia

Rozgrywki drugiej ligi nabierają tempa. Jest to ostatni moment na przebudzenie dla wrocławskich piłkarzy, którzy od początku sezonu nie zachwycają swoją grą. Fakt ten jest doskonale widoczny w ligowej tabeli.

Już jutro rozegrany będzie mecz, na który wrocławscy i gdańscy fani czekali z niecierpliwością od bardzo dawna. Niemal dokładnie rok temu w Gdańsku kibice obu drużyn stworzyli wspaniałe widowisko. Rewizyta miała nastąpić wiosną, lecz spotkanie na Stadionie Olimpijskim rozegrano bez udziału publiczności. Jutro nic nie stanie już na przeszkodzie. Powrót zawodników Śląska na obiekt przy ulicy Oporowskiej będzie wielkim piłkarskim świętem. Początek spotkania, które poprowadzi warszawski arbiter, Piotr Pielak, w Sobotę o godzinie 17.00.


 

Zespół Lechii rozpoczął rundę jesienną w dobrym stylu. Trzy zwycięstwa, dwa remisy i tyle samo porażek stawiają gdańszczan z 11. punktami na 5. pozycji w ligowym zestawieniu. Ogólnie, Lechia nie należy do zespołów, które czują się na boisku rywala jak ryba w wodzie. Zdecydowanie lepiej zawodnicy z grodu Neptuna czują się na własnej murawie, gdzie w tym sezonie jeszcze nie przegrali. Potwierdzeniem tej tezy jest fakt, że jedyny komplet punktów z obcego terenu udało się ugrać w Opolu (0:2). Warta podkreślenia jest skuteczność napastników Lechii, którzy obok ofensywy Jagiellonii, Ruchu i bytomskiej Polonii ustrzelili najwięcej bramek spośród drugoligowców – 12.

Śląsk nie jest już tak zdecydowanym faworytem tego meczu, jak bywało to w poprzednim sezonie. Powiedziałbym nawet, że faworytami tego spotkania są goście z Gdańska. Powrót na „własne podwórko” może jednak zdopingować zawodników Śląska, pod warunkiem, że i trybuny zapełnią się widzami tak jak w poprzednim sezonie. Ewentualna porażka wrocławian ustali jednoznacznie cel jaki będą musieli realizować piłkarze, a nie będzie to bynajmniej walka o awans.



W marcu tego roku minęło 60 lat od chwili powstania marki Lechia Gdańsk. Zdecydowana większość tego czasu to występy na szczeblu centralnym. 16 sezonów w ekstraklasie i 30 na jej zapleczu - to liczby, które stawiają Lechię w roli weterana polskich boisk. Najlepszy okres w historii klubu przypada na lata 80. Wtedy to w sytuacji precedensowej w skali europejskiej, zdegradowany do III ligi klub sięga po Puchar i Superpuchar Polski. Zdobyte trofea uprawniają do gry w Pucharze Zdobywców Pucharów, w ramach, którego najważniejszym dla gdańszczan wydarzeniem, sciągającym na trybuny ponad 40 tyś widzów jest mecz z Juventusem Turyn. Później było już tylko gorzej. W prawdzie Lechii, rzutem na taśmę udaje się powrócić na boiska ekstraklasy, ale tylko na krótki czas. Ostateczne pożegnanie z najwyższym poziomem rozgrywkowym nastąpiło wiosną 1988 roku. Późniejsze fuzje z Olimpią Poznań i Polonią Gdańsk nie przynoszą spodziewanej rewolucji. Po kilku latach balansowania pomiędzy II a III ligą Lechia postanawia wrócić do autonomii i rozpocząć rozgrywki od klasy „A”. Był to sezon 2001-02, od tamtej chwili trwał mistrzowski marsz w górę ligowej hierarchii. Marsz, który zakończył się, w tym roku krótkim – miejmy nadzieję – przystankiem „II liga”.



W dotychczasowej historii zmagań pomiędzy obiema formacjami odnotowaliśmy 24 mecze ( wliczając spotkania Olimpii/Lechii i Lechii/Polonii). Bilans tych spotkań to 12 – 7 – 5 na korzyść Śląska, przy bilansie bramkowym 42-21. Zaznaczmy również, że podobnie jak Jagiellonii, tak i Lechii nie udało się dotąd zdobyć „Twierdzy Wrocław”.



Reasumując, mecz zapowiada się bardzo ciekawie. Nóż na gardle wrocławskich graczy powinien obudzić w nich dziką żądzę walki o każdy centymetr murawy. Taka postawa, naprzeciw waleczności gości, której specjalnie przedstawiać nie trzeba, gwarantuje masę emocji. Zapraszamy zatem wszystkich na stadion !!! W takiej chwili doping kilku tysięcy gardeł jest naszym zawodnikom bardzo, ale to bardzo potrzebny. Pamiętajmy również o akcji „zielony stadion”, o której przypominajmy wszystkim swoim znajomym.

. Goście wyruszyli z Gdańska już dziś rano, po przyjeździe na miejsce zaplanowano trening, następnie nocleg i krótki rozruch. Do Wrocławia nie pojechali kontuzjowani Piotr Cetnarowicz, Sławomir Wojciechowski, Sebastian Fechner i Marcin Szałęga. W barwach zielono-biało-czerwonych zadebiutuje najprawdopodobniej Michał Ilków-Gołąb

źródło: własne

Bądź na bieżąco! Obserwuj Śląsknet w Google News. Śledź nas też na WhatsAppie, Facebooku, YouTubie, X (Twitterze), Instagramie oraz TikToku.