Zapomniana podróbka


Zapewne mnóstwo kibiców doskonale pamięta wydarzenia z poprzedniego sezonu, kiedy to wielu „ekspertów” uważało, że fuzja z Groclinem jest niezbędna do tego, by Śląsk poradził sobie na szczeblu Ekstraklasy. Minęło kilka miesięcy, do połączenia obu klubów nie doszło, a zawodnicy WKS-u nie głodują z powodu braku wynagrodzenia i na boisku radzą sobie całkiem nieźle. Życie pokazało, że tego rodzaju eksperymenty nie są potrzebne, by beniaminek nie odstawał sportowo od pozostałej stawki. Organizacyjnie także wygląda to całkiem nieźle, budżet jest stabilny nawet bez udziału kapitału pana Drzymały. Niewiarygodne? Ale prawdziwe! Ciekawe co teraz myślą zwolennicy fuzji piłkarskich klubów, które przeczą jakiejkolwiek tradycji i identyfikacji z klubowymi barwami? Czy zdają sobie sprawę, że takie pomysły sprowadzają nasz ukochany sport do roli maszynki zarabiającej grube pieniądze? Oczywiście, każdy zdaje sobie sprawę z faktu, że bez odpowiedniego kapitału budowanie profesjonalnego piłkarstwa to zwykłe „mission impossible”, ale sama kasa nie powinna być meritum, bo są znacznie wyższe wartości – zwłaszcza dla klubu z ponad sześćdziesięcioletnią historią.
W roli spadkobiercy Groclinu wystąpiła Polonia Warszawa i być może wyjdzie to temu klubowi na zdrowie. Jak na razie są wysoko w tabeli, ale czy doczekają się zasłużonego szacunku, choćby ze strony własnych piłkarzy? Na pewno mamy duże wątpliwości, gdy widzimy Piotra Piechniaka, który po strzeleniu bramki ŁKS-owi, pokazuje gest przypominający rzut dyskiem. Może to na cześć nowego tworu nazywanego żartobliwie „DyskoPolo”? Sam trener Tarasiewicz w maju nie zostawił suchej nitki na pomyśle fuzji Śląska i Groclinu : „Przecież to nie będzie Śląsk! Chelsea nie kupowała od razu 14 ludzi. Tylko etapami. A tu przychodzi kilkunastu chłopa i Śląsk ma grać w pucharach. Jaki Śląsk?! Przecież Śląsk nie ma prawa grać w pucharach.”
Czas pokazał, że budowa silnego klubu we Wrocławiu może przebiegać w bardziej sportowy sposób. Nikt przecież z dnia na dzień nie staje się wielkim piłkarzem. Musi przez wiele lat ciężko trenować, by do czegoś dojść. Umiejętności nie zdobywa się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Podobnie jest z zespołem. Istnieje oczywiście droga na skróty, dla pojedynczego zawodnika jest to doping, a dla całego klubu najczęściej fuzja, która przeobraża go w tandetną podróbkę tradycji. Na szczęście już dawno zapomnianą, przynajmniej we Wrocławiu.