Wołczek: Zrobiliśmy pierwszy krok, by utrzymać się w lidze
fot.: Rafał Sawicki
Niedzielne spotkanie II ligi pomiędzy Śląskiem II Wrocław a Zagłębiem II Lubin (4:3) podsumował trener gospodarzy Krzysztof Wołczek.
Jak trener podsumuje na gorąco to emocjonujące spotkanie?
Na pewno było tu dużo emocji, kibice mogą być zadowoleni. My jesteśmy zadowoleni z tego meczu, byliśmy bardzo aktywni. Też straciliśmy dziwne bramki, nie potrafię ich nawet na gorąco przeanalizować. Padły po fazie przejściowej, piłka była zagrana za plecy. To na pewno boli, ale niezależnie od tego jesteśmy zadowoleni, że stworzyliśmy sporo sytuacji. Powinniśmy już wcześniej ustawić mecz. Na pewno cieszy bardzo dobra postawa Patryka Szwedzika, który zszedł z ekstraklasy, przyszedł i świetnie się wprowadził. Mógł zdobyć jeszcze jednego gola. Doszliśmy w tabeli do Zagłębia, więc zrobiliśmy pierwszy krok, by spełnić zespołowy cel, jakim jest utrzymanie.
Do momentu zmiany warunków pogodowych, zespół WKS-u mógł się podobać. Czy ta przerwa spowodowała jakąś dekoncentrację? W końcu rezerwy Zagłębia dwukrotnie wyszły na prowadzenie.
Murawa po zmianie pogody była już bardzo trudna, spadło trochę tego śniegu. Dwa razy schodziliśmy, przerwa, to nie pomagało w koncentracji. Ale to niczego nie zmienia, bo warunki były identyczne dla obu zespołów i widocznie my się słabiej do tego dostosowaliśmy. Ale to na początku drugiej połowy, bo potem się zaadaptowaliśmy na tyle, aby wygrać mecz.
W pierwszej połowie mogliśmy oglądać kilka niedokładnych zagrań kapitana Śląska Patryka Calińskiego, przez które w polu karnym wrocławian mogło zrobić się gorąco. Czy rozmawiał trener szatni z zawodnikiem w czasie przerwy?
Nie rozmawiałem z Patrykiem Calińskim w przerwie na temat błędów. To się zdarza i nie tylko jemu. Zawodnikowi nie trzeba o tym przypominać, on doskonale o tym wie. Zwracaliśmy uwagę na inne rzeczy w przerwie. Oczywiście ta nonszalancja w poprzedniej rundzie przytrafiała się nam dosyć często, więc to są rzeczy, do których mentalnie trzeba się dostosować. Tu chodzi o koncentrację i brak nonszalancji.
Do drużyny zimą dołączyli Dawid Matuszewski i Krzysztof Kurowski. Jak oceni trener obu zawodników?
Bardzo dobrze oceniam i Dawida Matuszewskiego i Krzysztofa Kurowskiego. Wiadomo, że Krzysztof to bardzo młody chłopak z rocznika 2006, wprowadził się dobrze w tym meczu. Dawid jest z rocznika 2004, to są chłopcy, którzy w poprzedniej rundzie grali w CLJ, teraz jeden zadebiutował od początku, drugi wszedł z ławki. Taki jest nasz cel, cieszymy się z tego. Powoli wprowadzamy tych chłopców, a za parę godzin może Łukasz Gerstenstein zadebiutuje w ekstraklasie. Taki jest nasz cel i ci zawodnicy nowi, coraz młodsi, będą się pojawiać.
Przed rozpoczęciem rundy wspominał trener również o kontuzjowanych zawodnikach w drugiej drużynie Śląska. Jak długo nie zobaczymy ich na boisku?
Na pewno nie pomaga nam taka sytuacja. Wypadł Marcel Zylla, Robert Pisarczuk i Filip Gryglak. To są dłuższe absencje, kilkutygodniowe. Zobaczymy jak te rehabilitacje będą przebiegać. Teraz są kolejni zawodnicy, którzy muszą udowodnić, że są lepsi, a co najmniej nie gorsi.
